Po emocjonującym remisie 3:3 we Frankfurcie piłkarze i sztab Borussii Dortmund nie kryli mieszanych uczuć. Z jednej strony – świetne widowisko i charakter pokazany do ostatnich sekund. Z drugiej – wyraźne poczucie, że ten mecz można, a nawet trzeba było wygrać.
Lars Ricken zwracał uwagę na rangę samego spektaklu i sygnał wysłany całej lidze: – Bundesliga naprawdę mogłaby skorzystać z takiego widowiska po przerwie zimowej. To była świetna reklama dla ligi. Widać było nasze wysokie ambicje. Im dłużej trwał mecz, tym byliśmy lepsi i bardziej dominujący. Przegrana po takim występie byłaby niezwykle bolesna. Chociaż strzeliliśmy gola na 3:3, bardziej skupiamy się na tym, dlaczego nie wygraliśmy. Z nową energią czekamy na dwa mecze u siebie z Werderem i St. Pauli – podkreślał.
Trener Niko Kovac również widział wiele pozytywów, ale nie zamierzał przemilczać problemów: – Kibice zobaczyli bardzo dobry mecz, pełen zwrotów akcji. Patrząc na liczbę okazji, powinniśmy go wygrać. To, że udało się wyrównać na końcu, oczywiście trzeba docenić. Widziałem dobrą grę całego zespołu, szczególnie w ataku – często atakowaliśmy za linią obrony rywala. Ale gdy traci się trzy gole, nie można być w pełni zadowolonym. Trzeba umieć zarówno kontrolować grę, jak i podejmować właściwe decyzje w obronie – zaznaczał szkoleniowiec.
Nico Schlotterbeck oceniał spotkanie z perspektywy boiska, bez zbędnych złudzeń: – Po 93. minucie jesteśmy zadowoleni, bo udało się wyrównać. Patrząc całościowo, zagraliśmy dobry mecz i byliśmy nawet lepsi od Frankfurtu, ale tracąc trzy gole na wyjeździe to po prostu za dużo, aby wygrać. Szkoda, że po prowadzeniu 2:1 tak szybko straciliśmy bramkę wyrównującą – wtedy mecz mógł potoczyć się po naszej myśli. Trzeba przyjąć ten punkt, choć chcieliśmy zacząć od trzech – przyznał obrońca.
Jeszcze bardziej krytycznie do wyniku podszedł Waldemar Anton: – Nie jesteśmy zadowoleni. Oczekiwania były znacznie wyższe, a przez długi czas kontrolowaliśmy grę. Bramkarz rywali obronił wiele strzałów, które mogliśmy i powinniśmy wykończyć lepiej. Mieliśmy wystarczająco dużo okazji, aby wygrać. Jedyny pozytyw to szczęśliwy gol na koniec i fakt, że wierzyliśmy w siebie do ostatniej sekundy – mówił bez ogródek.
Podobne odczucia miał Felix Nmecha, który nie ukrywał frustracji: – Nie jestem zadowolony. To był mecz, który powinniśmy wygrać. Eintracht Frankfurt nie miał wielu sytuacji, a ich gole przyszły nam zbyt łatwo. Ostatecznie musimy jednak cieszyć się z jednego punktu. Były momenty, w których graliśmy bardzo dobrze, ale w piłce nożnej decydują właśnie takie chwile – a rywal wykorzystał je lepiej. My nie zawsze potrafiliśmy zrobić tego samego, choć na pewno możemy wyciągnąć z tego spotkania kilka pozytywów – podsumował.

Ostatni raz taką ''złość'' widziałem w drużynie z Judem, Haalandem, Sancho i Marco. A jeszcze wcześniej gdy był Klopp i Lewy. To był ogień. Teraz szkoda gadać, gdy zobaczyłem wczoraj pierwszą jedenastkę czułem, że ten mecz tak się potoczy.