Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Wszystko co się dzieje w naszej społeczności BVB

Moderator: Mods

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
CzarnoŻółtyKot
Posty: 8
Rejestracja: 04 maja 2017, 16:25
Lokalizacja: Święte Miasto
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: CzarnoŻółtyKot » 15 wrz 2019, 13:23

Zgodnie z obietnicą opis drugiego wyjazdu :)


"Monachium kwiecień 2017"

Jeszcze będąc w Dortmundzie powiedziałem,że za rok też pojadę na mecz z udziałem BVB ale tym razem chciałbym,spróbować obejrzeć mecz na stadionie rywala. W myśli miałem tylko jednego przeciwnika który wchodził w grę. Był nim sam FC Bayern,klub na rzecz którego straciliśmy masę trofeów na czele ze słynnym finałem LM w Londynie. Tym razem miałem już doświadczenie z poprzedniego wyjazdu przez co załatwianie biletów,hotelu poszło zdecydowanie prościej, jednak pojawił się mały problem a konkretnie taki,że wtedy nie było lotów z Pyrzowic do Monachium. Na szczęście z pomocą przyszła strona Aero.pl gdzie znalazłem loty słoweńską linią "Adria Airways"(Obecnie zastąpioną przez Lufthansę) z lotniska Łódź-Lubinek. Bilety na mecz z Bayernem również kupiłem jak rok wcześniej na Viagogo. I nawet hotel pozostawiłem bez zmian i postawiłem na sprawdzony B&B.Generalnie podobnie jak przedtem wszystko zostało dopiętę do końca roku i pozostało tylko czekać na mecz.

Viagogo i tym razem stanęło na wysokości zadania i na tydzień przed meczem przyszła moja przepustka na wspomniany mecz.

Obrazek

Ale przejdźmy do konkretów.

Piątek 7 kwietnia 2017 r dzień wyjazdu na szczęście tym razem wylot miałem w godzinach popołudniowych ,dlatego miałem masę czasu na przygotowanie się, chociaż i tak popakowałem się dwa dni wcześniej. Po zjedzeniu obiadu i zabraniu walizki udałem się na dworzec autobusowy w Częstochowie gdzie Polskim Busem(Obecnie Flix Bus) miałem udać się do Łodzi. Po 13-tej wyjechaliśmy z Częstochowy i po wjechaniu na słynną "Gierkówkę" ruszyliśmy w kierunku północnym mając około 125 kilometrów do przejechania. W Łodzi jestem po 15-tej a wylot dopiero o 18:25 więc jako,że miałem nadmiar czasu wybrałem podróż na lotnisko autobusem miejskim ... co w ostatecznym rozrachunku okazało się kiepskim wyborem gdyż sporo czasu straciłem w słynnych łódzkich korkach. Na lotnisku melduje się na dwie godziny przed wylotem a jako,że jak wspomniałem wcześniej straciłem sporo czasu w korkach poszedłem z marszu do odprawy. Przebiegła ona bez problemów i po 2 godzinnym oczekiwaniu znalazłem się na pokładzie samotolu Adria Airways i o 18:25 wystartowaliśmy w kierunku lotniska w Monachium ;-) .

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Niemczech ląduje o 19:45 czyli niestety dość późno zważywszy,że lotnisko znajduje się daleko poza centrum a dojazd S-bahnem zajmował 40 minut. Miałem do wyboru S1 lub S8 i niestety wybrałem S1 co okazało się złą decyzją ponieważ dojazd nią zajmował dłużej i co gorsza miała więcej przystanków niż S8, ale o tym dowiedziałem się już po fakcie. W każdym razie w hotelu B&B melduje się na krótko przed 21-są po uprzednim dojechaniu na Hauptbanhof w Monachium oraz przesiadce na metro i na tym kończy się mój pierwszy dzień wyjazdu.

Sobota 8 kwietnia.

Nadszedł dzień meczu,co prawda był dopiero o 18:30 dlatego po szybkim śniadaniu zdecydowałem umilić sobie czas i pojechałem do centrum metrem U4 na Konigplatz gdzie przesiadłem się na U6 by dojechać na słynny Marienplatz gdzie ostatnimi czasy niestety dość często mają miejsce mistrzowskie fety klubu z Monachium, widziałem co prawda kilku kibiców BVB ale nie czarujmy się przewaga fanów Bayernu ogromna i wiedziałem,że łatwo nie będzię.Miałem też bardzo pomocną mapę która ułatwiała mi poruszanie.Samo miasto przypomina mi z wyglądu trochę Kraków gdyż tak samo jak tam było sporo zagranicznych wycieczek, sporo np. Było z Włoch.Po drodzę wstąpiłem do Fahshopu TSV 1860 i zaopatrzyłem się w pamiątkowy proporczyk "Monachijskich Lwów". A jako,ze jestem też fanem historii postanowiłem zobaczyć słynny Hofbräuhaus am Platzl który dawnych czasach upodobał sobie pewien austriacki malarz z wąsikiem(Tak ten sam który potem został kanclerzem i rozpętał II wojnę). Niestety jako,że nie było wolnych miejsc długo tam nie zabawiłem, zresztą i tak zbliżała się godzina meczu więc pora była wracać do hotelu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tak więc wróciłem, przebrałem się w jedyne słuszne czarno-żółte barwy,ale na wszelki schowałem je pod kurtką w razie gdybym trafił na niezbyt przyjaźnie nastawioną grupę w czerwono-białych kolorach. Trasa ta sama U4 do Odeonplatz ,tam przesiadka do U6 jadącą bezpośrednio na Fröttmaning gdzie znajdował się stadion na którym miał rozegrać się nadchodzący mecz. Z każdą stacją koloru czerwonego było coraz więcej i zacząłem czuć się lekko nieswojo co prawda barwy miałem schowane, ale czapka z napisem”Dortmund” pokazywała jaki klub reprezentuje .Kątem zauważyłem w wagonie 3 kibiców BVB pijących piwo :) (W Polsce nie do pomyślenia żeby ktoś pił w pociągu napoje alkoholowe), dla pewności podszedłem bliżej nich bo wiadomo wśród swoich raźniej. Po dojechaniu na wspomnianą wcześniej stację i wyjściu z peronu moim oczom ukazał się gigantyczny ponton z napisem”Allianz Arena” :lol: .Oprócz tego sporo policji pilnującej porządku i jeszcze więcej kibiców idących w jedynym słusznym kierunku. Szybka kontrola i melduje się na sektorze gości”wreszcie wśród swoich” - pomyślałem.

