Pełna funkcjonalność tej strony wymaga internetowych ciasteczek, więcej informacji o nich znajdziesz tutaj. AKCEPTUJĘ

Borussia.com.pl & BVB09.pl :: polskie centrum BVB

zapamiętaj mnie


Kehl: Kiedyś wrócę do Bundesligi!

Dodał: Paulina, 20.06.2015; 21:06;
Komentarze: 0


Komentarze użytkowników

Dodaj komentarz

Tylko zalogowani mogą dodawać komentarze

Rozmiar czcionki:
11 - 12 - 13

35 lat na karku, 13 z nich spędzonych w Dortmundzie. Mowa oczywiście o Sebastianie Kehlu, który meczem finałowym Pucharu Niemiec pod koniec maja bieżącego roku oficjalnie zakończył swoją sportową karierę i udał się na zasłużony odpoczynek. W pożegnalnej rozmowie z magazynem Bild wieloletni kapitan Borussii poruszył kilka kwestii związanych z jego najbliższymi planami.

Sebastian, znajdujemy się obecnie na Borsigplatz. Co oznacza dla Ciebie to miejsce?

Sebastian Kehl: - Z tej strony jeszcze go nie znałem. Do tej pory bywałem tu w zasadzie tylko z kolegami z zespołu, gdy mieliśmy jakiś powód do radości. Nigdy nie zapomnę uczuć, które towarzyszyły mi podczas świętowania tu wspólnie z fanami mistrzostw czy zdobycia pucharu. W domu mam wiele filmów wideo upamiętniających tamte chwile.

Teraz jesteś już piłkarskim emerytem. Jakie są Twoje pierwsze wrażenia odnośnie tego nowego, innego życia?

- Faktycznie, stałem się już rencistą. Po raz pierwszy od ponad 20 lat mam tak naprawdę wolne! Muszę jednak przyznać, że aktualnie jeszcze wcale tego nie odczuwam. Być może uświadomię to sobie, kiedy BVB wznowi treningi, a ja nie będę w nich uczestniczył. Być może przyjdę w któryś dzień odwiedzić chłopaków i popatrzeć, jak się męczą.

Jak Twoją ciągłą obecność w domu znosi Twoja partnerka?

- Także i dla niej jest to ogromna zmiana, jednak pamiętam, że powiedziała mi: Kochanie, myślę, że teraz jest właściwy moment. Oboje bardzo się cieszymy, że w końcu będziemy mieć więcej czasu tylko dla siebie. Nie chcę jednak już do końca życia siedzieć bezczynnie!

Co jest więc Twoim najbliższym celem?

- Moim marzeniem była od zawsze podróż dookoła świata. Jeden z moich przyjaciół już na urodziny zarezerwował mi takową. Bo w końcu kiedy, jeśli nie teraz?

Dokąd się udajesz?

- Na początek lecimy na Florydę, w okolice Miami. Potem San Francisco. Chcemy wynająć przyczepę kempingową i w ten sposób zwiedzić kilka parków narodowych. Gdy moje dzieci będą musiały wrócić do szkoły, dokończę podróż sam lub z paczką najlepszych kumpli.

 I to wszystko bez zwracania najmniejszej uwagi na piłkę nożną?

- Dzięki telefonom komórkowym nie jest problemem sprawdzenie wyniku tego czy innego meczu. Jeśli jednak naprawdę zatęsknię za futbolem, pewnie wybiorę się do knajpy i ze szklanką piwa w ręce obejrzę jakieś spotkanie Bundesligi.

Jak podsumujesz swoją aktywną karierę piłkarską?

- To był piękny czas w moim życiu. W Borussii przeżyłem niesamowite momenty. Od pierwszego mistrzostwa w 2002 roku, przez czasy, w których byliśmy bliscy bankructwa, aż po kolejne mistrzostwo, krajowy dublet i finał Ligi Mistrzów. Wszystko działo się tak szybko i było jak bajka. Jestem niezwykle wdzięczny, że mogłem brać w tym udział.

Masz swój ulubiony mecz, do którego wciąż lubisz powracać?

- Przez długi czas oglądałem powtórki starych meczów. Muszę jednak przyznać, że tylko ze względów taktycznych, z pomocą specjalnej firmy.

Pozwalałeś więc poddawać dokładnej analizie swoje zachowanie na boisku?

- Tak. I sam za to płaciłem. Miałem zresztą wiele pomysłów na to, jak mogę wciąż się polepszać. Własny trener od przygotowania fizycznego, osteopata, psycholog. Ciągle chciałem dążyć do przodu i w tej kwestii nic się nie zmieniło.

Z ręką na sercu: jaką wagę przywiązuje piłkarz do ocen wystawianych mu za dany mecz przez naszą gazetę?

- Wszyscy je oczywiście przeglądają. Nam, graczom, trudniej jest jednak ocenić mecz niż tym, którzy obserwują go z zewnątrz.

Dlaczego?

- Nikt nie wyobraża sobie, jak szybko toczy się spotkanie z perspektywy zawodnika, jak wysoka jest ciążąca na nim presja. Ludzie siedzą później choćby tu, na Borsigplatz, i rozprawiają: Ten powinien był inaczej zachować się w jednej sytuacji, a tamten znów zagrał fatalnie. Chciałbym kiedyś zobaczyć, jak poradziliby sobie na boisku! Zakładam, że już w tunelu mieliby miękkie nogi. (śmiech)

Jaka była najbardziej szalona sytuacja, którą pamiętasz z szatni Borussii Dortmund?

- Zdarzało się już, że latały po niej różne przedmioty… A na poważnie to cieszę się, że ten obszar pozostaje w jakimś stopniu niedostępny dla postronnych. To pobudza wyobraźnię i czyni piłkę nożną tak wyjątkowym sportem.

Potrafisz identyfikować się z tą współczesną, młodą generacją piłkarzy?

- Wcześniej hierarchia i wzajemne traktowanie się kolegów z zespołu było nieco inne. Można było zostać ostro skrytykowanym przez starszego od siebie, a trener celowo udawał, że tego nie widzi. Obecnie uległo to zmianie, co mnie cieszy. Mimo wszystko zdarza mi się obserwować u młodszych zawodników brak szacunku, ambicji, woli walki czy pokory. Ogólnie są oni jednak lepiej wykształceni i reprezentują zwyczajnie inny poziom.

Dede, były i legendarny już piłkarz BVB, 5. sierpnia pojawi się w Dortmundzie na pożegnalnym meczu na swoją cześć. Co z Tobą?

- Drużyna urządziła mi należyte pożegnanie. W tym roku nie zdarzy się już nic więcej. Chciałbym jednak w przyszłości także móc zagrać w takim spotkaniu. Ostatni raz świętować na murawie tego stadionu przed naszymi wspaniałymi kibicami…

Czy będziemy mieli okazję już wkrótce ponownie zobaczyć Cię w Bundeslidze? Wolałbyś zostać trenerem czy raczej menedżerem?

- Na pewno planuję w najbliższym czasie zrobić licencję trenerską. Nauczyć się wszystkich tajników tego zawodu, odkryć go z zupełnie innej strony. Póki co nie potrafię sobie jeszcze wyobrazić, by ponownie żyć tak, jak przez ostatnie lata – w stałym rytmie. Ten moment jednak nadejdzie, mogę Wam to obiecać!



Źródło: www.bild.de