Jobe Bellingham wciąż szuka swojego miejsca w Borussii Dortmund. Choć minęło już kilka miesięcy od jego transferu z Sunderlandu, 20-letni pomocnik nadal nie potrafi w pełni odnaleźć się w nowym otoczeniu.
Jego występ w sobotnim meczu z Bayernem Monachium (gdy po wejściu na boisko jako rezerwowy uczestniczył w akcji przy drugiej bramce rywali) tylko potwierdził, że forma Anglika pozostawia wiele do życzenia. Transfer za 30 milionów euro i znane nazwisko sprawiły, że oczekiwania wobec niego były ogromne. Niestety, jak na razie Bellingham nie spełnia pokładanych w nim nadziei.
Rodzinna presja i głośne incydenty poza boiskiem
Zainteresowanie wokół Jobe’a nie ogranicza się jedynie do jego gry. Już w pierwszym dniu sezonu jego rodzice wdali się w ostrą wymianę zdań z dyrektorem sportowym Borussii, Sebastianem Kehlem. Według relacji mediów, ojciec i jednocześnie doradca piłkarza – Mark Bellingham nie był zadowolony z decyzji trenera o zmianie syna w przerwie meczu.
Od tamtej pory Jobe gra coraz mniej, a jego czas na boisku sukcesywnie się kurczy. Jak donosi WAZ, później nie doszło do żadnych kolejnych konfliktów między rodziną Bellinghamów, a sztabem szkoleniowym BVB, jednak częsta obecność bliskich zawodnika podczas meczów i treningów nadal budzi zdziwienie w klubie.
Trudna walka o miejsce w składzie
Trener Niko Kovac nadal daje Bellinghamowi szansę w meczach ligowych, a koledzy z drużyny wspierają młodego Anglika. Mimo to pomocnik nie potrafi przebić się do podstawowego składu. W kolejnych spotkaniach jego występy były bezbarwne – a w starciu z Bayernem wręcz słabe.
Obecnie w hierarchii środkowych pomocników wyżej stoją Pascal Groß, Felix Nmecha i Marcel Sabitzer. Wszystko wskazuje na to, że Bellingham rozpocznie najbliższy mecz Ligi Mistrzów z FC Kopenhaga na ławce rezerwowych.
Jego rodzice zapewne ponownie zasiądą na trybunach – z nadzieją, że tym razem zobaczą swojego syna w lepszej formie.
