Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Wszystko co się dzieje w naszej społeczności BVB

Moderator: Mods

Gochun_BVB
Posty: 340
Rejestracja: 22 lis 2017, 08:50
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: Gochun_BVB » 14 lis 2018, 06:53

Passę rzeczywiście mam, ale zauważ, że na każdym meczu byłeś ze mną, tak więc.... ;-) strzeż się SZAJSE, nadciągamy !!!

Można powiedzieć, że dopiero wczoraj wieczorem "wytrzeźwiałam" z tych emocji.
Jeszcze w pracy celebrowałam zwycięstwo; obiecałam moim koleżankom i kolegom, że jeżeli wygramy, przyjdę we wtorek ubrana w barwy BVB (żółta sukienka a reszta czarna) Tak też uczyniłam :-D
Byłam w totalnym szoku, ile ludzi wczoraj gratulowało mi zwycięstwa naszej kochanej Borussii :shock:
Przychodzili "na kawę" i zadawali mnóstwo pytań, o mecz, o wrażenia... :-D :-D :-D
Żałowałam, że miałam tak mało czekolady z FanWeltu ;-)

Dzięki nim, moja euforia trwała nieco dłużej :lol:

Ehhh....Cudowny wyjazd, cudowny mecz, cudowne wspomnienia...

Gochun_BVB
Posty: 340
Rejestracja: 22 lis 2017, 08:50
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: Gochun_BVB » 14 lis 2018, 06:55

*P.S. czekolada nie była kupiona w FanWelcie, ale chodzi mi o Rittera w barwach BVB ;-)

Awatar użytkownika
majeku
Posty: 199
Rejestracja: 11 paź 2016, 12:36
Lokalizacja: Óć
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: majeku » 14 lis 2018, 08:59

Super Wam się trafiło. Tylko pozazdrościć
Z tym szokiem to masz rację. U mnie w pracy każdy pyta i gratuluje. Faceci i kobiety. Słychać o nas w świecie i widać, że jest na nas moda. Największy szok przeżyłem jak w pracy gratulowali mi zwycięstwa z Augsburgiem. W życiu bym się nie spodziewał, ktoś będzie o tym wiedzieć.
Pamiętam jak parę dziwnych ludzi gęgało, że ‘zmiana warty’ i że moda teraz jest na sedesco i to żałosne scheisse. Ubaw po pachy.
BVBVBVBVBVB

Awatar użytkownika
weidenfeller1
Posty: 1715
Rejestracja: 27 wrz 2007, 11:19
Kontakt:

Re: BVB-FRAJERN Listopad 2018

Post autor: weidenfeller1 » 26 lis 2018, 10:16

Siema siema! Kudre w sumie trochę zapomniałem o tym,żeby tu coś napisać i tu zajrzeć po meczu i jakąś relacje napisać :-) :D Ciężko opisać coś co robi na tobie niesamowite wrażenie i fakt tego,że nie zawsze jest okazja być na takim meczu i w takim towarzystwie!

Wyjazd wcześnie rano ze stacji PKP Opole pociągiem do Wrocławia w drodze oczywiście coś na smarowanie iii jak to Mila ładnie wyłapał podchwytliwy wzork osoby w tle :D Przyjazd do Wrocławia i małe zamieszanie ale to ta adrenalina :D W sumie Gosia już wszystko opisała szczegółowo :-D :-D Fakt nie umieliśmy się odnaleźć/Wrocław po tej modernizacji PKP? PKS? zmienił się dla mnie bardzo, a jak już wiedziałem,że CHYBA idę w dobrą stronę to pozostało mi tylko donośnym głosem zawołać Goooosia..skoro plac przed mną duży to co mam szukać jak mogę zawołać-i się okazało,że nie była aż tak daleko bo nie całe 2 m :) Na lotnisku ładnie pięknie po przejściu przez bramki w końcu udało mi się Ziza naciągnąć na jedną kolejeczke żeby nam dobrze struny głosowe nasmarowało, przy wejściu Gosia już rzuciła ładne wspólne zdjęcie :P W samolocie oczywiście nie szło usnąć to spełnialiśmy dalej swoja powinność i zagadywaliśmy jakiegoś kibica z kumplem :P
W Dortmundzie byłem jak w siódmym niebie inne państwo, inne życie, inne myśli :D Kuzyn przyjechał i postanowiłem się odłączyć by z rodziną się przywitać i to w sumie może był to zły pomysł, że z samego początku tak zrobiłem bo miałem dla nich też całą niedziele. Ale nie ma co gdybać-fakt faktem ciężko było się potem odnaleźć-przed meczem próbowałem się wbić na inne miejsce i w sumie udało mi się przegadać ochronę i skorzystać z ich nie uwagi dlatego też 1szą połowe oglądałem przy samej murawie. W 2giej postanowiłem odnaleźć naszych, poszedłem w planowane miejsce mojego biletu a tam nikogo nie ma :-/ internet ledwo co dychał tam :D więc chciałem wrócić-ale z racji,że widok nie był zły, obok siedział gościu co miał chyba 10 piw to postanowiłem mu pomóc..a bramki wpadały i wpadały więc pomyślałem,że po meczu się uda :P A po meczu...nim ja kolegę odnalazłem to graniczyło się z cudem, bardzo chciał POlicje na koniach zobaczyć :P potem nagle kicker mnie zahaczył..więc trochę wywiadu,potem zahaczyliśmy o jakąś imprezę koło stadionu z Wojtkiem w między czasie byliśmy w kontakcie z naszymi jechałem na HBF :P ale się straciłem :P Kolega miał u mnie rzeczy musiał już jechać więc i ja jechałem już do domu...nie ukrywam,że zmęczenie już tez spore było. Więc taxi i wracaliśmy do domu :)

