Nie był to wybitny mecz w wykonaniu graczy z Dortmundu, ale najważniejsze są 3 punkty, które cieszyć mogą nie tylko kibiców i piłkarzy, ale najbardziej Edina Terzicia.
Pierwsza część spotkania nie należała do takich, które można nazwać pięknem piłki nożnej. Przez dłuższy czas obydwie drużyny męczyły się, próbując tworzyć jakiekolwiek okazje. Dopiero w ostatnim kwadransie doszło do kilku groźnych sytuacji.
Pierwszą szansę na zdobycie gola wypracowali gospodarze w 6. minucie spotkania, ale mocny strzał po długim rogu nie wpadł do siatki, bo skutecznym szpagatem oddalił zagrożenie goalkeeper BVB. Podopieczni Terzicia czekali na celny strzał aż do 35. minuty, kiedy przedłużone zagranie z rzutu rożnego przed Adeyemi'ego trafiło pod nogi Schlotterbecka, a ten z bardzo bliskiej odległości trafił tylko w bramkarza. W 38. minucie bliski zmylenia był Ronnow, jednak Julian Brandt nie zmienił kierunku lotu piłki wystarczająco po uderzeniu Maastena, aby futbolówka nie była w zasięgu rąk duńskiego bramkarza. Duńczyk nie miał już żadnych szans przy bramce na 1:0 dla Borussii Dortmund, Adeyemi będąc na skraju pola karnego, posłał idealną petardę, która wpadła do siatki po obiciu poprzeczki.
Druga część rywalizacji nie różniła się znacząco od swojej poprzedniczki, bo również w grze było wiele niedokładności i błędów, które sprawiały, że kreowanie akcji nie należało do najpłynniejszego.
W 52. minucie do głosu doszedł Nikals Fullkrug, będący przez cały czas niewidoczny, ale jego premierowy strzał w światło bramki nie przyniósł oczekiwanych efektów w postaci gola. Kilka minut później 100% sytuację zmarnował snajper gospodarzy, a wszystko przez bardzo dobrą intuicyjną interwencję, którą popisał się Meyer. W 64. minucie płaski strzał po ziemi zza pola oddał Brandt, jednak właśnie w tym miejscu, do którego zmierzała piłka, stał bramkarz. Jeszcze w regulaminowym czasie gry gracze w czerwonych koszulkach mogli doprowadzić do wyrównania, a sposób zdobycia bramki nie należałby do codziennych, bo leżący na ziemi zawodnik Unionu, chciał zaskoczyć przeciwników, jednak na posterunku znajdował się Alex Meyer. Wysoki pressing nałożony przez piłkarzy z Signal Iduna Park się opłacił, bo agresywne przejęcie piłki przez Maatsena na wysokości środkowej linii, a następnie błyskawiczne ruszenie z kontrą pozwoliło Holendrowi na zdobycie swojej debiutanckiej bramki dla BVB. W ostatnich sekundach meczu w szeregi czarno-żółtych wdarła się dezorientacja, która spowodowała błędy w defensywie i dała jeszcze szansę podopiecznym Bjelicy na zdobycie honorowego trafienia, jednak dzięki szybkim reakcjom w obronie do tego nie doszło.
Bundesliga 24. kolejka
Union Berlin - Borussia Dortmund
Union Berlin: Rønnow - Leite (Bedia 81'), Vogt, Doekhi - Khedira (c) (Aaronson 69') - Juranović, Tousart (Haberer 61'), Schäfer, Roussillon (Trimmel 69') - Volland, Hollerbach (Vertessen 61')
Rezerwa: Schwolow, Knoche, Laidouni, Král
Trener: Nenad Bjelica
BVB: Meyer - Ryerson, Süle, Schlotterbeck, Maatsen - Sabitzer, Can (c) - Sancho (Bensebaini 88'), Brandt (Özcan 66'), Adeyemi (Bynoe-Gittens 78') - Füllkrug
Rezerwa: Lotka, Hummels, Reus, Wolf, Duranville, Moukoko
Trener: Edin Terzić
Bramki:
0:1 Adeyemi (41. Fullkrug)
0:2 Maatsen (90.)
Żółte kartki: Haberer, Vertessen - Ryerson
Sędzia: Christian Dingert
Widzów: 22 012

1) ma być awans do LM i Terzic boi się jak ognia straty punktu,
2) Terzic nie ma żadnej innej taktyki i samo tak jakoś wychodzi
Druga połowa do zapomnienia. Dobrze, że mamy Meyera. On uratował nas przed stratą bramek. Wybronił dzisiaj takie strzały, po jakich Kobel został tutaj kiedyś bohaterem kibiców BVB. Meyer nie jest gorszy, na 100%.
Dzisiaj najważniejsze były 3 pkt. i tylko to się liczy. Czy będziemy w TOP4, okaże się w bezpośrednim spotkaniu z Lipskiem.
1.Co robił tak długo na boisku Jadon Sancho już dawno powinien być zmieniony
2.Dlaczego cały czas rotowana jest obrona ,nie ma podstawowej czwórki
3.Co pan trener jeszcze robi w takim dużym klubie juz dawno powinno go nie być.