Borussia Dortmund w ostatnim meczu w 2025 roku pokonała Borussię M'gladbach 2:0.
Spotkanie pomiędzy Borussia Dortmund, a Borussia Mönchengladbach od pierwszych minut miało charakter wyrównanej, intensywnej rywalizacji. Choć gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce, losy meczu ważyły się do samego końca, a decydujące rozstrzygnięcie zapadło dopiero w doliczonym czasie gry.
BVB objęło prowadzenie już po pierwszym celnym strzale. Schlotterbeck przerzucił grę podaniem do Großa na prawym skrzydle, a ten dograł piłkę do Süle ustawionego na skraju pola karnego. Dośrodkowanie obrońcy trafiło do Brandta, który przy dalszym słupku zdecydował się na techniczny strzał z woleja. Piłka wpadła w prawy róg bramki w 10. minucie, dając gospodarzom szybkie prowadzenie.
Po zdobyciu gola Borussia Dortmund konsekwentnie kontrolowała grę i cierpliwie budowała kolejne akcje. W 25. minucie Elvedi w ostatniej chwili wybił piłkę sprzed nóg Guirassy’ego, zapobiegając groźnej sytuacji po dośrodkowaniu Ryersona. Przewaga w posiadaniu piłki długo należała do gospodarzy, którzy w pewnym momencie przekroczyli poziom 70 procent.
Z biegiem czasu Gladbach zaczęło jednak przesuwać grę wyżej i coraz śmielej odpowiadać na ataki rywala. W 37. minucie Neuhaus oddał pierwszy groźny strzał, który wymusił interwencję defensywy Dortmundu. Chwilę później Kobel musiał uprzedzić Reitza, a w końcówce pierwszej połowy to goście narzucili tempo, spychając gospodarzy do głębszej defensywy.
Początek drugiej połowy przyniósł sporo nerwowości. Can po zderzeniu z Neuhausem potrzebował pomocy medycznej, ale mimo widocznego urazu był w stanie kontynuować grę. Gladbach naciskało coraz mocniej, a w 55. minucie Guirassy wpisał się na listę strzelców, jednak gol nie został uznany z powodu pozycji spalonej po wcześniejszym dośrodkowaniu Brandta.
Dortmund odpowiadał szybkimi przejściami do ataku. Adeyemi kilkukrotnie sprawiał problemy obronie rywali, a po jednym z jego strzałów Nicolas z najwyższym trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 67. minucie Guirassy spróbował uderzenia z dystansu, a szkoleniowiec gospodarzy zdecydował się na zmiany, wprowadzając świeże siły do ofensywy.
Na około 20 minut przed końcem kontrowersje wzbudziła sytuacja w polu karnym Gladbach, gdy Beier padł po kontakcie z Elvedim. Sędzia nie dopatrzył się jednak przewinienia. Po drugiej stronie boiska Kobel uratował Dortmund przed wyrównaniem, skutecznie broniąc strzał Moyi z lewej strony pola karnego.
Końcówka spotkania była otwarta i pełna napięcia. W 89. minucie Beier wykorzystał błąd defensywy gości, lecz jego uderzenie obronił Nicolas. Gdy wydawało się, że wynik nie ulegnie zmianie, Dortmund zadał decydujący cios. W 97. minucie Süle zapoczątkował akcję, Fabio Silva zanotował ostatnie podanie, a Beier precyzyjnym strzałem z 16 metrów ustalił wynik meczu.
BORUSSIA DORTMUND – BOR. MÖNCHENGLADBACH 2:0 (1:0)
Bor. Dortmund: Kobel – Süle, Can, Schlotterbeck – Ryerson (82. Couto), Groß (71. Sabitzer), Nmecha, Svensson – Adeyemi (60. Beier), Brandt (71. Chukwuemeka) – Guirassy (82. Fabio Silva)
Bor. M‘gladbach: Nicolas – Sander (80. Machino), Elvedi, Diks – Scally, Reitz, Engelhardt (80. Mohya), Netz – Reyna (65. Ranos), Neuhaus (80. Stöger) – Tabakovic
Rezerwa: Meyer, Mane, Özcan, Campbell – Omlin, Ullrich, Fleck, Fraulo, Herrmann
Gole: 1:0 Brandt (10., Süle), 2:0 Beier (90.+7, Fabio Silva)
Sędzia: Jablonski (Brema), Żółte kartki: Can, Schlotterbeck
Widzów: 81.365

Nie wiem jak wy, ale ja mam dość oglądania ''TAKIEJ'' Borussii. Tego nie da się oglądać - nawet jak wygrywają 2:0. Dobrze, że kilka tygodni będzie można odpocząć od tego antyfutbolu. Ale nie mam wielkiej nadziei, że po nowym roku zobaczymy widowiska z polotem, pasją i wieloma strzałami, lecz znowu nudy i grę na aferę, a potem przerywanie akcji.
Mogę przyjąć taką taktykę w meczach z drużynami z topu, ale z BMG? Jeśli nie będziemy zamykać takich meczów w pierwszej połowie, to ciągle będziemy remisować wygrane mecze z teoretycznie słabszymi. Z Freiburgiem, czy np. St. Pauli.
Szkoda tylko niektórych jeszcze młodych piłkarzy, bo mogliby rozwinąć skrzydła. Kovać nie stworzył z nich drużyny i raczej będą chcieli odejść z BVB.
