Pełna funkcjonalność tej strony wymaga internetowych ciasteczek, więcej informacji o nich znajdziesz tutaj. AKCEPTUJĘ

Borussia.com.pl & BVB09.pl :: polskie centrum BVB

zapamiętaj mnie


Bonmann: BVB to moja wielka miłość

Dodał: Paulina, 11.06.2015; 16:52;
www.ruhrnachrichten.de
Komentarze: 2


Komentarze użytkowników

OverW0lf, 12.06.2015; 21:06:

Dokładnie... Widzę jego przyszłość w 1 składzie. Myśle, że będzie musiał rywalizować Langerakiem ale trener powinien mu dać szanse ^^

TMac1, 11.06.2015; 22:25:

Świetny gość z tego Bonmanna...

Dodaj komentarz

Tylko zalogowani mogą dodawać komentarze

Rozmiar czcionki:
11 - 12 - 13

Hendrik Bonmann przed dwoma laty spełnił swoje największe marzenie i podpisał kontrakt z Borussią Dortmund. Młody golkiper uchodził za wielki talent i przewidywano, iż w zespole ówczesnych wicemistrzów Niemiec szybko zrobi wielką karierę. Niestety, jego rozwój został zahamowany przez trudną i długotrwałą kontuzję.

21-latek nie poddał się jednak i teraz, gdy jego główny rywal w walce o miejsce między słupkami drugiej drużyny Borussii, Zlatan Alomerovic podpisał kontrakt z drugoligowym FC Kaiserslautern, z dużym optymizmem spogląda w przyszłość. W wywiadzie dla portalu goal.com opowiada między innymi o swojej miłości do Borussii Dortmund, trenerze Jürgenie Kloppie oraz rywalizacji między bramkarzami pierwszego zespołu – Mitchellem Langerakiem i Romanem Weidenfellerem.

GOAL: Hendrik, niedawno zdecydowałeś się na przedłużenie Twojego kontraktu z BVB. Jak dobrze wiemy, już od dziecka jesteś fanem tej drużyny. Był to dla Ciebie więc bardzo ważny krok, prawda?

Hendrik Bonmann: - Dokładnie. Podobnego uczucia doświadczyłem już dwa lata temu, kiedy to mogłem podpisać swoją pierwszą profesjonalną umowę z Borussią. Teraz władze klubu ponownie sprawiły mi wielką przyjemność, oferując podpisanie kontraktu na kolejne trzy lata. Jestem z tego niezwykle dumny. Co może być lepszego, niż możliwość gry w swoim ukochanym zespole?

Jako junior grałeś jednak przez krótki czas w Schalke…

- No tak, zgadza się. Borussii kibicuję jednak, odkąd skończyłem cztery lata. W młodości otrzymałem propozycję zagrania w drużynie z Gelsenkirchen i nie chciałem zaprzepaścić tej szansy. Moim marzeniem było zawsze zostanie profesjonalnym piłkarzem, a jak wiadomo Schalke może pochwalić się świetnymi wynikami w kształtowaniu młodych talentów. Miałem szczęście, że mój pierwszy trener okazał się tak jak ja zagorzałym fanem Dortmundu. Teraz pracuje on zresztą u nas. (śmiech) Kiedy w weekendy graliśmy mecze, zawsze jeździłem na stadion w koszulce BVB. On także często to robił, nierzadko zdarzało się więc, że mieliśmy wspólnie małe problemy. (śmiech)

Sporo doświadczenia miałeś okazję zebrać w drużynie Rot-Weiss Essen, gdzie udało Ci się przebić się do pierwszej drużyny. Kiedy stało się dla Ciebie jasne, że chcesz zagrać w przyszłości w klubie z pierwszej ligi – i że to zrobisz?

- Jestem chłopakiem z Essen i jeszcze nigdy nie mieszkałem gdzie indziej. RWE jest moim domem, a BVB – wielką miłością. Zespołowi Rot-Weiss zawdzięczam naprawdę wiele. Przyjęli mnie do siebie, kiedy ostatecznie nie przeszedłem pozytywnie selekcji w Schalke. Wtedy zastanawiałem się przez chwilę nawet nad tym, czy nie zrezygnować zupełnie z gry w piłkę. Szybko jednak zrezygnowałem z tego pomysłu i postanowiłem, że będę pobierał dodatkowe lekcje u trenera bramkarzy, Kevina Löblera. Sporo pracowaliśmy nad moim ustawianiem się w polu karnym. Mam z nim kontakt do tej pory, często ze sobą rozmawiamy. Udziela mi wielu wskazówek. Zawsze wspierał mnie w tym, bym ciężko pracował na swój sukces.