Obrazek

Obrazek

Sam mecz niestety był od początku pod dyktando Bayernu i już po 10 minutach było 2 do 0 dla gospodarzy po golach Francka Riberego i Roberta Lewandowskiego. Co prawda przed przerwą gola kontaktowego dla BVB zdobył Raphaël Guerreiro,ale nie przestraszyło to zupełnie Bawarczyków którzy w drugiej połowie dołożyli jeszcze dwie bramki autorstwa Arjena Robbena i kolejna autorstwa RL9. Gwizdek sędziego i 4-1 dla Die Roten na tablicy świetlej pokazał,że udzielili oni piłkarzom BVB srogiej lekcji futbolu ale nasi kibice się tym nie przejeli i śpiewali,że odegramy się im w Pokalu co jak pokazała przyszłość tak też się stało.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A po meczu ogromna kolejka do S-Bahna .... :shock:

Obrazek


Niedziela 9 kwietnia. Ten dzień w zasadzie był bez większych emocji jako,że wylot miałem dopiero w poniedziałek rano to postanowiłem pozwiedzać trochę Monachium jako turysta który rzadko kiedy ma okazję być na zagranicznej wycieczcę.

Punktem obowiązkowym była wizyta na Olympiastadion. Jest on ważny zarówno dla kibica reprezentacji Polski gdzie w 1972 zdobyte zostało złoto IO i 1974 brąz MŚ, jak i dla fana BVB bowiem to właśnie tu w 1997 r. nasza drużyna póki co jedyny raz w swojej historii cieszyli się z triumfu w LM.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Byłem też na Olympiaturm zobaczyć panoramę miasta.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem jeszcze obiad na mieście i można było zacząć przygotowanie do powrotu.Zacząłem pakować się już po powrocie,gdyż wylot miałem wcześnie rano i dlatego wolałem potem nie tracić czasu na myślenie czy wszystko zabrałem.Po spakowaniu się udałem się jeszcze na krótki spacer po którym postanowiłem,że zamówię sobie taksówkę z lotniska na Dworzec Główny w Łodzi pomny doświadczeń a korkami w mieście a następie położyć się spać, wcześniej dla pewności nastawiając jeszcze budzik.

Poniedziałek 10 kwietnia

5 rano dzwonek budzika wyrywa mnie ze snu.To znak,że czas wracać.Do wylotu mam jeszcze 4 godziny,dlatego postanowiłem po uprzednim doprowadzeniu się do porządku się wypić ostatnią kawę z automatu i koło godziny 6 opuszczam hotel.Linią U4 kieruje się na Ostbanhof gdzie po przesiadcę na S8(które jak wspomniałem wcześniej jedzie dużo szybciej niż S1) krótko po 7 jestem na lotnisku. Tam jeszcze postanowiłem coś zjeść przed odlotem po czym pozostało mi tylko udać się na odprawę.Ta przeszła bez problemu i po ok półtora godzinnym oczekiwaniu wystartowaliśmy zpowrotem do Polski. W Łodzi jestem o 10:30 więc mam 30 minut do odjazdu Polskiego Busa. Na szczęście zamówienie taksówki okazuje się strzałem w 10-tkę gdyż zdążyłem na 3 minuty przed odjazdem. Reszta podróży bez większych emocji i o 13 melduje się w swoim mieście.


Krótko potem dowiedziałem,się że w czasie mojego pobytu w Niemczech w Tarnowskich Górach miał miejsce pierwszy zlot Polnische Borussen. Wtedy pomyślałem "A gdyby tak dołączyć do PB" i tak też się stało miesiąc później zostałem członkiem najbardziej znanego Fanklubu i dzięki temu mogłem opowiedzieć wam opisane wyżej historie.

Obrazek

Dziękuje za uwagę i do zobaczenia we Frankfurcie.

Wir halten fest und treu zusammenn
Ostatnio zmieniony 16 wrz 2019, 07:46 przez CzarnoŻółtyKot, łącznie zmieniany 1 raz.
"A tak swoją drogą - jeśli myślisz, że kibicujesz przeklętej drużynie, która wiecznie przegrywa i notorycznie ma pecha, to pomyśl sobie, że są tacy, co kibicują HSV. To jest dopiero niefart. -Tomasz Urban"

artur_poznan
Posty: 1054
Rejestracja: 11 gru 2014, 18:22
Lokalizacja: Poznan
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: artur_poznan » 15 wrz 2019, 18:16

Swietna relacja. Jak zwykle super wspomnienia z Monachium poza wynikiem :-) Może we Frankfurcie karta się odwróci ....

amadiBVB
Posty: 14
Rejestracja: 09 kwie 2019, 21:24
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: amadiBVB » 18 wrz 2019, 17:48

Witam Serdecznie
Czas i na moje pierwsze wspomnienie z pierwszych meczów BVB.

