Borussia Dortmund pokonała FC Kopenhaga 4:2 w spotkaniu 3. kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów.
Borussia Dortmund pokazała klasę w meczu w Kopenhadze. Duńczycy, którzy wcześniej przegrali zaledwie dwa z dziewiętnastu domowych spotkań w Lidze Mistrzów, rozpoczęli obiecująco. Już w szóstej minucie Larsson oddał pierwszy groźny strzał z dwunastu metrów – Kobel jednak skutecznie interweniował.
Niemcy szybko przejęli inicjatywę. Trójka obrońców BVB aktywnie włączała się do ofensywy, co przyniosło efekt w 20. minucie. Po dynamicznej akcji Bensebainiego, piłka trafiła do Beiera i Guirassy’ego, a następnie do Bellinghama. Ten podał idealnie do Nmechy, który uderzył technicznie i precyzyjnie pod poprzeczkę – było 1:0 dla gości. Co ciekawe, był to pierwszy strzał dortmundczyków w meczu.
Po zdobyciu prowadzenia Borussia miała pełną kontrolę nad spotkaniem – po pół godzinie gry posiadanie piłki wynosiło 70:30. Beier mógł podwyższyć wynik, lecz minimalnie chybił z lewej strony pola karnego. Chwilę później gospodarze niespodziewanie wyrównali – po rzucie rożnym Larssona, zamieszaniu w polu karnym i niefortunnej interwencji Bensebainiego, piłka odbiła się od Antona i wpadła do siatki. Było 1:1.
Kopenhaga próbowała pójść za ciosem, ale strzał Suzukiego z 37. minuty minął lewy słupek. W końcówce pierwszej połowy BVB ponownie zdominowało rywala, jednak nie zdołało zamienić przewagi na kolejną bramkę.
Druga połowa rozpoczęła się pod dyktando Borussii, choć brakowało jej dokładności. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie, aż do 61. minuty, gdy Guirassy został sfaulowany w polu karnym przez Leragera. Sędzia Danny Makkelie bez wahania wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Bensebaini – zachował zimną krew, poczekał na ruch bramkarza i pewnie trafił do siatki na 2:1.
Gospodarze protestowali, domagając się karnych w dwóch kolejnych sytuacjach, jednak bez efektu. Spotkanie stało się bardziej otwarte, a Borussia cierpliwie czekała na swoje okazje.
Na kwadrans przed końcem Bellingham spróbował strzału z dystansu – Kotarski z trudem odbił piłkę. W 76. minucie rezerwowy Chukwuemeka przejął podanie Duńczyków i idealnie obsłużył Nmechę. Ten strzelił z 17 metrów, piłka lekko odbiła się od obrońcy i wpadła do bramki – 3:1.
W końcówce Borussia całkowicie kontrolowała przebieg gry. W 87. minucie Fabio Silva zdobył swojego pierwszego gola dla Czarno-Żółtych po świetnym podaniu Bellinghama, który dał prowadzenie 4:1. W doliczonym czasie Dadason trafił jeszcze do siatki, a BVB wygrało ostatecznie 4:2.
FC KOPENHAGA – BORUSSIA DORTMUND 2:4 (1:1)
FC Kopenhaga: Kotarski – Suzuki, Hatzidiakos (75. Garananga), Pereira, Meling (63. Lopez) – Larsson (75. Dadason), Lerager, Clem (81. Zague), Achouri (81. Madsen) – Moukoko, Claesson
Bor. Dortmund: Kobel – Anton, Schlotterbeck, Bensebaini (85. Anselmino) – Couto (63. Ryerson), Nmecha (77. Sabitzer), Bellingham, Svensson – Brandt (63. Chukwuemeka), Beier (63. Fabio Silva) – Guirassy
Rezerwa: Buur, Runarsson; Sarapata – Meyer, Ostrzinski; Süle, Groß, Adeyemi
Gole: 0:1 Nmecha (20., Bellingham), 1:1 Anton (33., Eigentor), 1:2 Bensebaini (61., Foulelfmeter, Lerager an Guirassy), 1:3 Nmecha (76., Chukwuemeka), 1:4 Fabio Silva (87., Bellingham), 2:4 Dadason (90., Suzuki)
Sędzia: Makkelie (Holandia), Żółte kartki: Lerager, Neestrup, Zague – Bensebaini
Widzów: 38.065

Na pewno na pochwałę zasługują kolejne 4 gola strzelone przez Borussię w LM, ale dwie łatwo stracone bramki oraz słaba gra przez 2/3 meczu pozostawiają niedosyt. Można powiedzieć, że mecz przepchnięty i tego można się było spodziewać , bo przed nami maraton meczowy ale sa rzeczy , które należy szybko poprawić.