Poniżej pare zdjęć z wyjazdu :)
Wyjazd napewno na duzy pluuus! Emocje, sam fakt bycia na tym meczu i widzieć na żywo ten piękny mecz to niesamowita sprawa..w końcu każda wizyta w Dortmundzie jest dla mnie niesamowitym przeżyciem,dlatego też będę starać się częściej tam bywać :)

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Załączniki
IMG-20181110-WA0007.jpg
IMG-20181110-WA0010.jpg

Awatar użytkownika
Siwy
Posty: 3174
Rejestracja: 29 lip 2010, 02:09
Lokalizacja: Piekary Śląskie
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: Siwy » 26 lis 2018, 19:20

weidenfeller1 pisze:
26 lis 2018, 10:16
więc chciałem wrócić-ale z racji,że widok nie był zły, obok siedział gościu co miał chyba 10 piw to postanowiłem mu pomóc
:lol: :lol: :lol: :lol:
"Nie trać czasu na wyjaśnienia. Ludzie i tak słyszą to, co chcą słyszeć..."

Zuruck in der Konigsklasse!!
"Immer ein Borusse" - Nuri Sahin

Awatar użytkownika
kosa67
Posty: 35
Rejestracja: 02 lut 2013, 18:42
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: kosa67 » 10 gru 2018, 20:53

Heja BVB!
Lepiej późno niż wcale. Chciałbym Wam opisać mój wyjazd na WEINACHTSFEIER 2018!
3 grudnia, pobudka o 3:15, śniadanie, kawa, żona zawozi mnie na lotnisko. Jestem tam o 4:15. Jakoś dziwnie się czuję bo pierwszy raz jestem sam bez żonki, bez przyjaciela. Pierwszy raz wsiadam do samolotu "trzeźwy". Ktoś powie "można?" Pewnie, że można ale stres jest ogromny. Lot jak lot, niewiele z niego pamiętam choć jestem przytomny jak nigdy dotąd. 7:45 - ląduję w Dortmundzie, który wita mnie deszczem. Na lotnisku słucham kto mówi po polsku i czepiam się go jak Żylet ,, Ecika"Janoszki . I tak jak on nie daje mu szansy. Proszę gościa o załatwienie biletu całodniowego na komunikację miejską w Dortmundzie. Gościu załatwia sprawę bez problemu, wsiadam do autobusu lini 490 i udaję się do Aplerbeck gdzie mieści się mój hotel. (Przy okazji - Bartek i Zizu, dzięki za info!) Po 10 minutach jestem na miejscu i tu ... niespodzianka. Hotel zamknięty! Sam w wielkim mieście (Jak Kevin w Nowym Jorku) - moje myśli zaczynają być koloru barwy jak na naszej fladze... czarne. Idę na dzielnicę, po 2 godzinach krążenia wracam... uf, otwiera właściciel. Niespotykanie przyjazny gość! (Chorwat). Daje mi pokój 2osobowy, mapę Dortmundu, pisze jakie U-BANY mnie interesują, gdzie mam wysiąść, gdzie wsiąść. No rewelacja. Po szybkim odświeżeniu, udaję się U-BANĄ 47 do centrum, gdzie trafiam na świąteczny jarmark i ogromną choinkę. Po 3 godzinach szwendania się po kiermaszu i zaliczeniu obowiązkowego carrywurstu udaję się na Stadtgarten Teather, wsiadam w U46 i po 4 stacjach widzę już "Teatr marzeń". Wysiadam i powoli zbliżam się do tego magicznego miejsca. Jest 14:00, do spotkania z Danielem mam 2 godziny. Wchodzę do FanWeltu, wychodzę, okrążam stadion chyba pięć razy. Jest mi zimno, nogi mnie bolą a Rasiaka nie ma! 16:15 - wszystko ze mnie zeszło. Jak w filmie,powoli jak w zwolnionym tempie z oddali pojawia się mój wybawca. Przystojny, pewnym siebie krokiem, podchodzi Daniel. Krótkie powitanie, szybkie zakupy i udajemy się na spotkanie! 17:00 WCHODZIMY DO SANKTUARIUM! Wszystko jak na meczu. Bramki, kontrola, dostajemy kartki z numerem 10. Okazuje się, ze to numer grupy, która ma się spotkać z drużyną o 19:15. Zajmujemy miejsce wśród niezmierzonej rzeszy kibiców. Siadamy, dostajemy kawkę, piwko (bez ograniczeń), rozmawiamy, wymieniamy się swoimi przeżyciami związanymi z BVB. Spotykamy idoli sprzed lat: Teddy de Beer, Michael Schulz, Knut Reinhard, Jorg Heinrich, Siggi Heldt. Słuchamy co mówi Prezio Aki Watzke, aż przychodzi czas na spotkania z teraźniejszymi gwiazdami. Moment dość specyficzny. Co parę dni oglądasz ich w telewizji a teraz mamy okazję ich dotknąć - niesamowite przeżycie! Wchodzimy i widzimy ich wszystkich. Marco, Sancho, Marcel,Łukasz, Christian... Dosłownie wszyscy. Nagle Marco i Sancho znikają. Pech, niefart. Wszyscy są a tej dwójki nie ma. Autografy, śmichy, chichy ale nie ma Marco a jest nam potrzebny by podpisać koszulkę. I tu Daniel pokazuje determinację. Wychodzimy ale on wraca i rozmawia z ochroniarzem. Prosi, błaga, ten ulega i Daniel wchodzi, Po kilku chwilach wychodzi z autografem i dedykacją na koszulce - od Marco Reusa. Szacun Daniel. Potem jeszcze wypijamy pare piwek (raczej ja, bo Daniel był zmotoryzowany. A po za tym w domu czekała na niego żona i mały, nowy kibic Borussii) 22:30 wychodzimy. Na wyjściu dostajemy po kartonie Brinkhoffsa. Żegnamy się i ja udaję się na U-BAN. W hotelu jestem 23:15. Karton Brinkhoffsa zostawiam przemiłemu Hotelarzowi ( z bólem serca ) Ale i tak jestem szczęśliwy. O 4:15 pobudka, autobus, samolot i o 9:40 jestem w domu. 4.12 Barbórka. 16:00 Msza, a potem piwko i mogę opowiadać kolegom jak było. A było wspaniale. Dziękuję wszystkim za możliwość przeżycia tych chwil!