Wtedy jeszcze nie byłem członkiem PB, ale na mecz udało się polecieć. Mam kolegę, który mieszka niedaleko Dortmundu i parę razy sobie przygadywalismy, że kiedyś musimy lecieć. Pewnego wieczoru siedzę i napisałem sobie do niego, czy może ogarnąć wkoncu jakieś bilety, bo byśmy szli. Chwilę nie odpisywał i po chwili, że są bilety na mecz z Hoffe za chyba 43 euro z viagogo. Mówię trochę dużo ale walić, marzenia trzeba spełniać, sprawdziłem, czy są loty. Zaproponował mi zebym spal u niego przez weekend, to mówię jeszcze lepiej. Chciałem zabrać dziewczynę, ale miała egzaminy na studniach i niestety nie mogła, było jej trochę przykro że nie polecimy na pierwszy mecz razem, ale skoro mam okazję to żebym sam leciał. No i mamy bilety. Wszystko jest klepniete. Byłem tak szczęśliwy, że nie mogłem zasnąć wgl i pisałem wszystkim, że lecę na mecz za tydzień. Przyszedł ten dzień, w piątek rano leciałem, tam odebrał mnie kolega z lotniska i pojechaliśmy do niego. Mieliśmy cały dzień wolny, więc pojechaliśmy zwiedzić stadion, muzeum, kupić w Fanwelcie gadżety, wieczorem dać w palnik - %%%
W sobote przyszedł czas na mecz, pojechalimy 3 godz przed meczem już pod stadion i byłem w szoku, że tyle ludzi już czeka, no miazga, wszędzie pełno żółto czarnych barw, no trzeba to zobaczyć. Weszliśmy na stadion 2 godz przed meczem żeby od razu zająć miejsca, wypić piwko, siedzielismy wtedy na trybunie Nord, gdzie zazwyczaj goście tam zajmują sektor. Już tylko czekać na 15:30 i 90 minut najbardziej pożądanych marzeń spełnione. Mecz był super, ale niestety zakonczyl się remisem 3;3 ale plus mielismy taki, że 4 bramki chyba wtedy były na bramce za którą siedzieliśmy. Po meczu wróciliśmy do domu, a w niedzielę czas odlotu do Katowic. Jak opuszczałem Niemcy, to aż łezka się kręciła, że to już koniec.
Następnym marzeniem do spełnienia było, że muszę stanąć na Süd.

Teraz jestem już członkiem PB.
Jestem w pracy i dostałem powiadomienie, że są na sprzedaż 2 bilety po 17 euro, też na Nord na mecz z Bayerem Leverkusen, więc aż nie mogłem uwierzyć, że takie tanie są bilety na mecz. Szybko zadzwoniłem do dziewczyny, która też była w pracy, ale nie odbierała. Dzwoniłem z 10x, SMS i nic. Dziewczyna pracuje w restauracji, więc znalazłem ich numer na internecie, i zadzwoniłem bezpośrednio do nich. Na początku myślała, że to jakaś kontrola, bo tak szybko mówiłem, że nie zrozumiała 😂😂 ale jak usłyszała o meczu, że są bilety, to od razu poszła do kierowniczki, czy da jej wolne i się udało, zarezerwowałem bilety u Pauliny, która wystawiła ta ofertę. Po dłuższych rozmowach z Paulina, zgadalismy sie, że cała sobotę spędzimy razem bo ona przyjedzie z chłopakiem rano busem, a my samolotem. Spotkaliśmy się na dworcu i pojechaliśmy od razu do Fanweltu, na małe zakupy, później spowrotem na dworzec, bo są tam szafki żeby zostawić plecaki i spowrotem pod stadion. Tam poznaliśmy następnych członków z PB, którzy pomogli nam się dostać na Süd, to już wgl była miazga, bardzo się ucieszyłem i bardzo cieszyło mnie to, że dziewczyna lepszego debiutu nie mogła sobie wymarzyć, nie mówiąc już o wygranej 4;0
Po meczu poszliśmy wszyscy sobie na piwko. Mieliśmy dużo czasu, bo powrót mieliśmy Flixbusem po 23, więc zrobiliśmy jeszcze małe zakupy do domu, pochodziliśmy po Dortmundzie i nadszedł czas powrotu. Wyjazd był bardzo udany, chciałbym również bardzo podziękować Paulinie, która bardzo pomogła mi ogarnąć temat, powrót, bilety, wyjaśniła wszystko co i jak się odbywa i chciałem również powiedzieć, że Paulina, Szymon, Magda, Maciek, Mila i Pan Dobrosław, okazali się być tak zajebistymi ludźmi, każdemu to mówię, że nie mogę się doczekać, jak poznam Was wszystkich.
To chyba tyle, nie mogę się doczekać, kiedy pojedziemy na następny mecz i mojego pierwszego zlotu.
Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie i jeszcze raz dziękuję, za wspaniały weekend.

Awatar użytkownika
ADH
Posty: 241
Rejestracja: 17 cze 2007, 11:51
Lokalizacja: Stettin
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: ADH » 18 wrz 2019, 19:38

Jak poznasz Nas wszystkich :) nic już w Twoim życiu nie będzie takie samo :)

Awatar użytkownika
Mila
Redakcja
Posty: 1435
Rejestracja: 08 lut 2013, 15:58
Lokalizacja: Koblenz / Szczecin
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: Mila » 18 wrz 2019, 23:44

Dzięki Amadeusz za wspomnienia. Oby więcej takich pozytywnych wizyt przy okazji meczów Borussii.

Awatar użytkownika
CzarnoŻółtyKot
Posty: 8
Rejestracja: 04 maja 2017, 16:25
Lokalizacja: Święte Miasto
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: CzarnoŻółtyKot » 28 wrz 2019, 15:52

Po dwóch relacjach mających charakter wspomnieniowy przyszedł czas na pierwszą z prawdziwego zdarzenia. Mimo,że należę do PB już 2 lata dotychczas niedane było mi spotkać z innymi członkami fanklubu a ni nawet wziąć udziału w zlocie ponieważ zawsze coś stawało na przeszkodzie. Uznałem,że czas to zmienić i poprosiłem szefa o wolne zostało mi przyznane na koniec września a konkretnie na mecz wyjazdowy do Frankfurtu 8-) .

Mecz z Eintrachtem Frankfurt był ważnym wydarzeniem zarówno dla mnie osobiście jak i dla BVB. Był to mój pierwszy wyjazd jako pełnoprawnego członka Polnische Borussen, natomiast dla naszej drużyny kolejną szansą na przełamanie niekorzystnej passy jaka prześladuje BVB od 2013 r. Wtedy ostatni raz naszemu klubowi udało się wywieść korzystny rezultat wygrywając po dwóch golach „Perły Kaukazu” czyli Henrikha Mkhitaryana i niestety od tamtej pory każdy wyjazd na Commerzbank Arena kończył się stratą punktów przez Borussen :-? .

Zgodnie ze wskazówkami od Mili podanymi na whatsappie wpisałem się na listę meczową i od tej pory pozostało jedynie czekać na wieści z klubu ws. biletów na Eintracht. Oprócz mnie na mecz wybierało się jeszcze 6 osób ale o tym za chwilę.

