Pełna funkcjonalność tej strony wymaga internetowych ciasteczek, więcej informacji o nich znajdziesz tutaj. AKCEPTUJĘ
zapamiętaj mnie
Załóż konto
Forum Borussia Dortmund

Przyszły mecz

Bayern Monachium - Borussia Dortmund
Puchar Niemiec
środa, 20.12.2017; 20:45

Poprzedni mecz

Borussia Dortmund 2:1 TSG Hoffenheim
Bundesliga
sobota, 16.12.2017; 18:30

Tabela Bundesligi

  • 1
  • Bayern Monachium
  • 17
  • +26
  • 41
  • 2
  • Schalke 04
  • 17
  • +7
  • 30
  • 3
  • Borussia Dortmund
  • 17
  • +15
  • 28
  • 4
  • Bayer Leverkusen
  • 17
  • +11
  • 28
  • 5
  • RB Lipsk
  • 17
  • +2
  • 28
  • 6
  • Borussia M'gladbach
  • 17
  • -1
  • 28
  • 7
  • TSG Hoffenheim
  • 17
  • +5
  • 26
  • 8
  • Eintracht Frankfurt
  • 17
  • +2
  • 26
  • 9
  • FC Augsburg
  • 17
  • +4
  • 24
  • 10
  • Hertha Berlin
  • 17
  • +1
  • 24
  • 11
  • Hannover 96
  • 17
  • -2
  • 23
  • 12
  • VfL Wolfsburg
  • 17
  • 0
  • 19
  • 13
  • SC Freiburg
  • 17
  • -14
  • 19
  • 14
  • VfB Stuttgart
  • 17
  • -8
  • 17
  • 15
  • FSV Mainz
  • 17
  • -9
  • 17
  • 16
  • Werder Brema
  • 17
  • -7
  • 15
  • 17
  • Hamburger SV
  • 17
  • -10
  • 15
  • 18
  • FC Köln
  • 17
  • -22
  • 6

Zawodnicy

  • Rozegranych meczów0
    Gole / Asysty0 / 0
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Rozegranych meczów0
    Gole / Asysty0 / 0
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Roman Weidenfeller
    Bramkarz, Niemcy
    Rozegranych meczów2
    Gole / Asysty0 / 0
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Dan-Axel Zagadou
    Obrońca, Francja
    Rozegranych meczów15
    Gole / Asysty1 / 0
    Żółte kartki / Czerwone2 / 1
  • Neven Subotić
    Obrońca, Serbia
    Rozegranych meczów5
    Gole / Asysty0 / 0
    Żółte kartki / Czerwone1 / 0
  • Marc Bartra
    Obrońca, Hiszpania
    Rozegranych meczów18
    Gole / Asysty4 / 1
    Żółte kartki / Czerwone2 / 0
  • Jadon Sancho
    Napastnik, Anglia
    Rozegranych meczów1
    Gole / Asysty0 / 0
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Nuri Sahin
    Pomocnik, Turcja
    Rozegranych meczów18
    Gole / Asysty2 / 2
    Żółte kartki / Czerwone2 / 0
  • Andrey Yarmolenko
    Napastnik, Ukraina
    Rozegranych meczów20
    Gole / Asysty5 / 3
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Mario Götze
    Pomocnik, Niemcy
    Rozegranych meczów15
    Gole / Asysty1 / 3
    Żółte kartki / Czerwone1 / 0
  • Marco Reus
    Pomocnik, Niemcy
    Rozegranych meczów0
    Gole / Asysty0 / 0
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Raphaël Guerreiro
    Obrońca, Portugalia
    Rozegranych meczów11
    Gole / Asysty2 / 0
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Alexander Isak
    Napastnik, Szwecja
    Rozegranych meczów5
    Gole / Asysty1 / 1
    Żółte kartki / Czerwone1 / 0
  • Jeremy Toljan
    Obrońca, Niemcy
    Rozegranych meczów12
    Gole / Asysty0 / 1
    Żółte kartki / Czerwone4 / 0
  • Rozegranych meczów23
    Gole / Asysty21 / 4
    Żółte kartki / Czerwone1 / 1
  • Sebastian Rode
    Pomocnik, Niemcy
    Rozegranych meczów1
    Gole / Asysty0 / 0
    Żółte kartki / Czerwone1 / 0
  • Mahmoud Dahoud
    Pomocnik, Niemcy
    Rozegranych meczów17
    Gole / Asysty0 / 5
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Maximilian Philipp
    Pomocnik, Niemcy
    Rozegranych meczów17
    Gole / Asysty6 / 4
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Andre Schürrle
    Napastnik, Niemcy
    Rozegranych meczów7
    Gole / Asysty0 / 1
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Christian Pulisic
    Pomocnik, USA
    Rozegranych meczów22
    Gole / Asysty4 / 1
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Shinji Kagawa
    Pomocnik, Japonia
    Rozegranych meczów20
    Gole / Asysty4 / 4
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Sokratis
    Obrońca, Grecja
    Rozegranych meczów24
    Gole / Asysty2 / 0
    Żółte kartki / Czerwone5 / 1
  • Łukasz Piszczek
    Obrońca, Polska
    Rozegranych meczów11
    Gole / Asysty0 / 1
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Gonzalo Castro
    Pomocnik, Niemcy
    Rozegranych meczów18
    Gole / Asysty1 / 3
    Żółte kartki / Czerwone2 / 0
  • Marcel Schmelzer
    Obrońca, Niemcy
    Rozegranych meczów14
    Gole / Asysty0 / 1
    Żółte kartki / Czerwone3 / 0
  • Julian Weigl
    Pomocnik, Niemcy
    Rozegranych meczów16
    Gole / Asysty1 / 0
    Żółte kartki / Czerwone3 / 0
  • Jacob Bruun Larsen
    Pomocnik, Dania
    Rozegranych meczów1
    Gole / Asysty0 / 0
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Ömer Toprak
    Obrońca, Turcja
    Rozegranych meczów17
    Gole / Asysty0 / 1
    Żółte kartki / Czerwone2 / 0
  • Erik Durm
    Obrońca, Niemcy
    Rozegranych meczów0
    Gole / Asysty0 / 0
    Żółte kartki / Czerwone0 / 0
  • Roman Bürki
    Bramkarz, Szwajcaria
    Rozegranych meczów25
    Gole / Asysty0 / 0
    Żółte kartki / Czerwone2 / 0