Mam podobne odczucia co do meczu jak i całego sezonu. Punktowo to wszystko się zgadza, zwłaszcza w porównaniu z poprzednią rundą jesienną ale te mecze wyglądają coraz słabiej. Borussia zatraciła swój charakter co widać zwłaszcza w grach z mocniejszymi przeciwnikami ale nie tylko. Wrażenie sportowe drużyny jest mocno zachwiane , bo niby w obronie jest poprawa ale kosztem ofensywy i to jest tylko mocno statystyczne odczucie, bo przynajmniej ja mam takie odczucie , że gra obrony to momentami tykająca bomba i w każdym dosłownie w każdym momencie czar może prysnąć. Gra pomocy i ataku to zbiór działań przypadkowych , bo atakujemy raczej jednostajnie i bez polotu. O naszej sile w poszczególnych meczach decydują wzloty i upadki pojedynczych piłkarzy , którzy jeszcze coś tam potrafią ale nie zawsze im się chce. Dlatego tzw. przepychanie meczy stało się prawie normą , a gra powiedzmy sobie szczerze zależna jest w dużej mierze od tego jak gra przeciwnik. Podsumowaniem rundy niech będzie gol Beiera w ostatniej akcji wczorajszego meczu, który tak naprawdę nie miał większego znaczenia ,natomiast mocno poprawił humory w naszej ekipie co uchwyciły kamery, bo sam mecz pomimo tego , że ułożył nam się bardzo dobrze , to obnażył wszystkie braki i słabości.
Ja osobiście wczoraj miałem niezły ubaw patrząc na gre Niklasa Sule, który od samego początku "włączył sobie tryb ekonomiczny", ale i tak grał dobrze bazując na swoim doświadczeniu. Tak naprawdę to gdyby nie bardzo dobra gra Nmechy , to na tle słabo dysponowanego przeciwnika efekt wizualny gry byłby jeszcze słabszy. Co do decyzji Kovaca to można by stwierdzić, że nasze "gwiazdy" weszły na boisko dopiero w 81 minucie ( Couto, Silva ), ale jeszcze raz podkreślę, że obaj wymienieni mają wg. mnie braki kondycyjne i wpuszczenie ich kilka meczy pod rząd od początku mogłoby mocno obniżyć wartość ich gry. Przez cała rundę zastanawia mnie sens wpuszczania na boisko Sabitzera , bo to już nie zawodnik tylko nazwisko. Niech podsumowaniem jego gry będzie wczorajszy wykon rzutu wolnego. Farsa i jeszcze raz farsa. To samo dotyczy gry Chukwuemeki, któremu chęci i sił starcza jedynie na grę "zrywami", a miało to być poważne wzmocnienie. Ja tylko zauważę, że kluby angielskie nie wyzbywają się ot tak wartościowych graczy. To samo tyczy Anselmino, który stracił już cały uprzedni sezon na kontuzję , która odnowiła mu się u nas. To jest taka przestroga jakbyśmy chcieli go kupić gdy macierzysty klub z niego zrezygnuje. Guirassy pokazał w jakim poszanowaniu ma klub , Adeyemi to co podkreślę gracz nietuzinkowy ale bardzo chimeryczny i nie można po nim spodziewać się systematycznej formy. Ponadto nie panuje on nad emocjami i złośliwie fauluje przeciwników na granicy czerwonej kartki. Wczoraj Kovac w trybie alarmowym zdjął go z boiska ale takim zachowaniem Adeyemi osłabia zespół. Co jeszcze - od kilku gier widać, że część zawodników ( Svenson, Ryerson ) ,są już zmęczeni sezonem i od razu odbija się to na naszej intensywności gry. Wczoraj akurat tą intensywność podniósł Beier co poniekąd uratowało mecz, bo przeciwnik miał chęci do zaatakowania w końcówce. Przed nami przerwa , a po niej intensywny styczeń i luty.
Trudno cokolwiek prognozować ale życzę sobie żeby było przynajmniej ciekawiej niz do tej pory.
WESOŁYCH ŚWIĄT
Wesołych Świąt!
wzajemnie - dzięki
i tego życzę wszystkim w przyszłym roku!!!
Co do gry: Jak zwykle pragmatyzm i brak polotu, ale czy na pewno? Mam wrażenie, że to co komemntaotrzy, eksperci czy nawet my kibice nazywamy pragmatyzmem to nic innego, jak tak naprawdę minimalizm i liczenie na łud szczęścia w ostatnich minutach meczu (bo albo remis albo uda się przechnać mecz) tak widze BVB w tym sezonie.
Co do trenera: Kovac robi dobrą robotę z syfiastym składem. Gdyby taki skład miał Terzić to finał LM, czy gra o mistrzostwo do ostatniej kolejki to była by czysta iluzja. Potrzeba nam wzmocnień które będą na pozimoie Bellignhama (Jude'a), starego dobrego Sancho, Dembele czy Haalanda. Z takimi piłkarzami będziemy może wstanie walczyć o zwycięństwo dosłownie z każdym.
Nikt. Chumorzasty Brandt.
Może faktycznie on to widzi i dlatego chcę tak bardzo bronić każdej przewagi. Bo nie wierzy że można wygrywać tracąc bramki.