Na miesiąc przed meczem Mila przekazał nam początkowo niezbyt korzystne wieści :-| . Okazało się,że z 7 zamówionych biletów naszemu fanklubowi przyznano jedynie 4 co w pierwszym momencie wywołało mój niepokój,jednak zostałem uspokojony informacją,że nie jest to decyzja ostateczna i wciąż można domówić bilety przez tak zwaną “infolinię” i faktycznie już dwa dni potem Mila przekazał dobrą nowinę,że udało się uzyskać brakujące bilety i cała nasza szczęśliwa siódemka mogła udać się na mecz. W jej skład weszły następujące osoby:

Artur – Weteran jeżeli chodzi o mecze obejrzane na żywo.Kibic BVB od 1991 r. Opowiedział wiele ciekawych aspektów związanych z kibicowaniem oraz dbał o nasze poczucie humoru było cały czas jak najlepsze wymyślając bardzo zabawne teksty np.”Nie masz biletu na mecz ? Nie martw się Jarek ci załatwi” Zawsze wyluzowany i wiecznie uśmiechnięty.

Kasia – Żona Artura.Nasza ostoja spokoju na czas wyjazdu oraz bardzo serdeczna i pomocna osoba.Wraz ze swoim mężem stanowią doskonale zgrany duet.

Michał – znany jako Wirtuoz. Człowiek od zadań specjalnych typu, otwieranie butelek bez użycia klasycznego otwieracza. Hasło “Michał otwórz mi piwo” przejdzie już do historii tego wyjazdu.

Żaneta -Narzeczona Michała. Lubiąca zdrowe jedzenie i zawsze chętna to pomocy. Podobnie jak Kasia z Arturem, Żaneta i Michał również stanowią doskonale zgrany duet na meczowe wyjazdy.

Bartek - Mila. Akcja z przemyceniem mnie na sektor stojący była prawdziwym mistrzostwem świata w jego wykonaniu. Dzięki niemu miałem możliwość poznania prawdziwej atmosfery kibicowania.Idealny organizator i fajny kumpel do piwa.

Daniel – Najspokojniejszy charakterem ze wszystkich uczestników wyjazdu, aczkolwiek na meczu pokazał,że potrafi wspierać drużynę cały czas wymachując flagą i dopingując praktycznie cały mecz.

I oczywiście moja skromna osoba :-) .

Przygotowania do wyjazdu rozpocząłem od zabukowania sobie biletu lotniczego. Niestety do Frankfurtu nie latały z Pyrzowic żadne tanie linie lotnicze,dlatego musiałem przygotować się na dość spory wydatek jakim było kupno biletów na Lufthansę. Następnie dzięki pomocy Artura udało mi się w ostatniej chwili zamówić ostatni wolny pokój w hotelu “Niu Charly” niedaleko Hauptbanhofu. Potem już tylko kupno Euro i możemy zaczynać.

Na dwa dni przed wylotem Mila ponownie się do mnie odezwał. Zapytał czy nie zabrał bym naszej fanclubowej flagi na mecz do Frankfurtu. Uznałem to za wielki zaszczyt móc osobiście dostarczyć flagę na mecz, więc od razu się zgodziłem. Postanowiłem z zalecaniami skontaktować się z Kiszotem. Poinformowany już wcześniej zobowiązał się przekazać mi ją osobiście na lotnisku w Pyrzowicach. Wszystko było dopięta na ostatni guzik.

Nadeszła sobota a co za tym idzie dzień wyjazdu. Po śniadaniu i zabraniu wcześniej przygotowanego bagażu udałem się pod Hotel Mercure gdzie Bus „Pyrzowice Ekspress” zabrał mnie na lotnisko. Jako,że podróżowaliśmy nowo otwartą Autostradą A1 dość szybko bo w 20 minut pokonaliśmy odcinek Częstochowa -Lotnisko. Po dojeździe na miejsce skontaktowałem się z Kiszotem i po 30 minutach pojawił na miejscu z flagą. Tym samym Kiszot został pierwszym członkiem PB jakiego poznałem osobiście. Odbyliśmy krótka pogawędkę o BVB, meczach na jakich byliśmy i planach na przyszłość. Jako,że zbliżała się godzina odlotu musiałem pożegnać się z nowo poznanym kolegą i udałem się na odprawę. Przebiegła ona bez problemów i o 14:35 samolot linii Lufthansa wzbił się w powietrze obierając kierunek na Frankfurt nad Menem.

Obrazek

O 16:10 wylądowaliśmy planowo na największym lotnisku w Niemczech. Na miejscu miałem trochę problemów z połapaniem się w którym kierunku znajduje się S-Bahn i dopiero miejscowy policjant wytłumaczył mi gdzie mam się udać. Po 20 minutach znalazłem się pociągu S9 i po dość szybkiej podróży melduje się na Hauptbanhofie we Frankfurcie. Na miejscu przeżyłem istny szok kulturowy. Liczba imigrantów,bezdomnych i podejrzanie wyglądających osób przeraziła mnie do tego stopnia,że marzyłem tylko o tym by jakoś dojść do hotelu. Dopiero tam poczułem ogromną ulgę.

Obrazek

Po zameldowaniu się i krótkim odpoczynku w swoim pokoju udałem się w gości do pokoju Artura i Kasi celem przekazania flagi od Kiszota. Po serdecznym przywitaniu dołączyli do nas Michał z Żanetą i w 5 osobowym składzie udaliśmy do pobliskiego sklepu REWE celem zakupu napojów z procentami piwa (Polecam Beck's Gold)po czym wróciliśmy na chwile do swoich pokojów. A następnie udaliśmy się na kolacje do znajdującego się w SkyLine Plaza ALEX-a.

Obrazek

Jak napisałem wcześniej jako,że dzielnica w której znajdował się nasz hotel nie należała do najprzyjemniejszych. Artur nieoficjalnie nadał jej nazwę „Frankfurt Ciapatoli” co jedno znacznie pokazywało kto stanowi przewagę na niej. Po drodze do Sky LinePlaza nastąpiła dość zabawna sytuacja mianowicie na jednym z przystanków zauważyliśmy plakat reklamujący internetową stronę DAZN na której był Robert Lewandowski. Artur nie zastanawiając się ani chwili postanowił wymierzyć mu karzącą rękę sprawiedliwości i wkrótce na na jego twarzy znalazła się ….. vlepa Polnische Borussen :lol: .

