Grająca przez większość spotkania w dziesiątkę, Borussia Dortmund przegrała w wyjazdowym meczu fazy ligowej Ligi Mistrzów z Tottenhamem 0:2.
Plan przygotowany przez trenera Niko Kovaa był widoczny od pierwszego gwizdka. Borussia Dortmund rozpoczęła spotkanie od agresywnego, wysokiego pressingu, próbując narzucić tempo i odciąć gospodarzy od rozegrania w środku pola. Ten obraz gry utrzymał się jednak tylko przez kilka minut.
Już pierwszy groźny atak Tottenhamu Hotspur przyniósł poważne ostrzeżenie. Daniel Svensson w ostatniej chwili przerwał akcję i ubiegł byłego zawodnika Lipska, Xaviego Simonsa. Chwilę później londyńczycy dopięli swego po stałym fragmencie gry. Dośrodkowanie początkowo minęło adresata, lecz Odobert wygrał pojedynek z Julianem Brandtem i oddał mocne uderzenie, a Romero skierował piłkę za linię bramkową, dając Tottenhamowi prowadzenie 1:0. Od tego momentu pole karne Borussii było pod nieustanną presją.
Problemy BVB narastały. Yan Couto nie radził sobie ze Spence’em na lewej stronie defensywy, a sytuację skomplikowała czerwona kartka dla Svenssona po analizie VAR. Decyzja sędziego wywołała spore kontrowersje. Mats Hummels po meczu stwierdził:– Dla mnie to nie była czerwona kartka. Borussia, zmuszona do gry w ustawieniu 4-4-1 zamiast wyjściowego 3-4-3, wyraźnie straciła płynność i kontrolę.
Przewaga Tottenhamu została udokumentowana jeszcze przed przerwą. Odobert przedarł się prawym skrzydłem mimo przewagi liczebnej rywali i zagrał niskie dośrodkowanie do Solanke. Napastnik trafił w słupek, lecz piłka odbiła się tak niefortunnie dla gości, że wtoczyła się do bramki. Wynik 2:0 do przerwy był w pełni zasłużony, co potwierdzały statystyki: Brak strzałów Borussii i zaledwie 36 procent wygranych pojedynków.
Po zmianie stron Kovac próbował ratować sytuację. Na boisku pojawili się Julian Ryerson i Emre Can, a Borussia Dortmund przeszła na ustawienie 5-3-1, z Adeyemim jako najbardziej wysuniętym zawodnikiem. Can cofnął się do drugiej linii, a Ryerson zabezpieczył lewą stronę defensywy. Rzut wolny Norwega z około 20 metrów wyglądał obiecująco, lecz piłka minęła bramkę.
Z czasem gra przeniosła się na połowę Tottenhamu. Trener Borussii sięgnął po kolejne zmiany, wprowadzając Fabio Silvę i Carneya Chukwuemekę. Przez moment wydawało się, że goście mogą jeszcze wrócić do meczu, jednak po 70. minucie to gospodarze ponownie przejęli inicjatywę. Dwie znakomite okazje zatrzymał Gregor Kobel, podtrzymując nadzieje gości z Dortmundu.
W końcówce Borussia próbowała zmniejszyć straty, lecz poza groźną główką Nico Schlotterbecka w doliczonym czasie gry nie stworzyła klarownej sytuacji bramkowej. Wynik nie uległ już zmianie.
TOTTENHAM HOTSPUR – BORUSSIA DORTMUND 2:0 (2:0)
Tottenham Hotspur: Vicario – Pedro Porro, Danso, Romero, Udogie – Bergvall (63. Byfield), Gray – Odobert, Xavi Simons, Spence – Solanke (70. Kolo Muani)
Rezerwa: Austin, Kinsky; Hardy, Rowswell, Olusesi, Williams-Barnett, Akhamrich, Scarlett, Thompson, Rowswell
Borussia Dortmund: Kobel – Anton, Schlotterbeck, Bensebaini – Couto (76. Beier), Bellingham, Nmecha (65. Chukwuemeka), Svensson – Adeyemi (65. Fabio Silva), Guirassy (46. Can), Brandt (46. Ryerson)
Rezerwa: Meyer, Ostrzinski; Süle, Duranville, Anselmino, Mane
Gole: 1:0 Romero (14., Odobert), 2:0 Solanke (37., Odobert)
Czerwona kartka: Svensson (26.,)
Żółte kartki: Gray – Ryerson
Sędzia: Nyberg (Szwecja)
Widzów: 52.713

Dla optymistów, którzy wciąż wierzą, że Kovac nad tym panuje, kolejna prognoza na sobotę: lanie w Berlinie.
Remisujemy z BODO i nie mamy najmniejszych szans z 14 drużyną PL. W hierarchii CL nurkujemy ostro w dół. Z INTEREM nie będzie lepiej. Taka jest aktualnie Borussia, a 2. miejsce w BL nie jest żadnym wyznacznikiem, bo mecze z Bayernem, Lipskiem, Hoffe, Stuttgarttem i Leverkusen są dopiero przed nami. BL została tak wydrenowana przez szejków, że ci, którzy jeszcze zostali są niemiłosiernie ogrywani nawet przez drużyny w kryzysie.
Leverkusen 2:0. Trener sprzedany, najlepsi zawodnicy sprzedani.
Gramy wahadłami, a nie mamy de facto wahadłowych, nie mamy rozgrywającego, a para Nmecha – Bellingham to ''pożal się Boże'' bezzębna formacja. Jesteśmy za biedni na takiego Simonsa, więc gramy gorzej niż West Ham(18 miejsce w PL).
Obawiam się teraz, że będzie już tylko gorzej. Najbliższy mecz z Unionem w Berlinie... ? Remis biorę w ciemno.