Po wygranym 4:3 meczu Klubowych Mistrzostw Świata z Mamelodi Sundowns, zawodnicy i trener podzielili się swoimi przemyśleniami. Choć zwycięstwo cieszy, zespół ma świadomość, że styl gry pozostawia jeszcze wiele do życzenia.
– Pocę się, jakbym właśnie wyszedł z sauny – przyznał trener Niko Kovac.
– To było trudne spotkanie dla obu stron, ale nie jesteśmy do takich warunków przyzwyczajeni. Zagraliśmy poniżej oczekiwań – zbyt wiele prostych błędów, zbyt mało płynności. Mimo wszystko liczy się wynik, a ten mamy po naszej stronie.
Podobnego zdania był bramkarz Gregor Kobel, który zwrócił uwagę na problemy w defensywie: – Nie możemy tracić trzech bramek w taki sposób. Owszem, cieszy nas skuteczność, ale organizacja gry była daleka od ideału. Za dużo staliśmy, za mało się ruszaliśmy, nie tworzyliśmy opcji. To się musi zmienić – ocenił.
Pomocnik Felix Nmecha również dostrzega potrzebę poprawy: – W takich warunkach trudno było zagrać na swoim poziomie, ale liczy się zwycięstwo. Musimy jednak wyciągnąć lekcję z tego meczu. Zarówno dziś, jak i w poprzednim spotkaniu, nie pokazaliśmy wszystkiego, na co nas stać – zaznaczył.
Z kolei Maximilian Beier skupił się na wartości wygranej w kontekście układu grupy: – Kluczowe było zwycięstwo, szczególnie teraz, przed meczem z Koreańczykami. Naszym celem jest wygranie grupy – podkreślił.
Waldemar Anton wskazał na brak koncentracji w początkowej fazie meczu: – Mieliśmy duże ambicje, ale nie zaczęliśmy najlepiej. Ułatwialiśmy przeciwnikom zadanie, szczególnie przy traconych bramkach. Musimy lepiej zabezpieczać przestrzeń – przyznał obrońca.
Głos zabrał również Jobe Bellingham: – To był ciężki mecz, wygrany z silnym przeciwnikiem. Warunki były dla nas nowe i wymagające, ale to ważne doświadczenie. Cieszę się z wyniku, choć wiem, że jako drużyna mamy jeszcze sporo do poprawy – podsumował.