Dwa lata temu przyszedłeś do Borussii i szybko wywalczyłeś sobie miejsce w podstawowej jedenastce. Później jednak przytrafiła Ci się kontuzja biodra, która wykluczyła Cię z gry na długie miesiące. Myślałeś wtedy o zakończeniu kariery?

- Wszystko działo się bardzo szybko. Zagrałem cztery mecze, a potem z powodu kontuzji Romana Weidenfellera. Byłem wówczas w siódmym niebie. Uraz szybko sprowadził mnie jednak na ziemię. Bez operacji prawdopodobnie moja przygoda z piłką skończyłaby się bardzo szybko. To było dla mnie przykre.

Jak poradziłeś sobie z tą sytuacją?

- Jak już mówiłem, nie było mi łatwo. Jasno obrałem sobie jednak cel, którym był powrót na boisko. Całe dnie rehabilitacji dłużyły mi się i zwykle się na nich nudziłem. Wieczorami siedziałem przed telewizorem i pytałem sam siebie, co udało mi się osiągnąć danego dnia. Postępy, które robiłem, motywowały mnie i ostatecznie spowodowały, że wyszedłem z tego jeszcze silniejszy.

Robiłeś w tamtym czasie coś innego?

- Nie. Koncentrowałem się tylko i wyłącznie na futbolu. Teraz otrzymałem od Borussii nowy kontrakt i mam jasne plany na przyszłość. Chcę w końcu poczuć, jak to jest, kiedy wychodzisz w podstawowej jedenastce w każdym meczu. Aby to osiągnąć, codziennie spędzam nawet do dziesięciu godzin w ośrodku treningowym.

Czy wobec tego zostaje Ci w ogóle czas na inne rzeczy, takie jak na przykład spotkania z przyjaciółmi?

- Tak. To jest dla mnie zresztą bardzo ważne, chociaż w weekendy najczęściej nie mam dla nich zbyt wiele czasu. Z nimi zawsze mogę się odprężyć i oderwać od piłki. Doceniam to, gdyż niektórzy ludzie całymi dniami pracują i nie mają czasu dla rodziny czy bliskich. Jedyną wadą bycia piłkarzem jest to, że w minionym sezonie chyba ani razu nie miałem okazji spędzić weekendu tylko z moją dziewczyną. (śmiech)

Jak właściwie wygląda dzień z życia sportowca, jeśli chodzi o zajęcia pozaboiskowe? Opowiesz nam?

- Zacznijmy od tego, że prywatnie jestem wielkim fanem tenisa ziemnego. Poza tym kiedy miałem 10 lat, zacząłem grać w golfa. Wiem, że to trochę głupie, ale z kumplami zawsze urządzamy sobie zawody. (śmiech) Regularnie organizujemy zresztą coś w rodzaju wieczorów gier. Obowiązkowym punktem są wtedy rozgrywki karciane. Bardzo się cieszę, że mam duży krąg znajomych o różnorodnych charakterach i zainteresowaniach. Z nimi nigdy się nie nudzę!

Jakie znaczenie mają dla Ciebie Twoi najbliżsi?

- Ogromne. Moi rodzice wspierają mnie od zawsze, chociaż nigdy nie wtrącali się zbytnio i nie negowali wyborów, które podejmowałem, jeśli chodzi o piłkę. Poświęcili mi jednak wiele czasu, na przykład odwożąc regularnie na treningi. Zawsze powtarzali, że powinienem zajmować się tym, co naprawdę sprawia mi przyjemność. Mówią też, że śmiesznie jest patrzeć na to, co futbol potrafi zrobić z człowiekiem. Duże wsparcie otrzymuję również od przyjaciół. Mam także świetnego dziadka, z którym od 16 lat regularnie odwiedzam dortmundzki stadion. To on zaraził mnie pasją do piłki nożnej. Wszyscy ludzie z mojego otoczenia niesamowicie mnie motywują i dają mi pozytywnego kopa.

Czy gdyby nie wyszło Ci z piłką, masz przygotowany jakiś plan B?

