Po przegranym spotkaniu z Tottenhamem Hotspur piłkarze Borussii Dortmund nie szukali usprawiedliwień. Gregor Kobel, Julian Ryerson oraz Nico Schlotterbeck wprost wskazywali na własne błędy, brak intensywności i konsekwencje czerwonej kartki, które zaważyły na losach meczu.
– Tottenham grał z bardzo dużą intensywnością i mieliśmy problem, aby odpowiednio na to zareagować. Potem przyszła czerwona kartka, która kompletnie wybiła nas z rytmu. Pierwsza połowa była naprawdę beznadziejna. Po przerwie rywale cofnęli się bardzo głęboko i to był już zupełnie inny mecz. Pozwolili nam grać, mimo że mieli przewagę liczebną. Pod koniec wyglądaliśmy lepiej, mieliśmy swoje okazje, ale całościowo byliśmy zbyt mało groźni – oceniał Kobel po końcowym gwizdku.
Podobne wnioski płynęły z wypowiedzi Ryersona, który podkreślał kontrast między obiema połowami.
– Chcieliśmy wygrać, dlatego pierwsza połowa jest dla nas szczególnie frustrująca. W drugiej połowie, mimo gry w osłabieniu, zaprezentowaliśmy się naprawdę dobrze. Jednak wcześniej zabrakło nam agresji i odpowiedniego nastawienia, a to na tym poziomie bywa decydujące – mówił w strefie mieszanej.
Najbardziej surową ocenę wystawił Schlotterbeck, wskazując na powtarzające się problemy zespołu.
– Nie złapaliśmy rytmu i nie zagraliśmy tak, jak planowaliśmy. Tottenham nie zaskoczył nas niczym ponad to, czego się spodziewaliśmy. Kolejny raz straciliśmy gola po stałym fragmencie gry i to jest coś, z czym musimy wreszcie skończyć. Po dobrym początku oddaliśmy inicjatywę, źle broniliśmy i traciliśmy piłkę za piłką. Czerwona kartka była ogromnym ciosem. W drugiej połowie, biorąc pod uwagę grę w dziesiątkę, spisaliśmy się przyzwoicie. Gdyby udało się zdobyć bramkę kontaktową, mecz mógłby jeszcze nabrać emocji, ale prawda jest taka, że zasłużyliśmy na porażkę.