Piłkarz meczu

Christian Pulisic

Piłkarz meczu z Hoffenheim

Sonda

Czy Peter Stöger to odpowiedni kandydat do prowadzenia Borussii Dortmund?

Tak66%
Sebastian Kehl byłby lepszą opcją9%
Slaven Bilic nadawałby się bardziej6%
Nie8%
Wolałem Petera Bosza6%
Opcją do końca sezonu powinien być inny trener5%
Łącznie głosów: 93

Ostatnio na forum

Klasyfikacja typera

Wyszukiwarka

Echte liebe. Miłość bez żadnych warunków

Dodał: JK, 14.08.2017; 20:22;
Rozmiar czcionki:
11 - 12 - 13

Ligowy sezon 2017/18 startuje już w piątkowy wieczór. Przed jego inauguracją zawodnik Borussii Dortmund, Nuri Sahin, za pośrednictwem portalu The Players’ Tribune postanowił podzielić się z kibicami pewną historią, której zapis przedstawiamy poniżej.

Mam pewien rytuał przed każdym dużym meczem Ligi Mistrzów. Niezależnie od tego czy jesteśmy w domu, czy w drodze, jem lunch w hotelu, a później idę na kawę z kolegą z drużyny – zazwyczaj jest to Marcel Schmelzer. Później wracam do mojego pokoju i włączam muzykę. Leżę na łóżku i zamykam oczy. I po prostu… oddycham. Czuję, jak moja klatka piersiowa unosi się i opada i wyobrażam sobie przebieg meczu. To tylko kilka minut – ale potrzebuję tego. Po wszystkim dzwonię do mojej żony i upewniam się, że w domu wszystko w porządku. Wyciszam telefon i idę do autokaru.

11 kwietnia 2017 roku – w noc, w którą mieliśmy zagrać przeciwko Monaco w Lidze Mistrzów – zrobiłem wszystkie te rzeczy.

Droga z hotelu na Westfalenstadion w Dortmundzie zajmuje zaledwie kilka minut. To wystarczająco dużo czasu na szybką rozmowę z osobą, obok której siedzisz. Siedziałem z Marcelem i pamiętam, że poprosił mnie o butelkę wody z szafki znajdującej się obok mnie, tuż po tym, jak ruszyliśmy. Spełniłem jego prośbę i wtedy… BUM! Za oknem coś wybuchło.
Wszystko zaczęło dziać się jakby w zwolnionym tempie. Nie miałem pojęcia, co się stało. Miałem wrażenie, że… zamarzam. Ale mój umysł pracował na wysokich obrotach. W ciągu jakichś dwóch sekund w moich myślach przepłynęło całe moje życie. Myślałem o umieraniu – ale także o życiu. A później pomyślałem o mojej rodzinie. Zobaczyłem mojego pięcioletniego syna, moją roczną córkę i moją żonę. Czułem, że są tuż obok.
Później wyrwałem się z tego i przypomniałem sobie, gdzie jestem. Odwróciłem się i zobaczyłem Marca Bartrę. Jego ręka krwawiła… bardzo. Uniosłem wzrok i spojrzałem mu w oczy. NIGDY nie zapomnę jego oczu. Były ciemne i pełne przerażenia. Zobaczyłem, jak reszta chłopaków za nim wstaje, ale krzyknąłem tak głośno, jak mogłem:
Zostańcie! Zostańcie! Trzymajcie się z dala od okien!

Nie mieliśmy pojęcia, co się stało i czy już się skończyło. Krzyknąłem do kierowcy:
Nie zatrzymuj się! Proszę, proszę, proszę, nie zatrzymuj się! Jedź! Musimy jechać!
Myślałem, że może jacyś ludzie będą próbowali wejść do autokaru i, no wiecie… zabić nas wszystkich.

Autokar przejechał jeszcze kilka metrów zanim pozbieraliśmy się i zobaczyliśmy, że na zewnątrz nikogo nie ma. Dzwoniło mi w uszach, ale wszystko było ze mną w porządku. Żyłem. Sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do żony i mamy, powiedziałem im, że wszystko w porządku – ale tak naprawdę nie wiedziałem, co właściwie się stało. Rozłączyłem się, rozejrzałem, wszyscy… byli. Nikt się nie ruszał i nie odzywał. Gdy wysiadałem, nie patrzyłem na autokar. Chciałem być jak najdalej.

Kilka minut później ktoś do mnie zadzwonił. To była żona Marca. Poza nim, byłem jedyną osobą w zespole, która znała hiszpański więc musiałem powiedzieć jej, co się stało – a przynajmniej spróbować. Powiedziałem jej, że Marc jest w drodze do szpitala i nie wiemy, jak poważnych obrażeń doznał. Usłyszałem jej płacz. Do końca życia nie zapomnę tego dźwięku. Nawet najgorszemu wrogowi nie życzę tego uczucia, które musiało jej towarzyszyć.
Gdy opuściliśmy autokar, nie płakałem – byłem po prostu w szoku. Próbowałem tylko oddychać.



Wróciliśmy do hotelu, a później pojechałem do domu, do mojej rodziny, w całkowitej ciszy. Żadnego radia, żadnej muzyki – tylko okna i dźwięk mojego auta na drodze. Wszystko – od chwili, gdy wysiedliśmy z autokaru, do momentu, gdy wróciłem do domu – trwało mniej więcej godzinę. Ta godzina była jak jeden oddech.

Zaparkowałem samochód na podjeździe i przeszedłem kilka kroków chodnikiem… I zobaczyłem moją żonę i dzieci stojące w drzwiach. Zatrzymałem się – przez kilka sekund po prostu na nich patrzyłem. I zacząłem płakać. Płakałem tak, jak nigdy wcześniej. Przytuliłem moją córkę. Czułem jej twarzyczkę przed moją i myślałem: „Jestem szczęśliwy, jestem szczęśliwy, jestem taki szczęśliwy”.
I wtedy pomyślałem o Marcu – on nie był takim szczęśliwcem. Razem z Marcelem i Gonzalem Castrem odwiedziliśmy go w szpitalu jeszcze tej samej nocy. Wyglądał bardzo źle… Ale czuł się dobrze. Żył. Tylko to się liczyło.
Podczas tej wizyty zobaczyliśmy w telewizji, w szpitalnej poczekalni, co się stało. Trzy bomby eksplodowały obok naszego autokaru. Były ukryte w żywopłotach przy drodze. Nie potrafiłem przetworzyć tych informacji… i nie chciałem.
I wtedy zobaczyłem coś, co zostanie ze mną na zawsze. W telewizji pokazano naszych kibiców – przygarnęli do swoich domów sympatyków Monaco, którzy utknęli w Dortmundzie z powodu przełożenia terminu meczu. Właśnie takich kibiców mamy. Wiedzieli, że to, co się stało, było czymś większym niż futbol.
Właśnie tacy są kibice Dortmundu. Wiem o tym, bo przez całe moje życie jestem jednym z nich.



Jestem futbolowym świrem. Gdy zobaczyłem tamtego gola Georghe’a Hagiego dla Rumunii na mundialu 1994, złapałem bakcyla. Leżałem na dole piętrowego łóżka, które dzieliłem z moim bratem, Ufukiem, a on leżał na górze, w naszym pokoju w niemieckim Meinerzhagen. Obaj krzyczeliśmy, gdy piłka wpadła do siatki. Kilka tygodni wcześniej ubłagaliśmy tatę o przeniesienie telewizora do naszego pokoju na czas mundialu. Od tej pory oglądałem tyle meczów, ile tylko mogłem. Pamiętam szalone występy Romario i Bebeto, którzy w końcowych meczach grali dla Brazylii – to było piękne. Wiedziałem, że… że to mój sport.

Tam, gdzie dorastałem, musiałeś być albo kibicem Dortmundu, albo Schalke, bo oba zespoły grały blisko naszego miasteczka. Każdego dnia dziękuję Bogu, że gdy miałem siedem lat, ludzie z Dortmundu zapukali do moich drzwi i zaproponowali grę w ich dziecięcej sekcji. W tym samym roku Dortmund zdobył mistrzostwo Niemiec, a ja zakochałem się w klubie.
Wszystko, czego chciałem, to noszenie czarno-żółtych barw.



Dojeżdżałem do Dortmundu, który znajdował się 45 minut od mojego domu, gdy miałem 12 lat, by grać w akademii Borussii. Nasz klub ma tradycję – pozwala niektórym graczom młodszych sekcji podawać piłki podczas meczów. Po dwóch latach zespół wybrał mnie do bycia częścią tej tradycji. I to nie był jakiś tam mecz. Przydzielono mnie do spotkania Dortmundu z Realem Madryt w Lidze Mistrzów. Madryt rok wcześniej wygrał Ligę Mistrzów, to byli po prostu Galacticos – Figo, Zidane, Ronaldo, Casillas, Roberto Carlos. Wszystkie te wielkie nazwiska znalazły się na NASZYM stadionie.
Pamiętam te piękne, białe koszulki, jakie tamtej nocy miał na sobie Madryt. Były wspaniałe. Grali niesamowity futbol. Pamiętam, jak w drugiej połowie myślałem sobie: „Pewnego dnia zagram dla Dortmundu. Ale, choćby nie wiem co, zagram też dla Realu Madryt”.
Po zakończeniu meczu Dortmund zazwyczaj nie pozwala nikomu wchodzić na boisko – zwłaszcza chłopcom do podawania piłek. Ale tamtej nocy mnie to nie obchodziło. Spojrzałem na mojego kolegę i powiedziałem:
Wejdę na koniec. Chcę osobiście zobaczyć koszulki. Chcę poczuć je między palcami. Muszę poznać Ronaldo.
I zrobiłem to. Było niesamowicie. Po wszystkim obiecałem sobie, że nigdy nie zapomnę uczucia, jakie towarzyszyło mi za linią.

Dwa lata później miał miejsce mój debiut w Bundeslidze w barwach Dortmundu. Miałem 16 lat i do tej pory jestem najmłodszym graczem w historii ligi niemieckiej. Mój pierwszy mecz na naszym stadionie to derby z naszym największym rywalem, Schalke. Westfalenstadion jest wspaniałym miejscem do oglądania meczów – ale kiedy gramy przeciwko Schalke, jest elektryzująco – przede wszystkim dzięki Żółtej Ścianie. Pozwólcie mi wytłumaczyć. Südtribüne mieści ponad 25 tysięcy ludzi. Jest stroma i po brzegi wypełniona ludźmi, którzy są ubrani od stóp do głów na żółto. Ci kibice to najlepsi kibice na świecie – wiem, że każdy tak mówi o swoich kibicach, ale idźcie na mecz Dortmundu. Zrozumiecie. Musicie to zobaczyć. Dla mnie to jak Mona Lisa – piękne dzieło sztuki.
Tego dnia Żółta Ściana była pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłem po wejściu na boisko. I nawet teraz jest to pierwsza rzecz, na jaką patrzę. Z poziomu boiska nie jesteś w stanie zobaczyć nawet, gdzie to się kończy. Jest po prostu… żółto, wszędzie.
To najpiękniejszy widok w sporcie.



Nie wygraliśmy tamtego meczu przeciwko Schalke, ale to nie miało dla mnie znaczenia. Spełniałem moje marzenie. Grałem dla Dortmundu, przed Żółtą Ścianą. Byłem z Dortmundem od sześciu lat i w tym czasie Borussia wryła się w moją duszę. Każdego roku czuję się coraz bardziej zakochany w tym klubie. Moja żona i ja byliśmy szczęśliwi i podekscytowani założeniem rodziny w tym mieście, które stało się dla mnie czymś więcej niż tylko „domem”.

Gdy w 2011 roku zostaliśmy mistrzami Niemiec, otrzymałem wiadomość od mojego agenta: „Hej, Nuri, Real Madryt cię chce”. To zabawne, że tak właśnie się stało. Spójrzcie na ten tekst. To spełnienie dziecięcych marzeń.

Moje nazwisko wiele razy wcześniej było wymieniane w plotkach transferowych, ale nigdy nie łączyło się go z Realem Madryt. I nagle oni są tutaj. Białe koszulki, Bernabeu, historia. Pamiętałem obietnicę, jaką złożyłem sobie lata temu. Jakaś część mnie chciała jednak odmówić. Wiele zawdzięczam Dortmundowi – jak mógłbym ich zostawić? Ciężko było sobie to wyobrazić. Godzinami rozmawiałem z żoną i rodziną. Zanim podjąłem decyzję, musiałem porozmawiać z trenerem Jürgenem Kloppem. Zapamiętam tę rozmowę na zawsze.
Nuri – powiedział mi – To twoja decyzja. Ale jeśli odejdziesz, musisz wiedzieć, że zawsze będę po twojej stronie. Jesteś moim przyjacielem na zawsze.
Jeśli zostanę, będę myślał o życiu w Madrycie. Fizycznie będę w Dortmundzie, ale myślami… Będę zgubiony. Nie mógłbym tak żyć – odparłem.
I powiedziałem mu, że mam tylko jedno życie – i nie chcę żałować ani jednej chwili.
Jürgen zrozumiał i powiedział, że muszę iść za głosem serca.

Kilka godzin później ogłosiłem moją decyzję. Moja żona, która była wtedy w czwartym miesiącu ciąży, przeniosła się ze mną do Madrytu. Musieliśmy zacząć wszystko od nowa. Mówiłem po hiszpańsku, ale musieliśmy między innymi zacząć prowadzić ciążę w innym kraju. I wtedy, podczas pierwszego treningu w Madrycie, doznałem kontuzji – życie w Hiszpanii nie zaczęło się dobrze.

We wrześniu 2011 roku na świat przyszedł nasz syn. Był doskonały. Byłem wdzięczny za możliwość bycia ojcem. Moja mama i teściowa przyleciały, by być z nami i kiedy to zrobiły, uświadomiłem sobie, jak bardzo tęsknię za domem. Dortmund nie był tylko klubem czy miastem, był miejscem, w którym znajdowali się najważniejsi ludzie w moim życiu.

Starałem się jak najszybciej wrócić po kontuzji, ale jeżeli klub taki, jak Real wygrywa i gra dobrze, to niezwykle ciężko jest wrócić do zespołu. Byłem poza grą przez sześć miesięcy i kiedy zbliżałem się do powrotu, zadzwonił Dortmund. Pytali czy chcę wrócić. Nie przybyłem jednak do Madrytu po to, by zaraz go opuścić. Poszedłem na wypożyczenie do Liverpoolu, gdzie starałem się wrócić na poziom, na który wiedziałem, że mnie stać.
W Anglii czułem się jeszcze bardziej oddalony od domu. Nie grałem dobrze – utraciłem coś z mojej dotychczasowej gry. Nie potrafiłem tego zrozumieć. Ale uświadomiłem sobie, że to, co utraciłem, nie było elementem gry, a elementem życia. Potrzebowałem być ponownie częścią dortmundzkiej rodziny. To tamci ludzie byli powodem, dla którego grałem w piłkę na wysokim poziomie.
Mój agent wykonał kilka telefonów i parę tygodni później byłem w drodze powrotnej do domu.