PS. Zdjęcia wrzucę kiedy dowiem się jak to sie robi (może mnie ktoś uświadomi? :D ) :))
dd

Awatar użytkownika
rasiak
Posty: 259
Rejestracja: 10 lip 2008, 21:44
Lokalizacja: Olesno
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: rasiak » 10 gru 2018, 21:08

„Przystojny, pewnym siebie krokiem, podchodzi Daniel“

Rozśmieszyłeś mnie do łez :lol:

Dodam od siebie, że podczas zbierania cieszyliśmy się jak dzieci 🤣 a reakcja Łukasza, gdy namawiałem go do udziału w zlocie po zakończeniu kariery bezcenna 🙈 ledwo ze śmiechu wytrzymał 😄
Und wir werden immer Borussen sein,
es gibt nie, nie, nie einen anderen Verein!

artur_poznan
Posty: 1049
Rejestracja: 11 gru 2014, 18:22
Lokalizacja: Poznan
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: artur_poznan » 11 gru 2018, 09:02

Kosa
Rewelacyjna relacja. Fajnie ze trafiłeś na normalny hotel. Co do wrzucania zdjęć - myślałem zectylko ja jestem zacofany 😎

Awatar użytkownika
majeku
Posty: 199
Rejestracja: 11 paź 2016, 12:36
Lokalizacja: Óć
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: majeku » 11 gru 2018, 09:43

A czemu się tak uśmiał? Taka abstrakcja? :)
BVBVBVBVBVB

Awatar użytkownika
rasiak
Posty: 259
Rejestracja: 10 lip 2008, 21:44
Lokalizacja: Olesno
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: rasiak » 11 gru 2018, 09:48

Może widział podniecenie na mojej twarzy 🙈
Und wir werden immer Borussen sein,
es gibt nie, nie, nie einen anderen Verein!

Laurent
Redakcja
Posty: 5344
Rejestracja: 05 sie 2010, 10:54
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: Laurent » 18 sty 2019, 00:18

Sesja się zbliża to wzięło mnie na wspominki. Zebrałem w kupę parę anegdot dotyczących moich wyjazdów na mecze BVB, których na forum doszukać się nie mogę, a mam obawy że z pamięci za jakiś czas ucieknąć mogą. Fanclub w ostatnim czasie mocno urósł, forum od dłuższego czasu nie żyje, więc może wypada się na nowo przedstawić :-)

