Borussia Dortmund wygrała u siebie z FC St. Pauli, ale przebieg spotkania pozostawił więcej pytań niż odpowiedzi. Po końcowym gwizdku trener, dyrektor sportowy oraz piłkarze nie ukrywali, że mimo trzech punktów drużyna sama wpędziła się w kłopoty. Ich wypowiedzi łączył jeden wniosek – mecz, który powinien być spokojnie kontrolowany, niepotrzebnie zamienił się w emocjonalny rollercoaster.
Sebastian Kehl, dyrektor sportowy BVB, zwrócił uwagę na wyraźny kontrast między pierwszą i drugą połową: – W pierwszej połowie nie graliśmy najlepiej, ale w drugiej byliśmy znacznie lepsi w wielu elementach. Objęliśmy prowadzenie 2:0 i potem sami sprawiliśmy, że końcówka była nerwowa. Dwa gole stracone po stałych fragmentach gry były całkowicie niepotrzebne. To nasza wina. Najważniejsze, że wygraliśmy, ale są rzeczy, które musimy poprawić. Czasami zbyt mocno komplikujemy sobie grę, bo brakuje nam klarowności w naszych działaniach. Mamy jakość techniczną, ale musimy być bardziej czujni i zamykać takie mecze bez pozostawiania wątpliwości.
Podobnie sytuację ocenił trener Niko Kovac, który na konferencji prasowej podkreślał trudności w utrzymaniu intensywności po zdobyciu drugiej bramki: – Znalezienie wolnej przestrzeni nie było łatwe, a my też nie pomagaliśmy sobie w tym zadaniu. Druga połowa była dobra aż do momentu prowadzenia 2:0. Później zabrakło nam ciągłej presji. To, że zrobiło się nerwowo, to również nasza odpowiedzialność. Jednocześnie końcówka pokazała, że drużyna wierzyła do samego końca i potrafiła się podnieść w doliczonym czasie gry. To zwycięstwo było dla nas bardzo ważne.
Julian Brandt nie ukrywał radości z decydującego trafienia, ale jednocześnie mówił wprost o problemach zespołu: – Po ostatnich tygodniach, gdy traciliśmy gole w końcówkach, zdobycie bramki w ostatniej minucie było bardzo ważne. Cieszę się, że tym razem to my byliśmy po tej lepszej stronie, ale szkoda, że w ogóle dopuściliśmy do takiej sytuacji. Graliśmy zbyt niedbale i nie potrafiliśmy uspokoić gry. Sprawiamy sobie nawzajem problemy. Albo zachowujemy czyste konto, albo tracimy od razu dwa czy trzy gole. To kwestie, którymi musimy zająć się natychmiast.
Kapitan Emre Can, który w końcówce wykorzystał rzut karny, opisał spotkanie jako symbol całego sezonu: – To była jazda kolejką górską, jak wiele razy w tych sezonie. Musimy znacznie lepiej zarządzać meczem. Dwa gole stracone po stałych fragmentach gry nie mogą nam się przytrafiać, a jednak to się powtarza. Mam nadzieję, że w końcu wyciągniemy z tego wnioski. Ostatecznie jednak wygraliśmy i to jest w piłce nożnej najważniejsze. Strzelenie gola w ostatniej minucie na własnym stadionie i przeżywanie tych emocji z kibicami jest czymś nie do opisania. Przed rzutem karnym byłem przekonany, że piłka wpadnie do siatki. Trzeba w to wierzyć do końca, nawet gdy w bramce stoi specjalista od obrony jedenastek.
W podobnym tonie wypowiadał się Waldemar Anton, który podkreślał mentalną siłę zespołu, ale i potrzebę wyciągnięcia wniosków: – Każdy, kto przychodzi na stadion, wie, jaką energię potrafimy tu wygenerować. Wierzyliśmy do ostatniej sekundy. Po prowadzeniu 2:0 wyraźnie spuściliśmy z tonu i musimy to przeanalizować. Popełniliśmy zbyt wiele prostych błędów, zwłaszcza przy stałych fragmentach gry. Poza tym praktycznie nie pozwoliliśmy rywalowi na wiele.