Beier i Guirassy to drewniaki po prostu, natomiast Brandt powinien wychodzić na zmęczonego przeciwnika, @ryś pisał o tym przecież przed meczem, a nasz trener? Nie wie o tym?
Teraz dobre wiadomości: Chukwu ma technikę i porusza się z piłką jakby grał na hali, każdy widział co on potrafi zrobić z piłką. Dlaczego trener z tego nie korzysta?
Silva przy strzelonej bramce pokazał, że to on powinien być naszą dziewiątką.
Trójka obrońców gra coraz pewniej, dobrze wprowadza piłkę do gry.
Na koniec pomocnicy:
Nmecha rozegrał chyba mecz życia.
Bellingham dostał dzisiaj szansę na przełamanie, wykorzystał ją, i to jak.
Okazuje się, że Kovać ma bardzo szeroką kadrę bardzo różnych i zdolnych piłkarzy.
Póki co stawia na tych mniej zdolnych.
To było duże szczęście zresztą nie ostatnie w tym spotkaniu. Dobrze, że Kovac zdjął z boiska statystów i gra się uspokoiła. Dla mnie osobiście zaimponował oprócz rzecz jasna Silwy i Chukwuemeki niejaki Ryerson, który z marszu ogarnął prawa stronę boiska. Póżniej znów szczęście Mnechy i 3 gol po rykoszecie i błąd Koterskiego dał nam prowadzenie 3 bramkami , którego oczywiście nie potrafiliśmy dowieść , bo naszemu obrońcy nie chciało się wyskoczyć do dośrodkowania. Co do gry Bellinghama to w pierwszej połowie grał jak zwykle czyli słabo. W drugiej , (aż sam byłem zdziwiony ) miał kilka "szarpnięć" i zagrań" z górnej półki", co może dobrze rokować na przyszłość. ( Chyba , że w przerwie podmienił się z bratem, bo to praktycznie jego klon i z sylwetki i ruchów na boisku ). Zobaczymy jednak jak będzie się spisywał na tle mocniejszych drużyn. Co do Guirassego , to kolejny mecz rozegrał tak jakby za karę i w sumie to jak byłbym na miejscu Kovaca , to bym go zmienił i dał w jego miejsce Silvę, bo Silva to wg. mnie typowy środkowy napastnik. Co do obrońców to rzeczywiście dobrze wychodziło na tle Kopenhagi rozegranie ale w grze typowo obronnej jest jeszcze wiele do poprawy.
Środek pola bez Sabitzera wyglądał lepiej , a przynajmniej mnie sie to lepiej oglądało. Podsumowując mecz ze względu na wynik bardzo dobry , ale gra nie była gdzieś do 70 minuty dobra . Wielu z nas ma rację, że decyzje trenera , który gra praktycznie tymi samymi zawodnikami mają znaczący wpływ na naszą grę ofensywną . Przed nami maraton meczowy i spodziewam się, że wymusi to większą rotację i wreszcie zobaczymy coś co nas zachwyci. Owszem wyniki są przepychane ale np. mecz z Bayernem został położony przez niewłaściwe decyzje kadrowe.