Słowem wstępu mam na imię Paweł, mam 21 lat i aktywnym kibicem Borussii Dortmund jestem gdzieś od przełomu 2009/2010 roku. Borussia płynie mi we krwi, i to dosłownie, gdyż od jakiejś dekady mam zdiagnozowany zespół Gilberta (niegroźna, czasem męcząca choroba genetyczna występująca u 7% populacji polegająca na nadmiernym wydzielaniu bilirubiny - w skrócie co jakiś czas żółkną mi oczy i skóra). Najbardziej cieszy mnie to, że w Borussii (klubem zainteresował mnie oczywiście Kuba), nie zaimponowały mi sukcesy, nie to wpłynęło na moje zainteresowanie się klubem, a cała otoczka wokół: piękny stadion, tajemnicza atmosfera strony która w tamtych czasach była cała czarna i tętniła życiem podobnie jak forum (wspaniałe czasy, dyskusje prowadzone tutaj były na naprawdę wysokim poziomie przy specyficznej zajebistej atmosferze). Jako dzieciaka podjarało mnie to, że co weekend zasiada się do meczu ukochanej drużyny i śledzi jej losy. Początki były trudne. Pochodzę ze wsi i pierwsze bodajże dwa sezony oglądałem z internetem o szybkości 512kb/s. W skrócie: jak mi 5 minut meczu poszło bez zacięcia, to byłem najszczęśliwszą osobą na świecie. Zakochałem się w BVB na zabój, pamiętam jak dziś jak jako ministrant spierdalałem po komunii z zachrystii i leciałem do domu oglądać mecz z Wolfsburgiem. Szybko też zacząłem pisać na stronie okłamując Rumcajsa co do wieku bo była jakaś tam dolna granica przy naborze do redakcji. Ale to już temat na inną historię.

Z góry przepraszam jeśli tekst jest chaotyczny ale pisałem to na żywca bez poprawek.

*******************************************************
Już w wieku 13 lat moim wielkim marzeniem był wyjazd do Dortmundu i bacznie odliczałem czas do 18 urodzin. No, i wyobraźcie sobie jak 13-letni Laurent którego jedną z największym traum dzieciństwa były samoloty, planuje z 30-kilkuletnim Adisiem podróż do Dortmundu pociągiem a na pokładzie tego sympatycznego środka pojazdu zabawę z alkoholem włącznie. Sorry Adiś, troszkę podkręciłem sobie wtedy licznik jak Moukoko.
Samoloty - kolejny zbawienny wpływ BVB na moje życie. Od dziecka samolot dla mnie równał się trauma. Jak miałem koszmar, to akurat właśnie jakiś pieprzony samolot gonił mnie po podwórku i rozstrzaskiwał się na mojej głowie. Czasem podnosiłem głowę do góry obserwując samoloty, wyobrażając siebie w środku i mysląc - NIE MA kur** SZANS. Więc w domu zapowiadałem: jak skończę 18 lat to do Dortmundu pojadę, ale na pewno nie samolotem.
No i pojechałem. Samolotem. Stwierdziłem, że jak się mam rozbić (a oczywiście musiało przytrafić się to wg mojego rozumku właśnie mnie), to jebnę bohatersko - za klub. Pierwszy lot to był niezły kosmos. Przy każdej zmianie położenia wciskałem ręce w oparcie mysląc że to jest TEN MOMENT, GINIEMY. No i w zasadzie te dwa loty przysłoniły mi mój premierowy wyjazd - niewiele z tego wszystkiego pamiętam. Podsumowując, dzięki Borussii przezwyciężyłem lęk przed lataniem/samolotami i po jakichś dwóch wyjazdach do Dortmundu przestało to na mnie robić większe wrażenie. Da się? Da.
********************************************************
Parę moich relacji znajduje się na forum, pominę je. Przedstawię parę anegdotek o których chyba nie wspominałem tu na forum:

1. Premierowy wyjazd, noc na lotnisku/w macu - jak się nie ma za dużego budżetu, to się nocuje na lotnisku. Bardzo ciekawe doświadczenie, ale nie polecam. Tym bardziej, że mój wyjazd do Dortmundu zazwyczaj zaczynał się już o 2:30 z dworca w Krakowie - wyruszałem stamtąd do Katowic, gdzie czekałem do 6 na samolot. I weź tu człowieku w nocy zaśnij pełen emocji! Tak więc w sobotę rano po przylocie do Dortmundu człowiek już po nieprzespanej nocy, ale adrenalina z samolotu + wydarzenia meczowe zawsze ten dzień pozwalają przetrwać. Problem zaczyna się robić po meczu, jak każdy idzie w swoją stronę. Wówczas kierunek MacDonalds przed lotniskiem, który jest czynny do 2 czy 3, potem pół godzinki spaceru i otwierane jest lotnisko. Za pierwszym razem popełniłem ten błąd, że ulokowałem się w Macu przy dworcu. Ja pierdolę! Po meczu zeszły całe emocje i nie wiedziałem co z sobą zrobić. Oczy się zamykają, walka żeby nie zasnąć. Przegrana. Ochroniarz w Macu przy dworcu niestety jest wyczulony na takie jazdy i 5 minut drzemki to maks, bo już z mordą leciał. A co tam sie wyrabiało przez te parę godzin... Trzy bójki, trzy razy wzywana Policja, kradzież czegoś przez młodych ciapaków, naćpany typ ze śliną cieknącą z pyska dosiadł się do stolika obok i mało się tam nie przekręcił. MASAKRA. Dziękowałem bogu jadąc później na lotnisko. Czytajcie dalej. Wbijam do przedsionka, lotnisko jeszcze zamknięte. Budzi się jakiś bezdomny i jestem w szoku. Staje na ławce, prostuje się, patrzy na mnie wzrokiem mordercy i mieszanką niemieckiego, polskiego i rosyjskiego wypowiada jakieś niesłychane ciągi zdań, miało się wrażenie że gość jest opętany. Gdy skończył, to spierdział się na cały hol i poszedł spać. Tak oto przywitało mnie dortmundzkie lotnisko nocą! Za pół godziny otwarcie - uff. Plecak na głowę i chwila drzemki. Ale ciągła gotowość, bo kręci się sporo podejrzanych osób wokół.
********************************************************
2. Historia do której mam największy sentyment, wyjazd na Legię w LM z akredytacją Borussia.com.pl. Uważam to za ukoronowanie mojej młodzieńczej przygody z pisaniem o BVB. Wielkie dzięki Rumcajs za możliwość pisania tutaj i tę szanse. Bohaterami tej historii jesteśmy ja z Pauliną, natomiast po odebraniu akredytacji w centrum mediowym Legii musieliśmy się niestety rozłączyć - ja poszedłem na trybunę prasową z laptopem, Paulina w roli fotografa w centrum zdarzeń. Tutaj nasze drogi się rozbiegają i każde na pewno ma sporo do opowiedzenia. O Paulinie w trakcie meczu dowiaduje się od Rumcajsa - naszą biedną Paulinkę wysłali pod... Żyletę. Od tego całego huku i wrażen dziewczyna straciła przytomność i wylądowała bodajże w karetce. Cała sprawa skończyła się happy endem i Paula wróciła fotografować w innej części stadionu. Dalej już opowiadam ze swojej perspektywy. Jak ma się czuć młody chłopak który po cichu marzył o zostaniu dziennikarzem, gdy po wejściu na trybunę prasową pierwsze kogo widzi idącego po schodach to Norbert Dickel. A potem całą śmietankę towarzyską - od Tomka Ćwiąkały, który jest niesamowitym kurduplem, po giganta Szpakowskiego i wielu wielu innych. Po drodze witam się z Tomkiem Urbanem, zamieniamy pare słów i rozkładam się z laptopem na trybunie. Mecz zbliża się wielkimi krokami. Nagle przeprasza mnie Roman Kołtoń z Bożydarem Iwanowem. kur**, cztery trzy miejsca dalej, a ja musiałem wysłuchiwać jakichś dziadów z Weszło. Atmosfera na Legii niesamowita. Zatykało uszy. Po drodze następuje to wydarzenie z sektorem BVB i kibicami Legii. Z boku wyglądało to strasznie, jak naruszone mrowisko. I nagle przyszła fala gazu pieprzowego. Nieźle nas tam wtedy wykręcało na wszystkie strony. Mieliśmy tez dobry widok na trybunę VIP - gwiazdki przez cały mecz robiły sobie na schodach zdjęcia, a potem spierdalały gdzie pieprz rośnie :D Generalnie z samego meczu niewiele pamiętam. Było nerwowo, bo musiałem robić zdjęcia i wysyłać na stronę, a był problem z Internetem. Druga część opowieści to strefa mieszana, czyli Mixed Zone po meczu. Pierwotnie miałem udać sie na konferencje prasowa i zrobic relacje na żywo z niej na stronie, ale popieprzyłem drogę i dotarłem własnie na wspomnianą Mixed Zone i nie było drogi powrotu. Dotarłem na miejsce jako ostatni, wbijając między ścianki zderzyłem się z Thomasem Tuchelem który nie omieszkał mnie przeprosić. Rozglądam się, same znajome twarze, także z Niemiec. Matthias Dersch, Heiko Ostendorp... Dopiero co tłumaczyło się ich newsy na stronę a stoją obok. Z Heikiem pare słów nawet zamieniliśmy. Generalnie w tamtym momencie zdałem sobie sprawę że wcale nie tak fajnie jest byc dziennikarzem. Nie możesz rozluznic sie na meczu bo w tyle głowy fakt że musisz wykonac tutaj robotę. Przekonałem się też że nie mam naturalnego parcia, po prostu wewnętrznie coś blokuje mnie przed bezczelnym podchodzeniem do znanych osób bo sa znani. A tam nawet tym lalusiom pod krawatami gdy przechodzili piłkarze miękły nogi i zachowywali się jak nastolatki na koncercie One Direction. Wtedy stwierdziłem że to jednak nie dla mnie. Generalnie zająłem miejsce na samym końcu, obok niemieckich i chińskich dziennikarzy. Piłkarze niechętnie się zatrzymywali. Najwięcej gadali Burki i Aubameyang. Pierwszeństwo miała telewizja która robiła ten mecz i oficjalne strony, piłkarze zatrzymywali się praktycznie tylko tam. Były dwa wyjątki - Kagawa podszedł wyłącznie do japońskich dziennikarzy i udzielił wywiadu tylko im, a Piszczek podszedł jeszcze do polskich. Blisko mnie, ale zanim w ogóle się zorientowałem to mało mnie nie staranowali. MASAKRA. Stanąłem wkurwiony przy ścianie i czekalem co się wydarzy. Idzie Mario Gotze z tym swoim cwaniackim uśmiechem na ustach. Prawie mu się udało, a tu łup, za fraki łapie go rzecznik prasowy, kiwa palcem i kieruje w stronę dziennikarzy. Nie tym razem cwaniaczku! W międzyczasie pojawia się Schurrle i generalnie widać że panowie