Obrazek

Dalsza droga przebiegła dość szybko i bez problemów dotarliśmy do ALEX-a .Restauracja znajdowała się na samej górze Sky LinePlaza i oferowała nam dość dobry widok na cały Frankfurt. Spędziliśmy tam koło 2 godzin i po zachodzie słońca kiedy zrobiło się chłodno uznaliśmy,że pora wracać. Po powrocie spędziliśmy jeszcze godzinę w hotelowym barze gdzie po godzinie 23 doszliśmy do wniosku,że pora iść spać ponieważ rano mieliśmy odebrać Milę a potem Rasiaka z dworca. I na tym zakończył się pierwszy dzień mojej integracji z Polnische Borussen.

Obrazek

Nadeszła niedziela a wraz z nią długo wyczekiwany mecz. Dzień zacząłem od wyprawy na znany mi już dworzec do miejscowego McDonaldsa jako,że nie miałem wykupionego śniadania. Po zakupieniu McRoyala i kawy wróciłem do hotelu. Niedługo potem Artur napisał mi na Whatsappie,że idą z Michałem odebrać Bartka i czy chcę iść z nimi oczywiście się zgodziłem i w 3 osobowym składzie udaliśmy się po Milę. Po drodze kupiliśmy sobie bardzo dobre miejscowe Binding i dzięki umiejętności Wirtuoza otwierania butelek bez użycia otwieracza raczyliśmy się miejscowym trunkiem w oczekiwaniu na pociąg.

Obrazek

Jako,że w Niemczech pociągi są punktualne to 10:13 na peron wjechał pociąg z Bartkiem na pokładzie. Po przywitaniu i powrocie do hotelu odebrałem od Mili bilet na mecz i kartę Sudtribune. Następnie udaliśmy się na spacer po Frankfurcie celem udania się na starówkę. Samo miasto posiada ogromną liczbę drapaczy chmur przez co spacerując po mieście można poczuć namiastkę takich miast jak Nowy Jork czy Tokio. Sama starówka natomiast zupełnie rozczarowuje, jest ona bowiem bardzo mała a co za tym idzie nie oferuje ona za wiele miejsc do odwiedzenia.

Obrazek

Obrazek

Kiedy zajęliśmy miejsce w jednej z knajp dosiadł się do nas pewien Polak który usłyszał,że rozmawiamy po polsku i zaciekawił się kim jesteśmy. Okazało się,że zna on osobiście Łukasza Piszczka i po wymianie kontaktów z Milą oraz wypiciu z nami piwa życzył powodzenia w nadchodzącym spotkaniu. My z kolei udaliśmy się ponownie na dworzec tym razem po Rasiaka. Po odebraniu Daniela pozostało nam tylko danie główne w postaci meczu.

Obrazek

Ustaliliśmy,że pojadę w grupie z Bartkiem i Danielem ponieważ mieliśmy jeden sektor i chcieliśmy wywiesić naszą flagę przed nachodzącym meczem. Natomiast reszta miała do nas dołączyć później.
Po dotarciu na Commerzbank Arena i przejściu przez obrotowe bramki Mila kazał mi chwilę poczekać pod stadionem,a sam z Rasiakiem poszli rozwieszać naszą flagę jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Po jakichś 10 minutach wrócił z biletem Daniela i dzięki niemu mogłem zostać przemycony na sektor stojący. Gdy już znaleźliśmy w środku całą trójką pozostało tylko odliczać minuty do meczu i liczyć na świetne widowisko. Stadion Eintrachtu prezentuje się znakomicie, posiada ruchomy dach oraz trybuny blisko murawy dzięki czemu widok z sektora gości jest wręcz doskonały i w niczym nie przypomina dawnego Waldstadion na którym w 1974 r. Polska pechowo przegrała słynny „mecz na wodzie” z ówczesnymi Niemcami Zachodnimi.

Obrazek

Obrazek

Samo spotkanie to emocjonalny rollercoaster. BVB od początku zdominowało Eintracht tworząc sporo okazji do zdobycia gola.I w końcu nadeszła 18 minuta spotkania kiedy po belgijskiej akcji Hazard – Witsel padła pierwsza bramka dla naszego zespołu, poczułem wtedy ciężar rzucających się na mnie z obu stron Daniela i Bartka xD(stałem między nimi) i zaczęliśmy przybijać sobie piątki z innymi kibicami. Doping z naszego sektora nieziemski cały czas śpiewy,klaskanie, skakanie, i dopingowanie naszego zespołu,natomiast kibice Frankfurtu mimo,że grali u siebie byli praktycznie niesłyszalni. Zbliżała przerwa i byłem pewny,że zejdziemy do szatni przy korzystnym wyniku ale niestety, na minutę przed końcem Eintracht za sprawą gola Da Slivy wyrównał. Tym samym to nasz sektor na chwilę zamilkł a do głosu doszli słabo dotąd słyszalni kibice gospodarzy którzy postanowili wesprzeć Eintracht dopingiem. W drugiej połowie mecz się wyrównał i BVB nie miała już tak wyraźniej przewagi jak w pierwszej. Przysłowiowe „przeciąganie liny” trwało do 66 minuty kiedy BVB wywalczyło rzut wolny niedaleko od bramki Frankfurtu. Bramkarz Eintrachtu co prawda wybronił bezpośredni strzał Guerreiro ale przy dobitce Sancho był zupełnie bez szans. Kolejny wybuch radości w naszym sektorze i oczywiście doping na maksa. „Teraz tylko to dowieść” - pomyślałem. Niestety Eintracht nie zamierzał łatwo się poddawać i przeprowadził roszady w składzie na co BVB odpowiedziała podobnym ruchem. W końcu nadeszła 88 minuta kiedy lecącą wzdłuż pola karnego piłkę Thomas Delaney skierował do bramki.... BVB. Samobójcza bramka Duńczyka po raz kolejny spowodowała wybuch radości na Commerzbank Arena w sektorach gospodarzy a my po raz kolejny zamilkliśmy patrząc z nie dowierzaniem na to co przed chwilą miało miejsce. Do końca meczu wynik się już nie zmienił i 2-2 na tablicy świetlnej oznaczało,że 3 punkty nie pojadą niestety do Dortmundu. Jeszcze przed opuszczeniem sektora pozbieraliśmy sektorówki które osoby mieniące się mianem kibiców rzucili na ziemie w rozlane piwo, było bardzo smutny widok i karygodne zachowanie a słowa Mili „Jak tak ku***a można traktować barwy klubowe” - były jak najbardziej zasadne. Po pozbieraniu kilku sektorówek zwinęliśmy naszą flagę i pozostało nam dołączyć do pozostałej 4 czwórki i opuścić Commerzbank Arena.

Obrazek

Obrazek

Po wyjściu ze stadionu czekała nas przykra niespodzianka. Brama prowadzącą na sektor gości była zamknięta przez policje. W jakim celu ? Nie wiem,ale potęgowało to tylko nerwową atmosferę wśród kibiców oraz fakt,że Bartek mógł nie wyrobić się w czasie na pociąg powrotny również nie poprawiał nastroju. Wreszcie po ok 30 minutach brama została otwarta a my mogliśmy w końcu udać się na stacje kolejową gdzie w podstawionym pociągu i mega ścisku wróciliśmy na dworzec.
Gdy zameldowaliśmy się w hotelu nastąpiły niestety pierwsze pożegnania. Bartek i Daniel musieli opuścić nas jeszcze tego samego dnia,ponieważ oboje musieli iść na drugi dzień do pracy.Z kolei ja i grupa z Wielkopolski miała jeszcze spędzić jedną noc w hotelu.

Obrazek

O 6-tej rano przyszłą wiadomość od Artura,że za 40 minut wyruszają w podróż powrotną do kraju. Postanowiłem zejść do hotelowego holu by po raz ostatni pożegnać się z ekipą z Wielkopolski i podziękować za wspólnie spędzony czas. Na koniec życzyłem im spokojnego i bezpiecznego powrotu do domu i wróciłem do swojego pokoju gdzie spędziłem ostatnie 6 godzin.

Obrazek

Z hotelu wymeldowałem się przed 12-tą i od tego momentu rozpoczęła się droga powrotna. Na lotnisku melduje się krótko po 12-tej i pozostało mi jedynie 4 godziny do lotu powrotnego więc wydrukowałem sobie kartę pokładową i poczekałem godzinę a następnie udałem się do odprawy. Czas bardzo mi się dłużył dlatego ratowałem się oglądaniem YT na tablecie. Potem już tylko ostatnie zakupy w sklepie bezcłowym i można wracać do kraju. O godzinie 16:20 wystartowaliśmy z Frankfurtu i po 1 godzinie i 20 minutach wylądowaliśmy na lotnisku w Katowicach. Potem jeszcze półgodziny oczekiwania na Pyrzowice Ekspress i ostatecznie po godzinie 19-tej znalazłem się w Częstochowie. Natomiast próg swojego domu przekroczyłem na krótko przed 20-tą i tym samym moja wyprawa na Commerzbank Arena dobiegła ostatecznie końca.

Obrazek

Podsumowując mimo nie do końca korzystnego wyniku dla BVB uważam,że był to znakomity wyjazd. Możliwość poznania innych osób należącym do Polnische Borussen była dla mnie największym ukoronowaniem tej wyprawy dlatego z tego miejsca specjalne pozdrowienia dla wszystkich uczestników wyjazdu i dziękuję wam za możliwość wspólnej zabawy. Już nie mogę doczekać się kolejnego z większą ilością Borussen z naszego polskiego fanklubu. A na razie dziękuje za uwagę i do zobaczenia na kolejnym wyjeździe. Trzymajcie się.

Obrazek

P.S Specjalne podziękowania dla Artura za szal Polnische Borussen, dla Mili za przywiezienie mi karty Sudtribune oraz dla Daniela za bilet na mecz.

Obrazek

Na koniec jeszcze zdjęcie ze specjalną dedykacją dla Artura i Kasi którzy koniecznie chcieli zrobić mi zdjęcie na tle rysunku hotelowego Kota :)
Ostatnio zmieniony 06 paź 2019, 13:09 przez CzarnoŻółtyKot, łącznie zmieniany 8 razy.
"A tak swoją drogą - jeśli myślisz, że kibicujesz przeklętej drużynie, która wiecznie przegrywa i notorycznie ma pecha, to pomyśl sobie, że są tacy, co kibicują HSV. To jest dopiero niefart. -Tomasz Urban"

Awatar użytkownika
rasiak
Posty: 261
Rejestracja: 10 lip 2008, 21:44
Lokalizacja: Olesno
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: rasiak » 28 wrz 2019, 22:37

Bardzo wyczerpująca relacja. :-) miło było cię poznać. Życzę ci jak najwięcej meczy BVB z tak genialnym dopingiem. I mam nadzieję, że szybko zobaczymy się na meczu.
Und wir werden immer Borussen sein,
es gibt nie, nie, nie einen anderen Verein!

Awatar użytkownika
Mila
Redakcja
Posty: 1435
Rejestracja: 08 lut 2013, 15:58
Lokalizacja: Koblenz / Szczecin
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: Mila » 28 wrz 2019, 23:37

Zajebiste sprawozdanie, Adrian. Zwracasz uwagę na szczegóły, które szybko umykają z pamięci. ;-)

Bardzo miło było Cię poznać. Również życzę Ci jak najwięcej wyjazdów takich jak ten - ze świetną atmosferą, mimo nieco rozczarowującego wyniku.

artur_poznan
Posty: 1054
Rejestracja: 11 gru 2014, 18:22
Lokalizacja: Poznan
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: artur_poznan » 29 wrz 2019, 11:21

Fantastyczna relacja w której zabrakło spotkania w hotelowym barze, gdzie odjechałes 😎ze spritem bo Whiskey zrobiła swoje 😂
Miło Cię było poznać i do zobaczyska na szlaku.
Only AWAY SUPPORT

Awatar użytkownika
Paulina916
Redakcja
Posty: 211
Rejestracja: 13 lip 2012, 11:26
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: Paulina916 » 11 paź 2019, 14:11

SC FREIBURG - BORUSSIA DORTMUND 05.10.2019

"Mailand oder Madrid - Hauptsache Freiburg!" - Ta parafraza słów Andiego Möllera chyba najlepiej oddaje to, co towarzyszy mi od początku przygody z wyjazdami na Borussię (a w międzyczasie nie tylko na Borussię). Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie ma w tym za wiele logiki - jest na świecie wiele pięknych miejsc, wartych zobaczenia stadionów, wielkich klubów, z którymi gra się spotkania zapisywane nieraz złotymi literami na kartach piłkarskiej historii, a jednak... Freiburg. Stary, poczciwy Dreisamstadion. Moje największe wyjazdowe marzenie, o którym jeszcze miesiąc temu byłam przekonana, że wraz z zakończeniem sezonu 2019/2020 zostanie zatrzaśnięte w szufladzie z napisem "niespełnione". Ostatnia szansa, by odwiedzić pamiętający jeszcze lata 50. XX wieku obiekt i stanąć w - podobno - najmniej przyjaznym sektorze gościnnym w Bundeslidze.

Nie ma planów, nie ma większych nadziei - a mimo to 15 września, gdy akurat wracam busem z meczu z Leverkusen, coś każe mi napisać do Ziza z pytaniem, czy nie spróbowałby następnego dnia powalczyć ze mną na hotline o dwie wejściówki. Zupełnie spontaniczna akcja, i przyznam szczerze, nie wierzę do końca, że się uda. Gdy o 8:30 nie udaje mi się połączyć z automatem, porzucam już właściwie wszelkie nadzieje. 5 minut później, czytając wiadomość od Ziza "Nie dzwoń już, już po wszystkim... Mam 2x Stehplatz", jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie... Który to już raz? :-D

Obrazek

"Raz się żyje", "Ostatnia szansa", "Nie będziesz Pan żałował" - chyba brzmi wystarczająco przekonująco, by Zizu zdecydował się również wybrać do Schwarzwaldu :-) Po rozważeniu wszystkich możliwości transportowych decydujemy się na wersję najbardziej budżetową i jednocześnie najciekawszą - klasyk, który jednak sprawia, że cieszę się na ten wyjazd jeszcze bardziej. Te kilkanaście dni mija błyskawicznie i zanim się orientuję, siedzimy już w busie do Warszawy, skąd następnego dnia rano mamy lot. Chwilę po 9 lądujemy na położonym na terenie Francji lotnisku Basel-Mulhouse-Freiburg i biegiem ruszamy na dworzec autobusowy, skąd musimy dostać się do Bazylei, gdzie o 10 odjeżdża nasz bus do Freiburga. Po heroicznej walce z automatami biletowymi wsiadamy do autobusu w kierunku Basel SBB, a tam - do flixbusa. I zaczynamy zastanawiać się, czy, a właściwie kiedy, coś zacznie iść nie po naszej myśli - do tej pory było zbyt punktualnie i spokojnie, by mogło być prawdziwie :-P

Obrazek

We Freiburgu meldujemy się o 11. Jest pochmurno, ale ciepło, i (jeszcze) nic nie zwiastuje katastrofy :-> Do meczu mamy jeszcze sporo czasu, ruszamy więc pozwiedzać starówkę. Jest... naprawdę pięknie. Zobaczcie sami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pierwsze krople deszczu nie zrażają nas jeszcze i dzielnie przemierzamy kolejne mniejsze i większe uliczki. Gdy jednak deszczyk zamienia się w ulewę, a my nadajemy się tylko do wrzucenia do suszarki, nie ma zmiłuj - przerywamy spacer, chowamy się pod jednym z budynków i ze znacznie mniejszym entuzjazmem śledzimy prognozę pogody na resztę dnia. Kiedyś w końcu musi przestać padać...

Obrazek

Zniechęceni do dalszych spacerów (zostaje przecież jeszcze wieczór), dochodzimy w końcu do wniosku, że moknąć można też pod stadionem. Po powrocie na dworzec i zostawieniu rzeczy w skrytce wsiadamy w tramwaj, którym jedzie już całkiem sporo kibiców BVB i SCF. Również z tej perspektywy Freiburg prezentuje się pięknie, ale w momencie, gdy ktoś intonuje pierwszą i kolejne przyśpiewki Borussii (nie brakuje również pozdrowień dla smerfów - "In Ge**enkirchen, da liegen Leichen..."), liczy się już tylko jedno - to, po co właściwie tutaj przyjechaliśmy. Spieltach! ;-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed wejściem kibice gości są przez policyjne blokady dość wyraźnie oddzieleni od miejscowych i od razu kierowani do swojej "strefy". Bez problemów i kolejek wchodzimy na stadion, zostawiamy ślad po Polnische Borussen (tym razem w damskiej toalecie :-) ) i znajdujemy sobie miejsce na sektorze. Z każdą minutą robi się coraz ciaśniej; wchodzą ultrasi z transparentami i flagami, z których jedna dostaje się również nam. Trochę ułomna, widać dużo przeszła - cóż, ważne że jest :-P Po przeciwnej stronie stadionu główna trybuna gości już od dawna jest pełna. Ostatnie minuty, "Scheiss DFB" i "Ihr macht uns'ren Sport kaputt!", pierwsze uderzenia w bęben, przyśpiewki...

Obrazek

Mecz jaki jest, każdy widzi. Chociaż właściwie nie każdy - jak zwykle umyka mi to nazwisko strzelca, to kolejna sporna sytuacja na boisku... Właściwie zdążyłam się już przyzwyczaić, od samego początku przygody na stadionach moją uwagę o wiele bardziej zajmuje doping i to, co dzieje się na trybunie. Ktoś powie, nie po to się jeździ na mecze? Cóż, może kiedyś to do mnie dotrze... :lol: Atmosfera na sektorze jest - jak to na wyjazdach - naprawdę świetna, od pierwszej do ostatniej minuty meczu nie ma ani chwili na odpoczynek. Gol stracony w końcówce... boli. Zawsze boli. Ale i tak bywa. Intonujemy po raz ostatni "Was auch immer geschieht, wir steh'n dir bei, bis in den Tod..." i klaszczemy, gdy piłkarze podchodzą pod nasz sektor. Flagi są powoli zwijane, banery zdejmowane z płotu, kibice zaczynają opuszczać sektor. Stoimy jeszcze dłuższą chwilę, przeżywając to, co właśnie dobiegło końca, i ciesząc się po raz ostatni widokiem, którego nie będzie nam już dane ujrzeć.