- Szczerze mówiąc, nie. Nie jestem jednak ślepy. Gdyby przytrafiła mi się jakaś kontuzja, która definitywnie przekreśliłaby moją dalszą sportową karierę, na pewno zdecydowałbym się na studia. Nie upadłem jeszcze w końcu na głowę.

Uraz, o którym nam przedtem opowiadałeś sprawił, że nie miałeś okazji do zbyt wielu występów. Wszystkim fanom czarno-żółtych na pewno zapadł jednak w pamięci jeden, rozgrywany na Rote Erde przeciwko Unterhaching. Opowiesz, co się wówczas działo?

- Zlatan Alomerovic – nasz podstawowy bramkarz – wyleciał z boiska za czerwoną kartkę, a arbiter podyktował rzut karny dla gości. Wtedy ja wszedłem na boisko i wybroniłem jedenastkę. Mecz toczył się dalej, a po niedługim czasie udało nam się strzelić bramkę. Nie pozwoliłem się wtedy zdekoncentrować. Pozostałem spokojny i w pełni skupiony na przebiegu gry. Kiedy wbiegałem na murawę, byłem przekonany, że chcę – i muszę – obronić ten karny. To, co zdarzyło się później, było czystym szaleństwem. Przy czymś takim na chwilę wyłączasz myślenie! Przez chwilę świętowałem z naszymi fanami i jestem pewien, że także dzięki nim nie zapomnę tego momentu bardzo długo.

Ostatecznie udało Wam się zwyciężyć w tamtej potyczce. Mimo to wraz z kolegami spadliście z 3. ligi i w nadchodzącym sezonie będziecie mierzyć się z zespołami grającymi w zachodniej Regionallidze. Osobiście traktujesz to jako krok w tył, czyż nie?

- Każdy piłkarz chce grać na możliwie jak najwyższym stopniu. Wyzwania są wówczas większe i poważniejsze. Ja jednak zamierzam cierpliwie czekać i przyjmować to, co przyniesie mi los. Za każdym razem chcę dawać z siebie to, co mam najlepszego, i nie zamierzam odpuszczać.

Do Dortmundu przychodziłeś z dużymi ambicjami i celami, ostatnio jednak pełniłeś tylko rolę zmiennika Zlatana Alomerovicia. Odpowiada Ci to?

- Pomimo tego, że bardzo kocham Borussię Dortmund, nie podpisałbym z nią kontraktu ze świadomością, że i tak nie mam szansy na grę. Zrobiłem to, gdyż chcę tu stawiać kolejne kroki w mojej karierze i wiem, że mogę to zrobić. Perspektywy w Dortmundzie są szerokie i moim osobistym celem jest zostanie pierwszym bramkarzem, na początek w rezerwach.

Gdybyś wiedział, że może Ci to nie wyjść, nie wahałbyś się zmienić klub?

- Miłość do barw nie może sprawić, że staniesz się ślepy. Moim pierwszym partnerem do rozmów zawsze będzie BVB i chcę wykorzystać każdą szansę, która pozwoli mi zostać numerem jeden między słupkami. Gdyby przyszedł czas, w którym nie widziałbym dla siebie dalszych perspektyw, pewnie zacząłbym zastanawiać się nad transferem. Okres, w którym profesjonalnie grasz w piłkę nożną, nie trwa w końcu w nieskończoność.

Potrafiłbyś wyobrazić sobie reprezentowanie barw klubu, który niekoniecznie uchodzi za tradycyjny? Do tej pory grałeś w końcu tylko w takich…

- Mam dopiero 21 lat i do tej pory nie miałem okazji występować dla zbyt wielu zespołów. Myślę jednak, że gra w drużynie z tradycjami nieco się różni od tej zwykłej. Liczba fanów jest po prostu o wiele większa. Aby móc zakładać koszulkę takiego klubu, byłbym w stanie zrezygnować z korzystniejszych zarobków. Jestem kibicem Borussii, droga mojej kariery jest więc w jakimś stopniu ustalona z góry. Nigdy nie mówię jednak nigdy.

Czy w dłuższej perspektywie czasu jesteś w stanie wyobrazić sobie siebie na Signal Iduna Park, stojącego między słupkami w meczu pierwszej drużyny?

- Marzę o tym, odkąd tylko jestem w stanie samodzielnie myśleć.  Kiedyś swoje największe pragnienia można było utrwalić w albumach firmy Panini. Ja zawsze notowałem: Chcę zagrać kiedyś na naszym stadionie w Dortmundzie dla BVB. Zawsze jednak byłem świadomy, że to jest marzenie, które absolutnie chcę zrealizować. I staram się to zrobić, ciężko pracując na codziennych treningach.

Obecnie dwiema głównymi postaciami, jeśli chodzi o obsadę bramki Borussii Dortmund, są Roman Weidenfeller i Mitchell Langerak. Co możesz powiedzieć o ich rywalizacji?

- Wiem na pewno, że mając w kadrze dwie takie postaci, w żadnym wypadku nie chciałbym być na miejscu trenera. Obydwaj to naprawdę świetni sportowcy i wspaniali ludzie. Weidenfeller przez lata udowadniał swoją wartość, natomiast Langerak każdym występem potwierdza, że zawsze można na niego liczyć. Jest wiele argumentów przemawiających za każdym z nich.

Co jest – Twoim zdaniem – największą zaletą Mitcha, a jaka jest najsilniejsza strona Romana?

- Roman świetnie potrafi zachować się w pojedynkach jeden na jeden i uważam, że w tej kategorii zalicza się do absolutnej czołówki Bundesligi. Osobiście jestem wielkim fanem tego, co robi na boisku. Podoba mi się jego opanowanie. Mitchell potrafi natomiast bardzo dobrze rozpoczynać akcje.

Od lipca trenerem Borussii nie będzie już Jürgen Klopp, ale Thomas Tuchel. Myślisz, że dzięki temu Twoje szanse na pokazanie się ulegną jakiejś zmianie?

- Najpierw, korzystając z okazji, chciałbym bardzo podziękować Kloppowi. Pomógł mi zrozumieć wiele rzeczy i dodał sił w najtrudniejszym dla mnie czasie. Zawsze prowadziliśmy ciekawe i bogate pod względem treści rozmowy. Na tę chwilę nie jestem w stanie wyobrazić sobie lepszego szkoleniowca. Kiedy do zespołu przychodzi nowy trener, wszystko zaczyna się w jakiś sposób od nowa. Moim najważniejszym celem jest jednak póki co udowodnienie swojej wartości dla drużyny U23.

Jak czuje się młody piłkarz w klubie pokroju BVB, w którym jednak większość jest o rozmiar większa, niż w innej drużynie?

- Przy tego typu pytaniach zawsze opowiadam chętnie o tym, jak przyjeżdżam pod ośrodek treningowy w Brackel i parkuję moim mini cooperem w sąsiedztwie drogich i nowoczesnych samochodów innych graczy. To pozwala mi w jakiś sposób twardo stąpać po ziemi. Wiem, gdzie jest moje miejsce w hierarchii.

Jesteś na razie zawodnikiem zespołu rezerw, nie jest więc o Tobie głośno. Cieszysz się, że dzięki temu możesz w pełni skoncentrować się na pracy?

- To nie jest tak, że kompletnie nikt nie interesuje się nami, a więc piłkarzami z BVB II – jednak nie w takim stopniu, jak chłopakami z pierwszej kadry. Jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Regularnie dostaję wiadomości od moich fanów, na które chętnie odpowiadam. Kiedy zostanę rozpoznany na ulicy, również jest to dla mnie powodem do radości. To jest w jakimś stopniu potwierdzeniem moich osiągnięć i docenieniem mnie jako człowieka.

Jesteś jeszcze bardzo młodą osobą, chcąc nie chcąc należysz więc do tak zwanej generacji Facebooka. Jak podchodzisz do tematu mediów, przede wszystkim różnorakich portali społecznościowych?

- Od kilku miesięcy posiadam swoją własną stronę właśnie na Facebooku, na której od czasu do czasu zamieszczam posty. Robię to tylko i wyłącznie po to, aby mieć kontakt z fanami i podzielić się z nimi moimi przeżyciami. Sprawia mi to przyjemność, jednak jestem świadomy, że wszystko ma swoje granice. Najważniejsze jest w końcu to prawdziwe życie, nie to wirtualne.

Aktualnie masz, jak zresztą większość piłkarzy, letnią przerwę od rozgrywek. W jaki sposób regenerujesz siły po tak emocjonującym sezonie?

- Do wypoczynku potrzebuję jedynie plaży i słońca, niczego więcej. W tym roku z moim najlepszym przyjacielem wybieramy się do Turcji. Spędzimy tam jednak tylko tydzień. Potem chcę wrócić do Borussii i przygotowywać się do rozpoczęcia nowego sezonu!



Źródło: www.goal.com