Kibice Borussii Dortmund mają powody do radości – początek sezonu wygląda obiecująco. Czarno-Żółci wciąż pozostają niepokonani w rozgrywkach ligowych, a atmosfera na Westfalenstadion tętni optymizmem. Jednak za kulisami rośnie napięcie, które może w każdej chwili wybuchnąć.
Nowy nabytek klubu, Jobe Bellingham nie gra tyle, ile by chciał. Młody Anglik, sprowadzony latem za 30,5 miliona euro, coraz częściej zasiada na ławce rezerwowych – i to budzi frustrację nie tylko jego samego, ale też jego rodziny.
– Zimowe odejście pomocnika nie jest wykluczone, jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie – poinformował dziennikarz Sacha Tavolieri, podsycając spekulacje w niemieckich mediach.
Trudno jednak sobie wyobrazić, aby Borussia tak szybko pogodziła się z utratą zawodnika, który dopiero co trafił do Dortmundu. Klub znany jest z cierpliwego rozwijania młodych talentów, ale tym razem presja może być wyjątkowa. Ojciec piłkarza, Mark Bellingham ma według doniesień domagać się większej roli dla syna w zespole.
W tym samym czasie Felix Nmecha i Marcel Sabitzer spisują się w środku pola znakomicie, co jeszcze bardziej utrudnia sytuację młodego Anglika.
BVB musi teraz znaleźć sposób, aby uspokoić rodzinę Bellinghamów i jednocześnie wydobyć z Jobe pełnię jego potencjału. Jeśli tego nie zrobi, zimowe okno transferowe może przynieść niespodziankę, której w Dortmundzie nikt się nie spodziewał.

Z Niewolnika nie ma zawodnika.
Nie wiem ale ja się nie widzę jakiegoś większego talentu w tym zawodniku 6 minuty które pokazał w Borussi.
A pewnie ojciec wtrącający się w karierę syna nie pomaga mu spokojnej grze i pokazanie co tak naprawdę potrafi.
Pamiętam jak Sancho spóźnię się na treningi i stroju fochy tego tata po rozmowie zarządem sprowadził Sancho na ziemię i zaczął grać piękną piłkę.
No ale wygląda na to że są ojcowie którzy pragną dla swojego syna kariery piłkarskiej spowodowane jego umiejętnościami i są ojcowie którzy chcą zarobić na swoich dzieciach.
Być może jestem niesprawiedliwy w swoich osądach ale kiedy wyjeżdżał ojciec interweniował pod koniec rundy mówiąc że jego syn gra za mało ale przecież już po pierwszym meczu jego ojciec wskoczył do gardła zarządowi dlatego myślę że z tego transferu nic nie będzie.
Inna sprawa z Jobem. Watzke słynie przecież z tego, że bez skrępowania daje sobie wchodzić na głowę. Stąd wywracanie biurek, potransferowe pretensje, wciskanie nosa osób zewnętrznych w wewnętrzne sprawy klubu. Taki mamy klimat pod coraz cięższym butem emeryta.