piłkarze z niemieckimi dziennikarzami dobrze się znają, bo Schurrle przywitał się z Heiko przy którym stałem i to nie na wywiad tylko prywatną pogawędkę. Korzystając z okazji jak się żegnał też zbiłem z nim pionę. Stwierdzając, że do wywiadów i tak nie ma szans się dopchać, stwierdziłem że wynajdę sobie zabawę na najbliższe parę minut i jako że stałem tuż przy końcu strefy, wystawiałem rękę za barierkę. Idzie Marc Bartra, z góry mówi że wywiadów udziela tylko po hiszpańsku i idzie dalej. No to mach, jęknąłem mu tam Marc Marc, podszedł, zbił pionę z charakterstycznym swoim uśmiechem. Najlepsze przed nami. Do stefy wbija Sokratis z mega uśmiechem na ustach. Nie do poznania. Oczy przecierałem. Wyjebane w wywiady, bezkompromisowo jak na boisku idzie w kierunku wyjścia, na mój widok mrugnął okiem zbił pione i to porządnie, bo trzask było słychać na cały hol. W międzyczasie przez tę strefę przeszli wszyscy. Watzke, Zorc, klubowi lekarze, piłkarze, Dickel. Nawet Kahn był. Niesamowita sprawa zobaczyć ich oko w oko. Sorry że trochę chaotycznie, ale własnie tak chaotycznie pamiętam ten wyjazd. Dotknąłem tego i przekonałem się jak to wygląda od kuchni, za to jestem bardzo wdzięczny.
*****************************************************
3. Pierwszy wyjazd do Dortmundu z tatą - który zaszczepił do mnie miłość do sportu i futbolu i od początku śledził ze mną poczynania BVB. Postanowiłem, że lepiej mu tego wynagrodzić nie mogę. Padło na Augsburg, na którym ja sam właśnie debiutowałem w 2015 roku. I jak się okazało z perspektywy czasu, względnie nieciekawy rywal okazał się strzałem w dziesiątkę. Pomijając, że udało ogarnąć się lot z Krakowa o 10:40 i nocleg w Dortmundzie, więc po raz pierwszy mogłem ruszyć w trase w pełni wyspany i teoretycznie bez większych przeżyć, to one jednak nadeszły. Choruję rzadko, ale pech chciał, że w sobote obudzilem sie z dreszczami i zawalonym gardłem. Dokładnie jak pół roku wcześniej na zlocie :lol: Pech to pech. Ale nafaszerowałem się lekami i nie było tragedii. Przed meczem sporo nerwów. Na dworcu brak skrytki, a zanim przecisnęliśmy się do skrytek przystadionowych i weszliśmy na trybunę, to składy już dawno podane były. No ale przynajmniej nie musieliśmy długo czekać. Stadion zrobił na tacie ogromne wrażenie. Po YNWA i Heja BVB Wiesław przyznał kiwając głową ''Polska to jednak... nie ma co porównywać''. Sam mecz z gatunku tych gdzie co minutę wzdycha się z politowaniem co oni wyrabiają. No, pomijając może niezły początek. Ale w powietrzu wisiało jednak coś dużego. I faktycznie. Kolejne błędy w obronie, kolejne niedociągnięcia, kolejne głupie straty i niedokładności i kolejne stracone bramki. Później wejście Paco i resztę historii znamy, choć po bramce na 3:3 chyba każdy na stadionie łapał sie za głowę i myślał sobie: nic z tego dzisiaj już nie będzie. I nagle nadchodzi ten decydujący moment, gdzie cały stadion staje, a Paco układa sobie piłkę do strzału z rzutu wolnego. Ja mając gdzieś z tyłu głowy wypowiedzi Zorka i Kehla (że Paco fantastycznie wykonuje rzuty wolne na treningach) krzyknąłem do taty, że strzeli. Po chwili stadion eksplodował. Znowu tego dokonali! Znowu Borussia wróciła z zaświatów! Nieprawdopodobne emocje, ściskaliśmy się ze wszystkimi wokół. Byłem dumny że tato trafił na taki mecz i poczuł, co znaczy Borussia Dortmund i atmosfera na Westfalenstadion na własnej skórze (nie było w tym dniu głośno, ale dramaturgia i odrabianie wyniku skutecznie pobudziło cały stadion). Nie wyobrażam sobie nawet, co mógł czuć mój ojciec będąc na tym stadionie po raz pierwszy. Wieczór minął spokojnie, a jak na sportowych świrów o 5 rano wstaliśmy na Adamka. Dobrze że nie skoczylem wtedy do kibla, bo przegapiłbym całą. W niedzielę powrót o 21, więc mnóstwo czasu, a nie za dużo atrakcji. Jak już jesteśmy obaj, to z rozmachem wykupiliśmy wejściówki do dortmundzkiego muzeum piłki nożnej. Ale szczerze mówiąc mimo dobrych opinii, nie było jakiegoś efektu wow. W dupach nam się Polakom chyba poprzewracało, ale trudno! Po drodze kebabik i postanowiliśmy pojechać na lotnisko i tam posiedzieć kilka godzin. Okazało się że ta decyzja dostarczyła nam dodatkowych emocji. Kuźwa, jak o tym pomyślę... Równie dobrze mogliśmy wsiąść w autobus godzinę później, albo minutę dłużej zostac na tarasie... A jednak postanowiliśmy się odprawić i mieć spokój. Przy bramkach słyszę jak obsługa mówi coś o jakimś piłkarzu. Po odprawie tata mówi do mnie jak gdyby nigdy nic, że przed nim odprawiał się chyba ... Łukasz Piszczek, ale nie był do końca pewny. Stwierdziłem, że takiej szansy nie odpuszczę i tata zdjęcie z Łukaszem mieć musi. Udało się, zanim ktokolwiek go rozpoznał. Łukasz wraz ze swoim ojcem wybierał się na otwarcie akademii w Goczałkowicach. Trochę niechętnie, ale zgodził się na fotę, a za nami ustawiła się już kolejka chętnych. To żeśmy mu zapewnili zajęcie na najbliższe 10 minut! Żeby tego było mało, wracając samotnie ze sklepiku dostrzegłem gagatka o którym jest teraz bardzo głośno. Tak, tak. Jadon Sancho! Ubrany od pasa po szyję w dresy i chyba tym zmylił ludzi. Stwierdziłem, że to jest nasz dzień i trzeba to wykorzystać. Jadon okazał się bardzo miłym typem, chętnie zgodził się na zdjęcie i życzyliśmy sobie wszystkiego dobrego. Ale chyba żałował tego za moment, jak zobaczyl, że za moimi plecami zbiera się grupka 10 osób. Augsburg to był ostatni mecz przed przerwą na repry, stąd taki ruch w interesie. Miałem jeszcze chrapkę na Guerreiro w perspektywie zbliżającego się lotu do Lizbony, ale dałem sobie już spokój :-D Podsumowując, chciałem żeby mój tata pozytywnie zapamiętał ten wyjazd, czy mogło być lepiej? Przebieg meczu zrobił atmosferę i niezapomniane emocje. Jakoś ciepło na sercu mi się zrobiło gdy usłyszałem od mamy że ojciec wszystkim się tego wyjazdu nie może nachwalić. O to chodziło. Borussia Dortmund. Echte Liebe to nie tylko puste hasło!
Obrazek