Obrazek

"Augenblicke werden selten vergessen" - to cytat z mojej absolutnie ulubionej piosenki o kibicowaniu, "Bis die Stimmen verstummen" Koolhy'ego. Takie chwile rzadko odchodzą w zapomnienie. Takie widoki rzadko odchodzą w zapomnienie. Takie wyjazdy rzadko odchodzą w zapomnienie. I w tamtym momencie jestem niesamowicie szczęśliwa i dumna, że mogę tam być. Mimo remisu na boisku...

Po meczu, mając 4 godziny do powrotnego busa, idziemy odkrywać Freiburg na nowo. W wieczornym świetle prezentuje się równie urokliwie :-)

Obrazek

Obrazek

Krótko po 21 wsiadamy we flixbusa i ruszamy w kierunku Lipska, gdzie rano przesiadamy się w pociąg do Drezna, tam w kolejny do Görlitz, następny do Węglińca i wreszcie Wrocławia. Żegnam się z Zizem, który wysiada w Chojnowie, i 2 godziny później melduję się w domu. Tyle czekania, a już jest po wszystkim... :->

Minął już prawie tydzień od tego wyjazdu, a gdyby ktoś mnie teraz zapytał, jak jest we Freiburgu, musiałabym przez chwilę się zastanowić, czy naprawdę tam byłam, czy to tylko sen... Wiem, wiem, strasznie ta relacja emocjonalna, infantylna wręcz :-) Cóż, tak czasem działa Borussia. Udało się spełnić kolejne, największe marzenie - jeśli ktoś ma do polecenia miejsce, w które teraz mogłabym równie mocno chcieć jechać na mecz, czekam na propozycje. I do zobaczenia na kibicowskim szlaku! :-D
Dieser Tempel, es war für mich der schönste Platz
Danke Papa, dass Du mir alles ermöglicht hast

Awatar użytkownika
Mila
Redakcja
Posty: 1435
Rejestracja: 08 lut 2013, 15:58
Lokalizacja: Koblenz / Szczecin
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: Mila » 11 paź 2019, 15:09

Piękna sprawa, świetnie, że się udało. Ja nie zdążę już do Freiburga na stary stadion. :-(
Paulina916 pisze:
11 paź 2019, 14:11
"...od samego początku przygody na stadionach moją uwagę o wiele bardziej zajmuje doping i to, co dzieje się na trybunie. Ktoś powie, nie po to się jeździ na mecze? Cóż, może kiedyś to do mnie dotrze..."
Postawiłbym chyba znak równości pomiędzy wydarzeniami na murawie i na trybunach. Te drugie w ostatnim czasie są dużo większym przeżyciem emocjonalnym.

Awatar użytkownika
Paulina916
Redakcja
Posty: 211
Rejestracja: 13 lip 2012, 11:26
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: Paulina916 » 11 paź 2019, 15:17

Mila pisze:
11 paź 2019, 15:09
Piękna sprawa, świetnie, że się udało. Ja nie zdążę już do Freiburga na stary stadion. :-(
Paulina916 pisze:
11 paź 2019, 14:11
"...od samego początku przygody na stadionach moją uwagę o wiele bardziej zajmuje doping i to, co dzieje się na trybunie. Ktoś powie, nie po to się jeździ na mecze? Cóż, może kiedyś to do mnie dotrze..."
Postawiłbym chyba znak równości pomiędzy wydarzeniami na murawie i na trybunach. Te drugie w ostatnim czasie są dużo większym przeżyciem emocjonalnym.
Jasne, te pierwsze są również ważne, widać zresztą, jak potrafią wpływać na nastrój na trybunach. Po prostu stojąc tam, piszę rzecz jasna subiektywnie, nie umiem się do końca skupić na samym meczu (na to przychodzi pora po powrocie, jak już emocje opadną) ;-)
Dieser Tempel, es war für mich der schönste Platz
Danke Papa, dass Du mir alles ermöglicht hast

Awatar użytkownika
zizu
Moderator
Posty: 7772
Rejestracja: 20 cze 2007, 13:55
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Kontakt:

Re: Wyjazdy na mecze Borussii - RELACJE

Post autor: zizu » 11 paź 2019, 16:34

Paulina916 pisze:
11 paź 2019, 15:17
Jasne, te pierwsze są również ważne, widać zresztą, jak potrafią wpływać na nastrój na trybunach. Po prostu stojąc tam, piszę rzecz jasna subiektywnie, nie umiem się do końca skupić na samym meczu (na to przychodzi pora po powrocie, jak już emocje opadną) ;-)
Tu jako uzupełnienie wypowiedzi przydałby się filmik, gdy złapała Cię TV w trakcie machania "niedorozwiniętą" flagą. :D

Również się cieszę, że byłem na tym meczu mimo tej fatalnej końcówki. Od dłuższego czasu chciałem odwiedzić Freiburg i tamtejszy stadion, a jak okazało się, że w tym sezonie jest praktycznie ostatnia okazja ujrzeć tam BVB, to musiałem się skusić :D zawsze wyjazd tam kojarzył mi się z tym, że wyjdzie mega drogo, a wyszło całkiem szybko i budżetowo. Chociaż też swoje trzeba było przejść, w sumie wniosek był taki, że chyba tylko statkiem nie płynelismy. Był flixki bus, autobus miejski, uber, samolot, tramwaj, pociąg... :D Pogoda była jaka była, ale tak naprawdę padało przez 1h poza tym to albo lekko albo w ogóle. Chyba powoli zacznę myśleć nad wyjazdem do Berlina, bo tak smutno byłoby już bez Bundesligi aż do 2020:)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości