Grająca w dziesiątkę przez większość drugiej połowy Borussia Dortmund, zremisowała na wyjeździe z Freiburgiem 1:1.
Od pierwszego gwizdka tempo spotkania było bardzo wysokie i od razu dało się wyczuć napięcie. Już w 10. minucie Couto i Manzambi obejrzeli żółte kartki po przepychance przy linii bocznej, co tylko podkręciło atmosferę. Chwilę wcześniej bliski otwarcia wyniku był Guirassy, który po precyzyjnym dośrodkowaniu Fabio Silvy uderzył głową tuż obok lewego słupka. W odpowiedzi Manzambi ograł Cana na lewej stronie pola karnego, lecz jego strzał był zbyt lekki, aby zaskoczyć Kobela.
Z każdą kolejną minutą Borussia Dortmund coraz wyraźniej przejmowała kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Po 20 minutach miała już 66 procent posiadania piłki i stworzyła pierwszą naprawdę klarowną okazję. Chukwuemeka, po szybkiej wymianie podań z Guirassym, uderzył z ostrego kąta, trafiając jednak w lewy słupek. Kilka minut później Can mógł dać gospodarzom prowadzenie po błędzie Freiburga w rozegraniu, ale jego strzał z 17 metrów okazał się niecelny.
Dokładnie po pół godzinie gry odważna postawa BVB przyniosła efekt. Couto dośrodkował z rzutu wolnego z prawej strony, Bensebaini znakomicie opanował piłkę klatką piersiową i pewnym uderzeniem umieścił ją w siatce, dając Borussii prowadzenie 1:0. Mimo wyraźnej przewagi gospodarzy Freiburg nie rezygnował z kontrataków, a tuż przed przerwą Günter miał doskonałą okazję na wyrównanie, jednak jego strzał minął bramkę.
Kluczowy moment spotkania nastąpił osiem minut po wznowieniu gry. Jobe Bellingham zobaczył czerwoną kartkę po tym, jak przy ryzykownym podaniu Kobela próbował ratować sytuację faulem na nacierającym Treu. Sędzia Zwayer uznał, że był to faul pozbawiający rywala oczywistej szansy na gola. Co istotne, było to pierwsze przewinienie Anglika w tym meczu. Chwilę później Günter z rzutu wolnego uderzył minimalnie obok lewego słupka.
Gra w osłabieniu całkowicie zmieniła obraz spotkania. Borussia, po korekcie ustawienia i wejściu Pascala Großa za Fabio Silvę, praktycznie oddała inicjatywę. Akcja przeniosła się niemal wyłącznie na połowę BVB, a Kobel musiał kilkukrotnie ratować swój zespół. Najpierw efektownie przeniósł nad poprzeczką strzał Treu, a kilka minut później odbił na słupek groźne uderzenie Suzuki, które jeszcze rykoszetem zmieniło tor lotu po interwencji Bensebainiego.
Napór Freiburga w końcu przyniósł rezultat. W 75. minucie Höler świetnie przyjął dośrodkowanie Güntera i precyzyjnym strzałem w dalszy róg doprowadził do wyrównania. Goście poszli za ciosem i w końcówce byli bardzo blisko zwycięstwa. Po czerwonej kartce oddali aż 11 strzałów, podczas gdy Borussia nie odpowiedziała ani jednym. W 86. minucie Matanović trafił nawet do siatki z bliskiej odległości, lecz gol został anulowany z powodu pozycji spalonej.
SC FREIBURG – BORUSSIA DORTMUND 1:1 (0:1)
SC Freiburg: Atubolu – Kübler, Ginter, Jung – Treu, Eggestein, Osterhage, Günter – Manzambi, Suzuki – Höler
Bor. Dortmund: Kobel – Can (90.+2 Süle), Schlotterbeck, Bensebaini – Couto (90.+2 Adeyemi), Bellingham, Nmecha, Ryerson – Chukwuemeka (78. Svensson) – Guirassy (78. Beier), Fabio Silva (56. Groß)
Rezerwa: Müller, Makengo, Ogbus, Grifo, Höfler, Adamu, Irié, Matanovic, Scherhant – Meyer, Drewes
Gole: 0:1 Bensebaini (31., Couto), 1:1 Höler (75., Günter)
Sędzia: Zwayer (Berlin), Żółte kartki: Manzambi, Eggestein, Kübler – Couto, Ryerson
Widzów: 34.700

Ta zabetonowana głowa Kovaca jest nie do zniesienia. Ujebał się kilku nazwisk na początku sezonu i trzyma się ich kurczowo choćby się waliło i paliło. Dodatkowo mamy beznadziejną, absolutnie fatalną, kadrę, a on blokuje transfery przed sezonem. Sancho? Ja go nie potrzebuje.
Mamy dwóch dobrych zawodników: Kobela ( od paru lat się mówi że odejdzie) i Schlotterbecka (saga trwa). Poza tym mamy dwóch przyzwoitych Svennsona (ława bo tak) i Adeyemiego (ława bo cię nie lubię). Młodzież nie dostaje grania wgl, ale za to stare spruchniale drewno Groß, Motomoto z Bayernu i tykająca bomba o trzyliterowym nazwisku zawsze dostają granie, nawet jak ich wejście nie daje nic pozytywnego do gry.
Jeśli drużyna kalibru (mówimy o marce i kasie, nie kadrze) rozpaczliwie broni remisu we Fryburgu to to jest żenujące.
EDIN WRÓĆ
posiadanie piłki 72-28, strzały 14-1. Praktycznie ani raz nie zagroziliśmy bramce przeciwnika. Nie rozumiem tego w ogóle.
Gra trójką obrońców wcale nie przynosi spodziewanych efektów, a jeśli dwóch z nich łapie w jednym meczu kontuzje(Anton, Anselmino) i nie masz dla nich adekwatnych zmienników, to cały ten pomysł upada. Can i Bansa to nie są ŚO.
Tak samo gra wahadłami. Przez kilka miesięcy nic z tego dobrego nie wynikało, aż nagle wskoczył do składu Couto, który potrafi dryblować i dośrodkować. Jego błyskotliwa gra przyniosła wygraną z Hoffe 2:0, ale potem tylko dwa remisy z Bodo i z Freiburgiem. Dlaczego? Reszta drużyny plus trener z zabetonowaną głową, działają na tak żenująco niskim poziomie, że szkoda nawet o nich imiennie wspominać.
W piątek gramy ostatni mecz w tym roku. Jest szansa na drugie miejsce, ale jeśli BVB w tak niskiej formie awansuje tak wysoko w tabeli, to nie świadczy dobrze o BL.