Awatar użytkownika
Roflmilion
Posty: 1119
Rejestracja: 12 sty 2012, 22:46
Lokalizacja: Kraków/Oświęcim
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: Roflmilion » 18 sty 2019, 10:48

Piękne relacje, idealnie dopasowały się do porannej kawy w pracy :-P

I faktycznie, chyba łatwiej nawiązać kontakt czy zrobić zdjęcie z piłkarzem/trenerem gdzieś przypadkowo na lotnisku czy sklepie, niż złapać bezpośrednio po meczu, ale i tak fart :-D

artur_poznan
Posty: 1049
Rejestracja: 11 gru 2014, 18:22
Lokalizacja: Poznan
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: artur_poznan » 28 sty 2019, 06:58

Fantastyczne wspomnienie. Nie tylko Twoja wiedza o BVB jest zniewalająca, godne podziwu jest Twoje poczucie humoru. Nie zapomnę „4:4” z Scheisse i moje pytanie w hotelu: Laurent a ile Ty masz lat? Odpowiedziałeś 20. A ja na to: o kuzwa mógłbyś być moim synem😎
I wszyscy zaczęliśmy się śmiać, Ty tez 👊

Awatar użytkownika
johny1910
Posty: 335
Rejestracja: 14 wrz 2011, 10:04
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: johny1910 » 28 sty 2019, 21:50

Jestem pod wrażeniem - brawo! :-)
... to live is to die - Cliff Burton
www.pansamochodzik.org.pl

Gochun_BVB
Posty: 340
Rejestracja: 22 lis 2017, 08:50
Kontakt:

LM, 13.02.2019 r. Tottenham vs. Borussia Dortmund

Post autor: Gochun_BVB » 16 lut 2019, 23:54

Chociaż większość z Was chciałaby wymazać ten mecz z pamięci to ja jednak do niego powrócę.
Na moment.
LM, 13.02.2019 r., Londyn, mecz Tottenham vs. Borussia Dortmund.

