Wszyscy w obozie Borussii byli zgodni – moment wyrzucenia z boiska Jobe’a Bellinghama w 53. minucie całkowicie odmienił obraz spotkania z Freiburgiem. Do tego czasu goście mieli mecz pod kontrolą, ale jedna decyzja sprawiła, że rywalizacja wymknęła się spod kontroli i zakończyła się remisem 1:1. Po końcowym gwizdku nie brakowało gorzkich refleksji i poczucia straconej szansy.
Dyrektor sportowy BVB, Sebastian Kehl, nie miał wątpliwości, że gra w pełnym składzie pozwoliłaby sięgnąć po komplet punktów: – Grając w jedenastu, bardzo dobrze kontrolowaliśmy mecz i jestem przekonany, że wygralibyśmy go w takim zestawieniu. Czerwona kartka w 53. minucie zmieniła losy spotkania i jego przebieg. Freiburg ostatecznie zasłużył na punkt – podkreślił.
Kehl zaznaczył jednak, że nawet w osłabieniu drużyna mogła lepiej zarządzać meczem: – W dziesiątkę trzeba było dłużej utrzymywać się przy piłce i zmniejszać presję. Freiburg grał bardzo agresywnie, często dośrodkowywał i dobrze funkcjonował w polu karnym. Nie powinniśmy byli dopuścić do takiej sytuacji. To był ciąg zdarzeń, w których mogliśmy zachować się lepiej – dodał.
Trener Niko Kovac spojrzał na wynik bardziej pragmatycznie, choć nie ukrywał rozczarowania: – Przez całą połowę graliśmy w dziesiątkę. We Freiburgu, przeciwko dobrej drużynie, trzeba umieć zaakceptować remis 1:1. Oczywiście nie jesteśmy zadowoleni, ale patrząc na okoliczności, potrafię się z tym pogodzić – ocenił szkoleniowiec.
Jak zaznaczył, kluczowa była jedna decyzja na boisku: – Utrudniliśmy sobie życie jedną akcją. Taka jest piłka nożna – kto podejmuje decyzje, ten czasem popełnia błędy. Ten błąd kosztował nas mecz. W pierwszej połowie mieliśmy pełną kontrolę, byliśmy zdyscyplinowani i nie dopuściliśmy rywala do groźnych sytuacji. W dziesiątkę gra się znacznie trudniej – podsumował.
Głos zabrał również bramkarz Gregor Kobel, który wziął część odpowiedzialności na siebie: – Bez czerwonej kartki ten mecz wyglądałby inaczej. Kontrolowaliśmy grę i dominowaliśmy. W tamtej sytuacji doszło do nieporozumienia. Czułem, że kolega ma dużo miejsca, ale powinienem zagrać lepsze podanie, żeby nie doszło do faulu. Biorę to na siebie – przyznał.
Szwajcar podkreślił jednak, że końcowy rezultat nie jest najgorszy: – Później byliśmy pod ogromną presją, a Höler strzelił naprawdę niesamowitego gola. Patrząc na przebieg meczu, musimy zaakceptować remis 1:1 – ocenił.
Z perspektywy zawodników szczególnie bolesna była świadomość stawki spotkania: – Przyjechaliśmy tu po zwycięstwo, bo to był mini-finał o drugie miejsce. W pierwszej połowie graliśmy dobrze, ale musimy szybciej zamykać takie mecze i strzelać więcej goli. Po czerwonej kartce było już bardzo ciężko – powiedział Yan Couto.