Nie byłem pewien, w jaki sposób Żółta Ściana zareaguje na mój powrót. Zraniłem ich, odchodząc, wiedziałem o tym. Podczas pierwszego meczu po powrocie wszedłem na boisko z ławki rezerwowych. Rozgrzewałem się przy linii i tuż przed moim wejściem na boisko, Jürgen powiedział do mnie:
Nuri… zamknij oczy. Słyszysz to?
Odwróciłem się w kierunku Żółtej Ściany i zamknąłem oczy. Śpiewali moje imię.
Naprawdę myślałem, że cię znienawidzą – przyznał Jürgen. I roześmiał się swoim charakterystycznym śmiechem. Poczochrał mnie po włosach, pchnął na boisko. I tłum wybuchnął.
Więź, jaka scala mnie z ludźmi z Dortmundu, nigdy się nie zerwie. Teraz to wiem.



Echte liebe. To znaczy „prawdziwa miłość”. Bezwarunkowa miłość. To duch Borussii. To nasza siła. Czułem tego ducha każdego dnia po zamachu.

Następnego dnia musieliśmy zagrać mecz. Musicie zrozumieć, że przez całe moje życie marzyłem o jednym: zagrać w Lidze Mistrzów dla Borussii Dortmund. Każdy europejski mecz jest dla mnie wyjątkowy. To dla tych nocy gram w piłkę. Ale tamta noc… Była inna. Przed meczem nie potrafiłem jasno myśleć. Moje myśli wędrowały do rodziny. Czy wszystko z nimi w porządku? Czy nie potrzebują mnie w domu? Myślami byłem poza boiskiem.
Pamiętam, jak wyszedłem na boisko i robiłem to, co zwykle: spojrzałem na Żółtą Ścianę. Tej nocy zobaczyłem jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłem. Kibice zrobili ogromną oprawę składającą się w napis BVB, czyli skróconą nazwę naszego klubu. Napis rozciągał się przez całą trybunę, od wierzchołka aż do boiska. To było niesamowite. I – nawet, jeśli tylko na kilka minut – dało mi to poczucie, że wszystko będzie w porządku.



Zacząłem mecz na ławce. Zanim w drugiej połowie pojawiłem się na boisku, nie myślałem o grze. Chciałem iść do domu i zobaczyć moją rodzinę – chciałem, żeby wszyscy kibice poszli do domów i byli z ludźmi, którzy się o nich martwią. Gdy wszedłem do gry, potrafiłem się skoncentrować, ale to nie było to samo. To był najtrudniejszy mecz, w jakim kiedykolwiek zagrałem.

Gdy wróciłem do domu, moja żona zapytała mnie czy chcę porozmawiać o tym, co stało się dzień wcześniej. Rozmawialiśmy o tym, że to już na zawsze będzie częścią mnie. To, co zdarzyło się w autokarze, nigdy mnie nie opuści. Zmieniło to kim jestem… i kim będę.

Tamten strach na zawsze pozostanie w moim umyśle, podobnie, jak następne godziny. Sposób, w jaki zareagował klub i miasto, napawa mnie dumą. Powitanie kibiców Monaco, wspólnota w mieście, wsparcie na stadionie niecałą dobę godziny po ataku – to było naprawdę piękne.

Szliśmy tą drogą, bo tego nas nauczono.

Miłości. Bez żadnych warunków.

Echte liebe.



Źródło: www.theplayerstribune.com / Foto: www.ruhrnachrichten.de

Echte liebe. Miłość bez żadnych warunków

Dodał: JK, 14.08.2017; 20:22;
Komentarze: 32


Komentarze użytkowników

flammen, 15.08.2017; 22:10:

/zizu/ akurat on jest IDEALNYM przykładem żerowania i trzepania kasy za nic(póki co). Od czasów Liverpoolu bylo to widać. Pukałem się w głowę słysząc o jego powrocie i do końca wierzyłem, ze to jest zart. Naprawdę chcialbym się mylić, niestety rzeczywistość potwierdziła moje przypuszczenia i... póki co zdania nie zmienie. Naprawdę szczerze zycze JEMU tego, zeby POPROWADZIŁ w tym sezonie BVB do mistrzostwa!!! NAPRAWDĘ !!!! Ale zamiast świergotać niech SIE WIEŹMIE DO ROBOTY !!!!

Dejvix85, 15.08.2017; 19:53:

Oj ... zdania będą i są podzielone . Naprawdę fajna opowieść . Nie podoba mi się to ze odszedł kiedyś do Realu ale ... czy ... nie każdy człowiek zasługuje na drugą szansę ?

TMac1, 15.08.2017; 16:28:

Tu nie chodzi o żadne gadki o celach BVB na przyszłość, a o jego słynne słowa -> "kibice wiedzą, jaką podejmę decyzję" i przeciąganie ogłoszenia tej decyzji na sam koniec sezonu (dbając jedynie o swój komfort psychiczny). Jak po ostatniej kolejce sezonu 2010/11 podchodził o kulach pod Sudtribune (wywołany przez kibiców), to też tak od niechcenia, wymuszonym uśmieszkiem i z długim zawahaniem. Głupio było podejść do ludzi, którym mydliło się oczy przez kilka tygodni. Echte liebe w 100%!

zizu, 15.08.2017; 15:49:

Tak piszecie jakby to Sahin błagał BVB na kolanach, żeby go wzięli z powrotem... Jakby go Borussia nie wzięła (a chciała skoro jest) to grałby sobie w innym miejscu. A wy piszecie jakby to Sahin co najmniej skamlał pod siedzibą klubu, błagam dajcieeeeeee mi z powrooootem kontrakt w BVB! Już nie odejdę, obiecuję! :D a teraz żeruje na BVB i bierze tylko hajs.

Owszem Sahin coś tam mamrotał przed odejściem o wielkich celach z BVB itp. ale to zwykłe pieprzenie każdego jednego grajka przed kolejnym sezonem. Jak przyszedł Real to długo się nie musiał zastanawiać. Każdy wie jak kończył każdy mistrz Niemiec oprócz Bayernu. Króciutki występ w CL i popadanie w nijakość, patrz Werder czy Stuttgart. Ja się kompletnie nie dziwię temu, że odszedł z BVB, choć oczywiście kompletnie się z tą decyzją nie godziłem, bo licznik występów nabijał mu bardzo szybko i jakby został w BVB na lata jak chciałem to miałby ich tyle co legendy klubu.
No i cena była nieco za niska za Sahina, ale też kokosow by na nim nie zbili.

Mitre, 15.08.2017; 15:49:

Choć wiem, że to nieuniknione to ja akurat staram się powstrzymywać przed komentowaniem pod artykułami związanymi z synami marnotrawnymi. Oczywiście mam swoje zdanie w tym temacie, ale wychodzę z założenia, że lepiej nie dolewać oliwy do ognia. Często (by nie napisać zawsze) doprowadzają one do niepotrzebnych spięć, a jak powiedział mi lekarz - powinienem unikać stresu ;)

Btw, fajnie się czytało ten artykuł.

HEJA BVB!!!

Cypisek, 15.08.2017; 14:57:

Borix to z twojej strony nadinterpretacja... Ja osobiście nie jestem fanem Sahina, ale naprawdę zagotowało się we mnie jak po przeczytaniu wzruszającego bądź co bądź tekstu zobaczyłem niektóre komentarze. Uważam że trzeba mieć pewne wyczucie smaku, i akurat ten artykuł nie zasługuje na złośliwe komentarze. Koniec tematu z mojej strony. Nikomu żadnego prawa nie daję. Wyraziłem swoje zdanie w taki sam sposób jak wy.

Borix, 15.08.2017; 14:39:

Jak na razie z tych wielkich powrotów do BVB to tylko Kagawa sobie w jakimś stopniu poradził. Z gry Sahina i Gotze jak na razie korzyści są znikome. Miłość do klubu to nie wszystko. Zresztą ja w to już nie wierzę. I dobrze, bo już może nigdy się nie zawiodę.

Cypisek to w takim razie komu dajesz moralne prawo do wypowiadania się na ten temat? Tak samo dla mnie, Ciebie i innych użytkowników jest to całkowita abstrakcja. Może najlepiej niech się nikt nie wypowiada, bo Sahina osobiście nie zna?

Kilka tygodni temu na samej górze stronki wisiały CZTERY artykuły o Mario Gotze. CZTERY!
A jak ktoś się krytycznie wypowiedział to były komenatrze: "po co pod każdym newsem o Gotze hejtujecie i jadem plujecie?" Dziwne byłoby nie komentować, skoro wiszą jak byk CZTERY uwielbieńcze artykuły.
Dla Twojej wygody i przyjemności może być to ostatni mój komentarz na stronce. Skoro racja ma zawsze być po Twojej stronie, to lepiej nic nie odpowiadać.

Cypisek, 15.08.2017; 14:21:

Mam ci wypłacić za to odszkodowanie?
Żeby wywołać awanturę :) dobre. Wkręcaj kolejną bajkę:)

Maczuga, 15.08.2017; 14:19:

Jeszcze jedno na koniec. Cypisek sam czasem dajesz newsy z kontrowersyjnym tematem i onetowskim tytułem żeby wywołać awanturę na stronie i żeby kliknięcia się zgadzały a później wkraczasz jako jedyny sprawiedliwy i pouczasz innych użytkowników których po części sam sprowokowałeś ;)

Maczuga, 15.08.2017; 14:10:

Borix ;)


Ktoś chce sobie wieszać plakaty Super Mario czy Sahina nad łóżkiem to niech sobie wiesza nic mi do tego. Ale nikt mi nie może piep... głupot, że jestem hipokrytą albo narzucać kogoz BVB i w jakim stopniu mam lubić i szanować. Jestem pamiętliwy i jak mnie ktoś raz wydyma to nawet z trumny wstanę i mu to wypomnę.

Borix, 15.08.2017; 13:35:

Cypisek, ale jakiego jadu? Ktoś, kto pisze, ze nie wierzy w "miłość bez żadnych warunków", jak to napisano w tytule, według Ciebie to jest plucie jadem? Ktoś tu napisał, że oczekuje od nich pozostania w BVB przez 20 lat? NIE.
Sam zaczynasz kręcić aferę, bo nie możesz patrzeć, jak ktoś odważy się napisać chociaż jedno słowo krytyczne, lub niezgodne z "linią partii". A jeśli jest to już opinia, z którą Ty się nie zgadzasz, to już w ogóle zbrodnia gorsza od holokaustu :)

A później dzieciaczki robią takie akcje, jak ostatnio pan Dembele, bo wie, że w razie niepowodzenia BVB go przygarnie, a kibice pokochają go za sam gest przeprosin.
Dobrej niedzieli życzę!

Cypisek, 15.08.2017; 13:24:

Kibice to sa jednak hipokryci. Sami z ''miloscia'' do klubu maja wspolnego miedzy innymi przecyztanie pare newsow na dzien, walniecie browara, obejrzenie meczu tygodniowo, moze jakis wyjazd raz ruski rok i beda porownywac swoja milosc do pilkarza, wymagajac od niego zeby udowodnil te milsoc spedzajac w klubie całą karierę, dzień w dzień. Nie istnieje przecież wypalenie, czy normalne znudzenie. Sahin opuscił nas gdy nie znaczyliśmy nic w Europie na rzecz Realu Madryt. Skandal. Ale armia sprzed komputera będzie wyrokować ;)
Nikt przecież nie wymaga żeby go kochać, ale jak paru typów jadu nie wyleje w temacie z Sahinem to widze nie bedzie. To jest po prostu żenada żeby wytykać mu że sobie przypisuje jakieś zasługi w trakcie zamachu itp.

zizu, 15.08.2017; 13:09:

Dzięki za tłumaczenie. A tych waszych wypocin czytać nie idzie. Bo Nuri wrócił z podkulonym ogonem i gra słabo to wiadomo trzeba go jechać. Sahin od 7 roku życia jest z BVB i Dortmundem to kogoś dziwi że mówi w takich słowach o BVB? No ale najlepiej ocenić że kłamie. Żenada.

Borix, 15.08.2017; 12:26:

Maczuga idealnie to ująłeś. Popieram w 100%.

I jeszcze odniosę się do wpisu Plewci:

"Ale za to każdy popełnia błędy i sztuką jest się do tego przyznać. On nie bał się powrotu, nie bał się fali hejtu takich jak wy. "

A to łaskę nam robi taki Sahin, Gotze czy nawet Kagawa, że przyznają się do błędu? Zderzyli się z rzeczywistością i doświadczyli bolesnego upadku, no może poza Gotze, który jakoś tam sobie jeszcze radził, ale koniec przygody w Bayernie miał gwałtowny i bolesny. Klub z otwartymi ramionami przyjął ich wszystkich z powrotem i robi wszystko, żeby odzyskali choć trochę dawnego blasku. Klub i kibice pokładają w nich ogromne nadzieje, czego ja do końca nie rozumiem. I nikt ich tutaj nie hejtuje. W geście wdzięczności i w swoim interesie powinni do końca pobytu w BVB dawać z siebie sto tysięcy %, bo żaden inny klub nie dałby im takiej drugiej szansy, przynajmniej żaden na takim poziomie i z takimi ambicjami.

Maczuga, 15.08.2017; 12:07:

frytki to akurat wcina Gotze z myślą o nim to napisałem bo podobna historia.

flammen, 15.08.2017; 11:58:

/Maczuga/ - PIĘKNIE NAPISANE !!!! Nic dodać nic ująć!!!

PS. /Plewca/ - Wszystko spoko tylko... Odkąd wrócił ( jak napisał świetnie /Maczuga/ ), szkoda gadać i nic tylko wcina frytki :)

Wirtuoz, 15.08.2017; 11:47:

Mila i inni - nie wiem czego sie czepiacie. Ja nie zycze mu zle jak czesc osob na tej stronie, wrecz przeciwnie trzymam za niego kciuki, ale tak jak napisal Maczuga, nie bedzie juz moim ulubiencem. A ze nie lapie sie na ckliwe gadki? Kwestia charakteru chyba

Maczuga, 15.08.2017; 11:06:

Piękna historia i piękna miłość... Szkoda tylko, że BVB to taka brzydka dziewczyna co zawsze na Ciebie czeka z ciepłym obiadem gdy wracasz od kochanki... Echte liebie*

*- nie obowiązuje w stanie wojny i gdy zgłosi się Real, Bayern lub Barcelona.

Nuri to był, mój kolejny z ulubieńców. Bardzo mnie zabolało jego odejście i sposób w jaki zwodził kibiców. Odszedł od nas jako najlepszy piłkarz Bundesligi a wrócił... szkoda chyba pisać. Dortmund to piłkarski dom spokojnej starości gdzie można wrócić jak kariera nie pójdzie za marzeniami i spokojnie po cichu wcinać frytki zarabiając przy tym godziwe pieniądze i mieć szansę na grę w Lidze Mistrzów.

Oni mają marzenia, my fani też je mamy, żeby nasi ulubieńcy nie rozkładali nóg za każdym razem gdy ktoś wielki się po nich zgłosi. Bo My też chcemy cieszyć się z sukcesów których uciekający marzyciele nie dają nam szansy doświadczyć.

Pozdro Nuri ale jesteś w gronie Tych dla których moje żółto - czarne serce mocniej już nie zabije.

Cypisek, 15.08.2017; 10:14:

Transfer Nuriego też mnie w 2011 roku zabolał... Ale kim my wtedy byliśmy na europejskiej scenie, bądźmy poważni. Nie wszystko jest czarno-białe i miłość nie oznacza że masz w danym klubie spędzić całe życie. Piękna historia, czytało się to z ciarami.

Gruby 1909, 15.08.2017; 08:35:

Dla pierwszych 7 komentarzy - Hala Dzieci !!!

Borix, 15.08.2017; 02:33:

Chcesz sobie wierzyć w "miłość bez żadnych warunków", to sobie wierz. Dla mnie to bajeczka, którą można sprzedawać dzieciom. Nie wierzę już w wielką miłość chłopczyków do klubu, miasta, trybun. Zwłaszcza po tym, jak takie chłopczyki wypinają się na klub, jeśli tylko przyjdzie oferta z "wielkiego klubu".

Plewcia BvBelieve, 15.08.2017; 02:13:

Spełniania marzeń nazywasz wypinaniem się?
Obiecał coś sobie i chciał to spełnić. W artykule nawet jest zaznaczone '(...), ale myślami... Będę zagubiony. Nie mógłbym tak żyć.' Więc jaki byłby z niego wtedy pożytek? A może mógł zostać i zapomnieć o Realu i grać, a może nie... Jego życie, jego decyzje, jego marzenia, które jak każdy człowiek, chce spełnić . Jak widać kibice na stadionie po Jego powrocie to zrozumieli... , ale nie każdy kibic musi. Ale za to każdy popełnia błędy i sztuką jest się do tego przyznać. On nie bał się powrotu, nie bał się fali hejtu takich jak wy.

Borix, 15.08.2017; 01:38:

Plewcia nie każdy tak jak Ty musi wielbić piłkarzy, którzy swego czasu wypięli się na BVB...Twój komentarz jest durny i zbędny.

Plewcia BvBelieve, 15.08.2017; 00:33:

Ja wale, czepiacie się gorzej niż Gessler. Chłopak opowiedział swoją historię, ale nie kurde wy, jak zawsze zresztą, wiecie wszystko lepiej. Rozumiem wolność słowa, wyrażanie własnej opinii, ale jesteście... nawet nie wiem jak to napisać. On zrobił dla tego klubu więcej niz wy, wszyscy szukający jakiegoś ale, problemu, razem wzięci. Te komentarze są durne i zbędne...

TheKowal, 15.08.2017; 00:14:

Chyba jakiś głupi jestem, bo bardzo za nim przepadem. Sympatyczny gość, do tego inteligentny, a nawet potrafi się wysłowić. Grać w piłkę też potrafi. Co Wam w nim przeszkadza?

MAKAVELI, 14.08.2017; 23:35:

Za kilka lat jak zostanie w klubie i bedzie pracował w klubowym muzeum, to przy opowiadaniu tej historii poleje sie nie jedna łza i chusteczka biała jak koszulki realu, wzruszy go do cna.

TMac1, 14.08.2017; 22:01:

Gdyby mu wyszło w Madrycie, nie byłoby wówczas mowy o tęsknocie za BVB i powrocie do Dortmundu...

Swoją drogą mówiło się i pisało po zamachu, że to Bender krzyczał do kierowcy, a tutaj Sahin kreuje się na bohatera tamtych wydarzeń. Rzecznik i bajkopisarz w jednym...

Mila, 14.08.2017; 21:54:

To nie może być prawda, co mówią o Nurim w Dortmundzie. W klubie i w mieście. To wszystko wymysły. Tylko my, tu w Polsce, wiemy jaki on naprawdę jest. Nie zamydlą nam oczu. Precz z rzecznikiem.

Julia, wielki dzięki za wysiłek przy tłumaczeniu. :)

CzarnoŻółtyKot, 14.08.2017; 21:51:

Wirtuoz
Czułem się podobnie jak ty, kiedy po raz pierwszy usłyszałem, o Realu i jego "wielkiej szansie" jaką miał ten transfer nieść. Do tamtego momentu liczyłem, że Nuri będzie następcą Sebastiana Kehla jako kapitan drużyny i że przez wiele sezonów będzie wyprowadzał nasz zespół jako kapitan w meczach na Westfalenstadion. Po tamtym transferze uznałem, że drogi Turka i BVB definitywnie się rozeszły, no cóż los chciał inaczej i Sahin zawitał ponownie do ,nas jednak teraz widzę tylko jako jednego z wielu niż przyszłego kapitana drużyny i jest mi zupełnie obojętne co Nuri będzie mówił bo mojego dawnego zaufania już nie odzyska.

Wirtuoz, 14.08.2017; 21:35:

Jak poszedł do Realu po naszym pierwszym mistrzostwie za Kloppa, to poczułem się jakbym dostał obuchem. Był jednym z moich ulubionych piłkarzy i tak łatwo ckliwą gadką tego nie odbuduje.
Z bayernem wyglądał dobrze, zobaczymy co pokaże dalej i może odbuduje zaufanie.

Misiek88, 14.08.2017; 20:56:

Otóż to panie Hajzenberg !
Sahin bredzi...

Hajzenberg, 14.08.2017; 20:41:

Tak Echte Liebe do pierwszej wypłaty w innym klubie. Niech Ci piłkarze tyle nie gadają i nie wyznają miłości tylko robią co do nich należy i za co im się płaci. Echte Liebe to czyny a nie puste słowa.

Dodaj komentarz

Tylko zalogowani mogą dodawać komentarze