Nie mam zamiaru analizować meczu, nie mam zamiaru pisać o błędach, o niewykorzystanych akcjach, o fatalnej drugiej połowie…

34 h godzin bez snu.
Pobudka o 6.00 rano 13.02.2019 r. i wreszcie sen ok. godz. 16.00 14.02.2019 r.

Czy warto było lecieć samolotem, jechać pociągiem, koczować na lotnisku aby przeżyć to, co wydarzyło się na Wembley?
Odpowiedź brzmi TAK, po stokroć tak.

Warto było tam być z takimi wariatami jak ja, warto było poczuć tę atmosferę, drzeć ryja, mieć obolałe dłonie od oklasków, przełknąć porażkę z podniesioną głową…
Warto było tam być z kibicami z Niemiec, którzy tak jak ja czy Kiszot musieli pokonać setki km by móc wspierać swoja drużynę. Warto było tam być tego wieczoru dla kibiców Borussii Dortmund. Chyba właśnie wtedy poczułam moc kibicowania.

Artur, miałeś rację, wyjazdowe mecze to jest właśnie TO. To wtedy ma się to poczucie, że mimo tego, iż stanowisz mniejszość na stadionie, czujesz, że jest wręcz odwrotnie.
Najzagorzalsi kibice i byłam wśród nich… Jak ja to kocham…


Obrazek
Widok z auta na Wembley

Obrazek
Bilety na LM

Obrazek
Niespodziewane spotkanie : Witsel, Diallo, Philipp, Delaney na wyciągnięcie ręki. Dzięki korkom na drodze ;)

Obrazek
Co mnie zszokowało? Bliskie usytuowanie innych budynków wokół stadionu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do tego wspaniałe towarzystwo Mitre i Kiszota.
Mitre i Kiszot, dziękuję Wam za ten niesamowity dzień.
Mitre - za opiekę i spokój, Kiszot - za nietypowy styl bycia.


Czekam na kolejny wyjazdowy mecz.
Byle dalej.
Byle z kibicami Borussii Dortmund.


Dziękuję FC PB.

artur_poznan
Posty: 1049
Rejestracja: 11 gru 2014, 18:22
Lokalizacja: Poznan
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: artur_poznan » 17 lut 2019, 10:12

Bardzo fajne przeżycia. Niestety dla mnie ze względu na środek tygodnia/ nieosiągalne. Pozdrawiam

Awatar użytkownika
kosa67
Posty: 35
Rejestracja: 02 lut 2013, 18:42
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: kosa67 » 17 lut 2019, 16:45

Szacunek , dzięki takim kibicom ten klub jest wyjątkowy !!!
dd

kiszot
Posty: 81
Rejestracja: 18 lut 2013, 15:02
Lokalizacja: Piekary Wielkie
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: kiszot » 17 lut 2019, 21:35

Co tam wynik.31 h w drodze trzeba być wariatem i mieć to we krwii.
Mitre dzięki za przywitanie na brytyjskiej wyspie i towarzyszenie na meczu oraz WIELKIE DZIEKI za logistyke.
Gośka Ty wriatko.Wajnie jest z Tobą zwiedzać różne stadiony.
Załączniki
pb2.jpg
pb1.jpg

Awatar użytkownika
mitre
Posty: 14
Rejestracja: 21 lut 2014, 22:26
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: mitre » 18 lut 2019, 14:35

Pisałem to już kilka razy i napiszę jeszcze raz. Gosia, Kiszot to była dla mnie ogromna przyjemność poznać Was i spędzić z Wami ten wieczór. Dzięki Wam wynik meczu zszedł na drugi, a nawet na trzeci plan.
Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości powtórzymy taki wyjazd tu na angielskiej ziemi, daj Boziu w jeszcze większej grupie :)

Do zobaczenia na zlocie!

supermajor
Posty: 7
Rejestracja: 29 sie 2018, 13:10
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: supermajor » 11 mar 2019, 20:38

Na wstępie chciałbym serdecznie podziękować Tobie Mila. Wszystko zaplanowane i dograne w każdym szczególe.
Był to Nasz pierwszy wyjazd na BVB i jak to zawsze bywa dużo pytań, niewiadomych.
Atmosfera na stadionie oraz sam klimat pozostaną w pamięci na zawsze. Coś niesamowitego.
Frekwencja wyniosła ponad 81 tyś i dało się to odczuć.
Druga połowa meczu to piękny koncert z trzema bramkami i oczywiście kompletem punktów.
Ps. Pozdrowionka dla współtowarzyszy: Szymona i jego siostry Patrycji.
Heja BVB :) :)
Załączniki
12.gif
6.gif

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości